Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
czyńmy dobro! \,,/,





Jak najlepiej zrobić herbatę?

Aaaaaaa, jaram się!

Ten typowo szesnastkowy wstęp zawdzięczacie zakończeniem pewnego szczurzomagisterskiego etapu. Wczoraj skończyłam liczyć, segregować, klasyfikować, łączyć, dodawać i określać czasowniki. Tak więc stustronnicowa tabela z czasownikami osobowymi plus dwie dwudziestostronnicowe tabele - alfabetyczna i frekwencyjna - zrobione. Można zabierać się za teorię. A z tym przewiduję problemy różnych natur. Natury leniwej i nieogarowej zwłaszcza. Siur, czy mogę ułożyć trochę puzzli? :)

Poza tym niespodziewanka goniła niespodziewankę. Na dzień szczura Kołki najechały Brudnicę, czego ani trochę i ani ciut ciut się nie spodziewałam. Płakaliśmy wtedy ze śmiechu, ale z czego dokładnie? Nie pamiętam. Potem był wielkoczwartkowy najazd na Chmurę i spotkanie w tak pięknym gronie, że aż miło! Nie pamiętam już też za bardzo, co chciałam napisać o Alicji, oprócz tego że Kołki jak zwykle się postarały i naprawdę przeniosły się w magiczną krainę. Tylu zająców na raz dawno nie widziałam! A był nawet zając-kot, który odkrył w trakcie imprezy, że świecą mu się uszy, czym dopasował się do swojej Księżniczki Ze Świecącym Berłem, a mojego Pana. Myśląc o tym wydarzeniu, do głowy przychodzą mi też od razu: śmiech Siura, Masło próbujące śpiewać tak jak Pika, Olga z mnóstwem ciasteczek, na które nie chciała mi podać przepisu (to zasługuje na opowiedzenie. Szczur do Olgi:
- Olga, jak upiekłaś te ciastka?
- Nie powiem ci, nie myśl, że jestem najebana.
Pół godziny później Olga:
- Szczur, chcesz znać przepis na ciasteczka? :D),
biały szczur wybierający, kto ma się napić i Izajasz, który miał rzygać, ale poszedł za wcześnie spać. W dodatku Sąsiadka wyglądała megaśmiesznie w kostiumie Bliźniaka, Izajasz był ewidentnie króliczkiem playboya a najfajniej ubraną parą byli Żandarm i Dziwadło. Ale nic by z tego nie wyszło, gdyby nie pomoc mojej Żony, która dostarczała serotoniny potrzebującym, choć nie umyła po sobie lustra :P

Co ja to jeszcze chciałam... Koncert w Alchemii opisywałam? Chyba nie. Ale no, byłam. Wystarczy :P Grunt, że przy okazji odkryłam, gdzie pracuje Wtrobek (a wiedza ta już owocowała, a nawet lemoniadowała!), poznałam kazimierzowe miejscówy do picia piwa i po pięciu latach studiów umiejscowiłam Plac Nowy w swojej mentalnej mapie Krakowa.

Poza tym praca, uczelnia, konferencje, szkolenia i... prażone :) Gdzieś tam jeszcze pociągi wczesną porą, balkonowe zamknięcia, Lecznica Stałych Doznań i Las Zaginionego Mitu w tle i już macie obraz tego, co dzieje się u szczura. Nu, to do następnego!

Aaa. I jeszcze odpowiedź na pytanie z tytułu:
To wszystko zależy od mąki i chochli.

Voila!


szczur 24/04/roku pańskiego 2012 15:24:51 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Jestem retro, jem oreo...

Niewyobrażalnie mi głupio, że narobiłam sobie aż tylu zaległości, ale czułam taką niemoc pisania, że nic nie potrafiło jej przełamać. Dodatkowo narastająca ilość rzeczy do opisania działała, o dziwo, odwrotnie proporcjonalnie do wzrostu twórczej mobilizacji. I teraz tyle rzeczy nie zostanie uwiecznionych, bo przepadły już w czeluściach niepamięci! Więc póki pamiętam, w skrócie naprawdę telegraficznym piszę, co jeszcze w mojej głowie zostało i co pamiętać KONIECZNIE TRZEBA, niekoniecznie w kolejności chronologicznej.
- Double Covan, czyli Covan Wake The Fuck Up w Zabrzu i Krakowie. Zabrze minęło pod znakiem sweterka i pelerynki i grzania się przy kozie. W Krakowie ekipa była większa, bo bogatsza o Karolinę, Izajasza, Elwooda i Grochowego Sławka, a także przyplątał się Jakubu. I o ile dupy zmarzły nam wtedy niemiłosiernie, to jednak zaoszczędziliśmy na taksówce, ja mogłam poznać szczury Majstra i w sumie dzięki Covanowi dowiedziałam się, co trzeba zrobić, żeby pozostać w bezpiecznym kontakcie i jak bardzo przydatna jest taśma izolacyjna. Szkoda tylko, że Masło nie dojechał, bo chciałabym zobaczyć Dziuba bijącego przed Masłem pokłony.
- Był też koncert reggae (!) w Suchej Be. Jako że warunki pogodowe były zaczepiście niesprzyjające, postanowiłyśmy z Kamilą i Dominiką na koncert pojechać i być jednymi z pięciu osób lubiących reggae. Wyjazd z mojej strony w 100% trzeźwy, a i tak okupiony bólem kaloryfera i powiększeniem zmarszczek mimicznych. A czemu? Bo jestem retro, jem oreo, lubię to! You know! (i mówię to koniecznie w geście kamilowym)
- Przy okazji przygotowań do koncertu Jelonka zapoznałam się z ekipą Wiś i muszę przyznać, że warto było na jeden wieczór zamienić się w żula i za parę startowych groszy wypić ostatecznie tyle wina i piwa, a nawet szampana! A mówię to otwarcie i szczerze :P
- Po przygotowaniach Jelonkowych nastał czas Jelonkowy i stanikowa niespodzianka. Z moich obserwacji wynika, że jeśli przyjdzie się na koncert z reklamówką biustonoszy, to można sobie pozwolić na o wiele więcej niż bez takowej reklamówki. I wynika też, że Maniuś jest tak prostolinijny i skromny… :D A staniki na scenie prezentują się bardzo ładnie, a na Jelonku, Mańku, Krzysiu, Pawełku i Jebiku jeszcze ładniej^^. Po Jelonku był brudnicki after z przerwą na kolejny dowód Majstrowej niewybredności w stosunku do kebabów. Była świnia Wa i pies Ryan, a nawet tomacie, czyli takie małe pomidorki oraz rareczki, czyli krótkie żaróweczki. I jeszcze chyba ZaJajka i ZaJączki. Tak się dzieje, kiedy lewom ci polewom, względnie inaczej podzielcie sobie lewomcipolewom. A polewałam Siurowi, Dławidłu, Żandarmowi, Jakubowi, Majstrowi, Izajaszowi i Sąsiadce. W zamian mogliśmy posłuchać fragmentów Księgi Izajasza czytanej przez samego… Izajasza. Niezapomniane przeżycie!
- Szczur wyjechał też do Ali w celach spędzenia goretynek w babskim towarzystwie. Było zaskakująco integracyjnie pod względem muzycznym, a prawdziwych emocji dostarczył nam chińczyk xD
- Ala była też u mnie, na małej krajoznawczej wycieczce. Trasa była malownicza, a niespodziewanka w postaci pana z Domu Rozsądku i Zadumy dość… dziwna. Ale z przechadzki wróciłyśmy zadowolone, ze zdjęciami i planami na kolejne, dłuższe trasy. Ktoś chętny? : )
- W ogóle to gdzieś tam międzyczasie był u mnie Siur i poczułam się wtedy jak za starych, dobrych czasów. A jaki mindfuck mi Siur zaserwował, pokazując ogłoszenie o sprzedaży sukienki i puszczając różnie teledyski! Już nigdy świat nie będzie wyglądał tak samo.
- Do tej pory dwa razy było mi też dane usłyszenie Plagiatów. Raz nawet supportował ich mój Mąż! Miło było odwiedzić Czechowice, wieczór koronować pobytem w Primusie, rozmawiać z Olgą o kubeczkowych tatuażach i wcinać poranne tosty. Ale przedwczorajszy koncert Plagatorów był o wiele lepszy! Miałyśmy zaszczycić ich skromną ekipą w składzie ja + Dziwadło + Żona, a tymczasem… pojawił się Masło ze znajomymi, Chmura z Olgą, a nawet Majstrowa Karolina. Ekipa była więc duża i bardzo dobrze bawiąca się, a ja oczywiście musiałam parę razy leżeć na parkiecie, strzelać szelkami (tak, tak, były szelki!) i opieprzyć Masło, bo głupek nie szanuje swojego kręgosłupa. A Żona była zadowolona, bo otaczali ją faceci z dołeczkami w policzkach :D
- Jak już tak o koncertach w ogóle, to wspomnieć jeszcze warto o Hunterze – to też był piękny koncert, z kilkoma nowymi znajomymi i śmiesznym powrocie do domu. Ale oczywiście miałam bardzo ekskluzywne miejsce, zarezerwowane dla mnie specjalnie przez Masło. Bo Maślanka jest dobra na wszystko! I ostatni koncert, o którym nadmienię, był koncert Kethy. W sumie wiązał się on z bramowymi piwami, straszeniem ludzi i dobijaniem pieczątek. Bardzo mi się podobało, jako że muzyka Kethy to zupełnie inne doświadczenia dźwiękowe niż ‘standardowe’ i chętnie posłuchałam na żywo tej muzyki popieprzonej.
- Wiedzieć też Wam trzeba, że z Joanną nie ma czegoś takiego, jak jedno piwo i kończy się to różnie, nawet… szczurem tańczącym. Choć chyba już lepszy szczur tańczący niż znikająca kurtka, ale to już w sumie może Walczak powinien się wypowiedzieć. W każdym razie ja już nabrać się nie dam, bo potem jakieś JazzRocki, żurki w chlebie albo nie wiadomo co. Czyli po prostu nigdy więcej nie powiem: no dobra, ale tylko jedno piwo! xD
- 10 marca Kajka świętowała swoją osiemnastkę. Impreza była bardzo dobra (Kajuśka wzięła ze mnie przykład! :D) a nawet udana, choć zaowocowała kilk(unast)oma nowymi rysami i plamami na moich ścianach, niedziałającym głośnikiem i stłuczoną szybą. Ale dowiedziałam się na przykład, że mój tata jest studentem i studiuje na chujocie, każdemu może się zdarzyć rozwalenie tortu a w modzie są firanki.
- Zainaugurowałam też, a potem parę razy korzystałam z dobrodziejstw zielonej miasteczkowej trawki (ot, choćby z Dławidłem niedawno). Inauguracja była wyjątkowa, bo miała zakończyć się na jednym piwie, ale skoro nowo poznani ludzie częstowali mnie i Jakubu wódką, to jak można było pogardzić? a potem łatwiej jest przecież w piątkę zrzucić się na wino, bo to tanio wychodzi. I tak poznałam Diobła z Jastrzębia, kolegę od okularów i kolegę od znikania, nie tylko piwa ze sklepu, ale i ludzi z miasteczka.
- Niedawno miała też miejsce inauguracja sezonu ogniskowego w skromnym, trzyosobowym, babskim gronie. Było strasznie (fajnie), zwłaszcza gdy w trakcie poszukiwania płynów zorientowałyśmy się, że jest przymrozek :P
- W ramach budowania relacji z niektórymi ludźmi w grupie, odwiedziłam też razem z Żoną i Joanną pannę Maciuszek w Starym Sączu – mieście pięknych drzwi i tajemniczego miejsca z huśtawkami. Już sama podróż była zaskakująca i obfitująca w przygody, a potem było tylko lepiej ;) Wyjazd upłynął pod hasłami KRRRRA! i Hallo Koty, pojawił się także jamochłon i przerażające rybki. A wiecie, dlaczego? Bo to jest Kossak! Zwłaszcza, że Delfina Potocka cały czas się na mnie (NA MNIE!) patrzyła a Joanna pięknie imitowała podstawkę pod piwo. A że nie udało nam się poznać wtedy Maciuszkowego chłopa, nadrobiłyśmy to z Martą, udając się do MOCAKu na nową wystawę. O ile ostatnio trudno mi było przyjąć do świadomości penisy z żyletką, o tyle Eva i Adele po prostu przepędziły  nas z muzeum.  Nie rozumiem tego i tyle < bezradny > Za to Adrian zawiózł nas na różne osiedla, obejrzeliśmy sporo wozów policyjnych, a na końcu nawet fajne jeziorko i cmentarz żydowski.
- Joanna zadbała też o podtrzymywanie Maciuskowo-Adrianowych znajomości na imprezie Casino. Moja Żona wyglądała na niej najpiękniej! I, co dziwne, kiedy jechałyśmy do Joanny w pełnym rynsztunku przebraniowym, wzbudziłyśmy więcej sensacji niż jadąc na imprezę wampirzą. Ogólnie impreza była świetna i posądzam Joannę o robienie mi konkurencji w tej kwestii! Z Casina płynie też nauka życiowa: jeśli nie chcesz się upić, to… nie przynoś ze sobą wina xD A już na pewno nie pij wódki od nieznajomych, bo wtedy łatwo jest robić primaaprilisowe i wazonowe żarty.
- Grzebiąc w mojej zaśmieconej pamięci przypomina mi się też przyjazd Mojego Pana do Krakowa. Z Alą postanowiłyśmy sprostać wyzwaniu i dotrzymać Pieli i Pawłowi towarzystwa przez całą noc. Był więc najpierw Still, żeby móc sobie spokojnie pogadać, spotkać niespodziewanie Pikę i wypić piwo za piątkę (jedno, góra osiem!). Potem natomiast było szukanie knajpy, w której oprócz dobrej, rockowej muzyki byłoby też miejsce siedzące. I tak w poszukiwaniach natknęłam się na… Młodego. Nasze zdziwienie było ogromne, bo jak, Młody? i to akurat przechodzący koło wejścia, kiedy pojawiamy się tam z Alą? Takie spotkanie nie mogło się skończyć na prostym: cześć, co u Ciebie?, więc posiedzieliśmy w Rock’n’Rolli aż do pociągu Pieli i Pawła. Tak się cieszę, że mogłam ich wtedy zobaczyć!
- Były też dwa filmy u Skowronka, w tym jeden z masowym noclegiem u Żony. Dobrze, że nie zginął nam wtedy szpinak!
- Cieszę się też ogromnie, że na nowo udało mi się nawiązać kontakt z Doktorem Wilczurem. Aż się oko w łezce kręci na wspomnienie o starych, dobrych, mocno-nocnych czasach!

I to chyba tyle. Naprawdę dużo się działo i aż dziw, że w tak krótkim, bądź co bądź, czasie mogłam poznać aż tyle fajnych miejsc w Krakowie!   Ktoś chętny na dalsze poznawanie? ;>


szczur 3/04/roku pańskiego 2012 12:25:51 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Alkohol szkodzi zdrowiu.

Przemyślenia rodem ze środy: do czego jeszcze mogą służyć ryby? Bo że można obciąć im głowę, nałożyć na penisa, sfotografować i posłać na międzynarodową wystawę, to wiem. Że można do tego wbić w tą głowę żyletkę, cały poprzedni proces powtórzyć i to również wiem*. Ale żeby ryby miały coś wspólnego z alkoholem (nie licząc śledzika na zagrychę oczywiście)? Widział ktoś kiedyś szprotówkę albo wino z karpia? Nie wiem, czy coś takiego istnieje, ale sugeruje to pewien sklep rybny, a właściwie jedna wielka chłodnia, która w nim stoi. Jest ona wypełniona wyłącznie rybami, a po środku leży tabliczka: ALKOHOL SZKODZI ZDROWIU. Będę wdzięczna za udzielenie mi wyjaśnienia w tej sprawie od kogokolwiek, kto wie, o co może chodzić.
Poza tym chcę Wam przedstawić nową wersję mitu o Demeter i Korze: Gdy Hades porywał Korę, surykatka próbowała ją uratować. Ale o tym nie wiedział katecheta. Demeter tęskniła, więc woda sychła. Chyba nie trzeba tłumaczyć?
A tak z podwórka uczelnianego: absurd goni absurd. Promotor mój stetryczał do reszty, a PanOdZaproszeniaNaKolację do reszty zgłupiał. I ta oto jestem jedną ze stu pięćdziesięciu osób, które nie otrzymały zaliczeń z wykładu. Czyżbym musiała się martwić, bo będę musiała powtarzać piąty rok? Czujecie tą grozę? :D:D:D
No i na koniec akt samouwielbienia. Wczoraj na wolontariacie uczeń klasy drugiej sam, z własnej woli i inicjatywy, zupełnie nienamawiany, został dobrowolnie na drugą godzinę zajęć ze mną. Chyba muszę go skierować na badania psychologiczne xD
Nu, i to chyba tyle. Trzymajcie kciuki za mój GPS, silną wolę i przeżycie weekendu :) I rozkmina jeszcze jedna dla Was: wiecie, czym się różni dupot od dupolotu? I co trzeba zrobić, będąc w kontakcie, żeby Was nie pokopało? Izajasz, nie podpowiadaj!

 

* Na podstawie wystawy "Akcjonizm wiedeński" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Zainteresowanych informuję, że jeśli chcą ją zobaczyć, najwyższa pora, bo wystawa kończy się 29.01.


szczur 27/01/roku pańskiego 2012 11:19:44 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Cudowny sen ten niechaj spełni się!

Jak na czasy okołosesyjne przystało, dzieje się wiele a blog musi zostać w końcu zaktualizowany. Inaczej zapomnę jeszcze więcej, niż do tej pory. A byłaby wielka szkoda!

ZaczęŁosie od WOŚPu w Myślenicach, gdzie zostałam pomylona z moją siostrą, dowiedziałam się, co w okolicznej trawie muzycznej piszczy a nawet gra i po Miszczosku powspominałam stare, dobre czasy, przenosząc się z MDKu na sok żurawinowo-bananowy i poszerzając grono obecnych o Agę, Wojtka i Dawida. Sobota minęła więc miło, ale bardzo spokojnie. A przynajmniej w porównaniu do niedzieli. Bo w niedzielę był ogień z dupy! Wybrałam się z Żoną, co by mogła posłuchać Plagiatów na żywo, a że w pociągu dzieliłyśmy przedział z pewnym bardzo dobrze wychowanym chłopcem i nie wypiłyśmy zabranego piwa, stwierdziłyśmy, że po koncercie możemy oddać krew. I to jest bezpośrednia przyczyna mojej koronacji, schodowego zaginięcia i wyrazu tryumfu na twarzy mojej Żony za każdym razem, gdy opowiada, że ona pamięta, a ja nie. Ale nie chcę samą moją osobą jedynie przyćmiewać fantastyczności tego wydarzenia, bo przecie i tak poza tym wiele się działo. A Chmura przewidział moją niedyspozycję, podtykając mi butelkę zwrotną! A potem jeszcze z Izajaszem wyprorokowali The Offspring (na na nanana na na nanana!). Pan mój znalazł połowę Komandosa, Paweł otworzył woodstockowe piwo i było tak cytrusowo... :)

No, idźmy dalej. Podzielę się z Wami odkryciem: mam nowe ulubione miejsce w Krakowie. Jest to Jama Michalika. W ramach doedukowania się, poszłyśmy tam z Martą na herbatę z rumem i od tamtej pory nie mam oporów przed wydawaniem 9 zł na piwo (od czasu do czasu ma się rozumieć). Zachwycona kolorystyką, witrażami i rękopisami spędziłam tam bardzo miłe popołudnie, a parę dni później fantastyczny wieczór, już z Alą i Gośką. Mało, że kamera nas obserwowała, to jeszcze na ścianie był krzyż a w cukierniczce oprócz zbrylonego cukru - śmieci! Chociaż nie odkryłybyśmy tego, gdyby nie plastikowo-śmietanowy wyrób czekoladopodobny Z BIEDRONKI. A mówiłyśmy Ali: zamów sobie bażanta, to ona nie. Skończyła więc z herbatą z samoprzesuwającym się rumem. Ot i cała historia. A że takiego wieczoru się nie zapomina, dzień później spotkałyśmy się znowu, tyle że już u Ali. To była pierwsza część b4 przed koncertem Behemiota i Blindead. I była ona bardzo dobra! Ale szybko zadzwonił Majstru i okazaŁosie, że już na mnie czekają. Ach, stare, dobre miasteczko! Przy okazji powiększyłam grono potencjalnych znajomych koncertowych i załatwiłam sobie na przyszły tydzień dostawę wina grochowego. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Sam koncert natomiast... No cóż. Gdybym dała za niego 40 zł, to czułabym się zawiedziona. Ale za 15 nie mam na co narzekać (mówię tylko o stronie muzycznej, bo towarzyskiej nie mam zupełnie nic do zarzucenia). Odkryciem był dla mnie koncert zespołu Morowe, a znalazłam się na nim z Żoną w sumie przypadkowo. Oj, lubię takie przypadki! Klimat fantastyczny, mroczny, zupełnie jak z horroru czy koszmaru sennego. Potem Blindead, wiec komentarz chyba jest zbędny. Bardzo mili panowie byli dookoła, więc jedynym moim zmartwieniem było to, że koncert był jak dla mnie za krótki. A potem Behemoth i szczerze mówiąc ani koncert słuchany i oglądany spod barierek ani z końca hali mnie nie zachwycił. Ciekawość zaspokoiłam, ale usatysfakcjonowana nie byłam. Ale przy okazji spotkaŁosie kilku znajomych, więc i tak absolutnie nie żałuję, że na ów koncert się wybrałam. Zwłaszcza że jeszcze potem after u Żony, znikający szpinak, naruszanie ciszy nocnej  i takie tam. Dobrze, że grochowy gość nie znał zabawy w stawiani piwa, gdy się mówiło to samo, bo matko z córką! chyba musiałabym bić się o piwa więcej razy, niż wypadał mi telefon.

A parę dni wcześniej z Dziwadłem odwiedziłyśmy Paletki w celach lazaniowych i śnieżnych. Przy okazji połamaliśmy sanki i to zupełnie bez mojego udziału, robiliśmy śnieżne zapasy i bałwana z beretką na głowie. A do tego trzeba było ukraść śnieg! Skończyło się na szczęście bardzo pozytywnie i gruszkowo. Żyć nie umierać :)

I póki co to chyba tyle. Zakończę może opisem jednego epizodu z mojego dzisiejszego snu: otóż śniło mi(ło)się, że rozmawiałam z ludźmi przed jakimś koncertem i wspominaliśmy LochNess. I kiedy wyraziłam moje niezadowolenie z powodu zniszczenia Lochu, ktoś powiedział mi, że przecież Loch został zburzony, racja, ale na jego miejscu ma powstać nowy, a właściwie to że już powstał i za niedługo otworzą go ponownie. I że teraz będzie większy, lepiej urządzony i inaczej zaprojektowany, więc nie będzie przeszkadzał okolicznym mieszkańcom podczas koncertów tak jak kiedyś. O, żeby tak ten sen się spełnił! 


szczur 23/01/roku pańskiego 2012 12:06:54 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Urwałomiłosię.

Moja mama pokazała, jak daleko sięga jej skrywana desperacja. Ksiądz jeszcze nie zdążył wyjść z naszego domu po kolędzie i żegnał się z tatą przy drzwiach, a mama już ciągnęła mnie gwałtem na kanapę i posadziła na wprost telewizora z tryumfem na twarzy. Nie miałam pojęcia, a co jej chodzi. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o... męża. Podobno kto pierwszy usiądzie na miejscu księdza, ten najszybciej weźmie ślub. No ja błagam!

W ogóle: witajcie w Nowym Roku! Oby był tak kolorowy i obfity w nowe smaki, jak sylwester :D Być może mój rok będzie pełen bujania w obłokach, pływania, migdałów, bezchmurnego nieba, smerfów, Blue horse'a, bluesa, a nawet może włosów w kolorze blueond? Bo do tego pretendowałoby mnie niebieskie przebranie. Byle tylko nie wróżyło ono częstych spotkań z policją!

Jeśli chodzi o sylwestra, to jestem ogromnie wdzięczna Sąsiadce za to, że mogłam dzięki niej spędzić ostatni wieczór w starym i pierwszy dzień w nowym roku z całą bandą czechowickich (i nie tylko :D) Kołków. Nie spamiętałam naszych tekstów, trudno. Ale bawiłam się przednio, tylnio, bocznie i na wspak. A Crawley chyba przestał mnie nie lubić albo nie lubi już mniej niż kiedyś :) I umiem nawet teraz trochę połaskotać Angola, może dlatego, że jest loserem?, z Dławidłem podstołowa tradycja musiała się ziścić, Chmura szoknął na mój widok (szok!), Olga ma być zdrowa i łask pełna, Izajarasz nie mógł odliczyć porządnie i do końca od dziesięciu, a Siur ja zwykle był bezkonkurencyjny w śpiewaniu, tańczeniu i pilnowaniu, żeby Angola nikt nie budził. I miała fantastyczną maskę! Śmiejcie się, ale sylwester z dwójką to jest to! Mimo że jest się przez niego opóźnionym.

Co zrobię z tak dobrze rozpoczętym rokiem, zwłaszcza jeśli urwałomiłosie? :)


szczur 2/01/roku pańskiego 2012 15:05:21 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Mea culpa!

Jestem najgłupszym szczurem pod słońcem. Już po pierwszym weekendzie grudnia podczas zajęć stworzyłam gdzieś na kartce piękną, długą notę opiewającą wszystkie wspaniałe wydarzenia kulturalno-towarzyskie, m.in. obydwa koncerty Jelonka, koncert Blindead i Totemu, suskie piwo, wyższy standard życia, mglistą siurpryzę, wchłanianie przez skórę, spontaniczne karp(i)owanie i śledziowanie, zaproszenia na kolację przez profesora, małżeńskie zakłócanie ciszy nocnej i rewolucję poglądową, i gdy w końcu postanowiłam podzielić się tym z Wami (czyt. znalazłam czas i odpowiednio dużo chęci) tym wszystkim, okazało się, że... kartki nie ma. Pewnie dlatego nie mogę jej znaleźć, bo sprzątałam! Bo dokładnie wiem, że jeszcze w czwartek leżała na parapecie. A teraz, kto wie, czy nie zamieniła się w garść popiołu? O, głupi szczurze! Łudzę się, że porządki przedświąteczne w papierach, o ile będą w ogóle robione, pozwolą na odnalezienie zapisków i przelanie ich do mojej wirtualnej pamięci. Trzeba będzie jeszcze uwzględnić tam koncert Kata i spotkanie niczym podczas pierwszego roku studiów z Alą i Lasią na kulturalnym piwie przy kulturalnej tabace.

A to wszystko w miesiącu, w którym śpiewa się pieśń: Archanioł, bo rzyga ryje!*

 

____________________________

* Bynajmniej nie chcę tu obrażać niczyich uczuć religijnych, natomiast daję wyraz poczucia jedności z osobami lewousznymi.


szczur 19/12/roku pańskiego 2011 11:04:20 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Martwy płód zajęczy.

Tak, wiem. Karygodne, bezduszne, okrutne. Nie wolno zostawiać Was na tak długo. Ani Was, ani wspomnień o wydarzeniach, które miały miejsce. Bo teraz będzie hurtowo, chaotycznie i nie tak, jak powinno. Gdyby tylko doba miała choć godzinę więcej, to może udałoby się zapobiec takiemu zachowaniu. Ale nie, ani tych sześćdziesięciu minut...

Ale. Najpierw trzeba wspomnieć o umieraniu z doznań estetycznych, których dostarczył zespół Tides From Nebula. Setlista zarówno z Krakowa jak i Bielska była   i d e a l n a   i satysfakcjonowała szczura w stu pięćdziesięciu ośmiu procentach. A w dodatku niebanalne towarzystwo krakowskie pod postacią Żony, Siura i Dławidła, a potem też Majstra i Karoliny oraz towarzystwo bielskie pod postacią Adama, Eweliny i ostatecznie także Żony uświetniało wszystko. Można jeszcze dodać mudźyńską manię Siura, miasteczko studenckie, toitoia jak z nieba, powrót do porannych cichych tradycji szczura, koszulkę za desperadosa i pochwały moich umiejętności kierowniczych  i ma się mniej więcej ogląd na ten niewątpliwie dobry czas. Nawet nie przeszkadzało mi to, że pan na wejściu nie uwierzył, że jeszcze dzień wcześniej byłam Izajaszem. Wartało spróbować ;D

Było też jedno spontaniczne spotkanie z Wtrobkiem, które zaowocowało spontanicznym spotkaniem pana Świetlickiego i trochę mniej spontanicznym spotkaniem półtora tygodnia później w elitarnym, zacnym, licealnym gronie z Góró na czele, choć nie na szczurzym materacu. Wprawdzie Wątroba za drugim razem miała pecha i nie trafiła na dobrą szczurzą kondycję, to jednak może chociaż... Perły przed szczury? ;> ale za pierwszym razem było tyle śmiechu i tyle wspomnień, że nasze kaloryfery trochę potem pobolewały.

Muszę też powiedzieć, że zmieniłam zupełnie pogląd na babskie imprezy. To nie przynudnawe posiadówy z komediami romantycznymi i litanią gorzkich żali w tle. To raczej impreza z szalonymi pomysłami, porno sesjami, robieniem brzydkich rzeczy i akwariówką. Lateksy, rakiety, dziwki, wóda, koks... I Żona, która jednak nie przyznawała się do prawdziwości naszego związku. Trudno :P Choć dzień później pojechała ze mną na Szynkową osiemnastkę. Oczywiście musiałyśmy się spóźnić, ale że Kołki kochają... :) I to dzięki temu spotkaniu mogłam się dowiedzieć, że jestem podstoliną i to podręczną (skąd to wiadomo? bo jak szczur słucha szczura...), że pies, który jeździł kuleją to się aż oka w łezku kręci, bo strasznie ta dzisiejsza mało młodzież pije! ogólnie to pojebało mi łosie, bo martwy płód zajęczy. I to wszystko o północy, ponieważ jak jest godzina 0.00, to można przyjąć, że jest 25. Ach, w ogóle jaki Siur miał dobry humor!  Szkoda tylko, że nie spóźniła się na ciopąg.

A, no i maślana impreza też była. Był prezent w postaci tortu maślanego i maślanki dobrej na wszystko, był Jezus, Maria, co za muzyka! i człowiek z kartonem na głowie. I choć Żona zarzekała się cały wieczór, że nie chodzi o Hankę eM., to jednak patrząc dnia następnego w jej oczy, a nawet jedno oko, można było dojść do zupełnie przeciwnych wniosków. Jestem dumna z tego, że udało się przebrać Majstra, tańczyć z Karoliną (choć kurczę, muszę przyznać, że sprowokowanie Majstra do tańczenia też dało dużo satysfakcji!) i odnaleźć Żonę :P Ogólnie wiele brudnickich stereotypów padło. Głównie obalony został ten, że jestem przyjezdna :P Odkryłam też, jak wiele wspólnego mam nadal z moim kuzynem, że każdy Majster jest Jezusem, ale nie każdy Jezus jest Majstrem i że nie zawsze kobieta w kuchni jest mile widziana. Mile widziana jest za to czasem stopa, bo pomaga umiejscowić zaginionych w akcji. Mile widziane jest też spełnianie marzeń szczura, choć tym akurat nie powinnam się chwalić. Ale dostałam pozwolenie od Żony, więc skorzystałam. I bynajmniej nie chodzi tu o zdradę małżeńską. W sumie to nawet wręcz przeciwnie ;> I tak z ludzi, którzy przyszli na imprezę z założeniem: 'wypijemy, co mamy, i wracamy', zamieniliśmy się w ludzi wychodzących z imprezy ostatni, zamykając salę razem z solenizantem. Aaaale to było dobre! I nie cyganię! :D

Międzyczasie zostałam też oceniona jako dobra bardzo dobra korepetytorka i pani, która prowadzi najfajniejsze zajęcia w tygodniu, więc nie mogę powiedzieć, że się obijam :P Nawet póki co książki wszystkie czytam (choć jednej skończyć się nie udało:P), jakieś notitzen machen i zdążam jeszcze odwiedzać rodzinę. Jest moc! Zwłaszcza że chodzenie na fakultety o nieludzko późnej porze owocują zaproszeniami na kolację, integracjami, carpediemami i innymi spontanami. W sumie z powyższego zapisu wynikają trochę nieprawdziwe proporcje między przyjemnościami i obowiązkami, ale hu kers?

Liczę, że po następnym weekendzie odezwę się szybciej. Ach, te rogate plany!

 


szczur 22/11/roku pańskiego 2011 00:34:10 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

Nie ma rączek, nie ma kupy.

Sprzyjające wiatry pozwoliły czechowickim, jastrzębskim, krakowskim i brudnickim piratom spotkać się na jednym okręcie, żeby móc opróżnić zapasy rumu, wypróbować swoje karnisze albo swój oręż i nabawić się choroby morskiej. W trakcie grożenia sobie, odbywania pojedynków i strzelania z broni palnej odbywały się też pod pokładem tańce, gdzie prym wiodły, jak zwykle zresztą, animowy (w sensie że taki z anime:P) Siur i Dziwadło. Z ich powodu Walski koniecznie chciał puszczać jak najlepsze piosenki (to z tego powodu zgadaliśmy się na temat Stachursky'ego i... Masturbatora), a nawet potargał sobie koszulę na plecach. Tanecznie udzielał się też Masło w rękawiczce, który potem tańczył brejka. Troszkę tańczyła też moja Żona, ale zdecydowanie lepiej wychodziło jej niepicie i karmienie żelkami :D Dobrze, że zdążyła przed końcem świata i narodzinami nowej ery! Jak to nazwał Siur - era po rzygu Izajasza. Może więc uznać ją za erę postzwrotną? Albo po prostu erą do (po) porzygu? :P I jeszcze tak o dniu pierwszym żeglugi: why is the rum gone? bo nie ma takiego urywania, łazienka jest zamknięta a Acid Drinkers to nie jest polski klub! To gdzie te makarony? Masło nie wiedział, więc pewnie dlatego chciał mnie nosić na rękach i dlatego spał z butelką na głowie i naciskał sam na cyngiel. Walski też nie wiedział, dlatego całował mnie po stopach. A nie, czekajcie. To nie dlatego :P

W każdym razie poranek był zaskakujący. Najpierw zobaczyłam Majstra w roli dżdżownicy, potem mieliśmy rozkminę: która godzina? (rozkmina została zakończona dopiero drugim kołem ratunkowym - telefonem do przyjaciela), a na końcu zobaczyliśmy Dżastina Bibera w telezakupach mango. Czy teraz ktoś będzie miał wątpliwości, że to był gówniany poranek? Złożyło się na to jeszcze kilka faktów: uświadomienie sobie, że ktoś wynalazł przede mną teleport i sprzedaje go w mango tv pod postacią stanika, atak piekieł boga i wszystkie no te siki. Choć kawał combo też był niczego sobie, a moc (tak jak i my) tru chleje. Wszystko dlatego, że cola jest z Niemiec, bo gazowana! I z takimi prawdami ż(rz)yciowymi postanowiliśmy przedefilować ulicami Brudnicy, żeby móc zobaczyć Jadwigę palącą i przejść się długim tunelem w stronę świa...toalety. A, i jeszcze dlatego, żebym mogła wpaść na genialny pomysł podryfowania na czechowickie wody. No bo co dwie Elizje to nie jedna! A przy okazji Sąsiadka mogła sobie pożyczyć gorset, Joker trochę mnie oślinić a Siur... Hm. Siur musiał mi udzielić gościny, skoro się tak wbiłam. C'est la vie!

Piraci! Z Wami naprawdę żaden sztorm nie straszny a każdy koniec świata do przeżycia! :* Achooj, do następnego!


szczur 2/11/roku pańskiego 2011 11:26:44 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

Nota z pizzeriami w tle.

Szczur powoli wraca do świata żywych. I przy okazji, jak stwierdziło Dziwadło, do świata pijących. Mogę spać 6-7 godzin, mam czas, żeby dostarczyć organizmowi niezbędną codzienną dawkę muzyki, znów robię sobie obiady (a nie późne błyskawiczne kolacje, które przyjmowały zazwyczaj postać zjedzonej na szybko kanapki z byle czym albo zupki z torebki, bo to mało, że szybkie, to jeszcze ciepłe). Ale się cieszę :)

W sumie to już zeszły tydzień zwiastował takie miłe wydarzenia. Bo o ile całe wakacje minęły bez koncertów w klubach, tak październik w nie obfituje. Nie minęło parę dni od Acidów, a tu trzeba było świętować dwudziestopięciolecie Huntera, na którego bilety kupowałam... w pizzerni. A po koncercie z zaangażowaniem wyszukiwać coraz to nowe nocne sklepy, jakby nie można było kupić na raz tych czterech win. No co to to nie!

Natomiast teraz znów wracam do fiszek. Nie pomogą ochy i achy, żadne westchnienia i narzekania, bo kurde, to miało być zrobione do października. Ale za to jak już skończę, to chętnie napiszę artykuł (minimum artykuł! może wyjdzie nawet z tego większa rozprawa, albo praca badawcza!) o wpływie robienia fiszek na wzrost oglądalności polskich seriali. Bo jak się tak siedzi i robi te małe rybki, robi, robi, robi, to aż się nie chce słuchać wtedy za dużo muzyki, żeby ona się przypadkiem potem nie zaczęła z tym kojarzyć. No to w tle fajnie sobie puścić jakiś serial, bo na to nie trzeba patrzyć, wystarczy słyszeć, a przy okazji nie ma się poczucia, że aż tak bardzo monotonnie i bezsensownie spędza się czas. Takim oto sposobem jestem już przy 166 odcinku pewnego tefałenowskiego serialu, którego tytułu nie podam, bo się wstydzę :P Tak czy inaczej: każdy medal ma dwa końce, więc sobie mogę, a co.

Na koniec: Chmur, możesz być ze mnie dumny. Dzwoni do mnie ostatnio jakiś obcy numer, co ostatnio bardzo mi działa na nerwy, bo przeważnie to ktoś z play, więc odebrałam: Dzień dobry, pizzeria Pomyłka, słucham. Głos w telefonie: Dzień dobry, pani Marzeno, tu dyrektor Zespołu Placówek Oświatowych w Rudniku. Może pani rozmawiać? -.-'

Dobra. Odmeldowuję się i z niecierpliwością czekam na Was, Piraci! :)


szczur 25/10/roku pańskiego 2011 20:27:03 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Pa pa pi kukukukukułki!

Kiedy wcinałam wyborczą krówkę (tak, teraz to już nie tylko kiełbasa wyborcza:P), naszła mnie myśl o napisaniu tu czegoś. Wprawdzie trudno przezwyciężyć niedzielną niemoc i niezdolność jakiegokolwiek czynu poza oddychaniem, ale jakoś sobie poradzę. W końcu od jutra zacznie się od nowa harówa, brak czasu i cały ten negatywno-pesymistyczno-szarożyciowy kołowrotek. Pokrótce więc:
Wypad z Żoną udał się wyśmienicie, choć wcale nie był bieszczadzki, ani nawet stołowy, tylko beskidzki. Poszukując atrakcji turystycznych same się nimi stałyśmy (zmarznięte, ale zawsze) i powiem Wam, że to bardzo zaprocentowało! Zwłaszcza, że już wiemy: miłość jest najważniejsza! Oprócz bzykania. Wyjazd cały ogólnie łączy się z machaniem uroczego siedemnasto(?)latka, który podrywał moją Żonę, ale to mnie kojarzył, ze schronami, zimnem, poszukiwaniami, Plagiatami i potwierdzeniem teorii glutów, a w tle przewinęli się też: autostopowicz straszący niedźwiedziami, zagadka kocowo-powrotna (nie mylić z kacową!) i z parówczanką, która była lepsza w wersji kabanosowej.
Ale w sumie to ja chciałam o czym innym. Nawet o niczym szczególnym, tylko tak, o. Chciałam podzielić się piosenką o kukułkach, ale się nie da. Albo uroczym spojrzeniem czteroletniego autystycznego Igora – ale tego nie da się tym bardziej. Mogę jednak powiedzieć z całą pewnością, że Jason Statham nadal wygląda dobrze, a popcorn w kinie jest mega drogi. I że z niemałym zdziwieniem stwierdzam, że stęskniłam się za robieniem scenariuszów lekcji. I że w sumie nie na złe wyszło odwołanie koncertu Behemocza. Bo dzięki temu mogłam wydostać się z dołka, którego próbowałam przespać. Obudził mnie telefon (czy ja mówiłam już, że nie lubię rozmawiać przez telefon?). Ale co to był za telefon! W końcu doczekałam się takiego: ‘Ej, młoda (zwróćcie uwagę na słowo: młoda), bo tak sobie pomyślałem, że przejechałbym się na koncert Acid Drinkers do Bielska, jedziesz? Tylko że tak za niecałą godzinę wyjazd’. Co mogłam powiedzieć, no co? co innego niż: dooobra, przekonałeś mnie? Zwłaszcza, że miałam być pilotką. I pojeździć sobie oplem. I zobaczyć z Siurem, Beavisem, Sylwią, Malwiną, a jak się potem jeszcze okazało – z Młodym i Wojtkiem. Dodatkowy plus – Komandos wyszedł urodzinowo, ja dostałam piwo i cały kufel chipsów i nie musiałam siedzieć w domu i myśleć o tym, że gdzieś tam w Bielsku trwa świetny koncert, a ja siedzę na tym moim Brudnickim zesłaniu. Potwierdza się powiedzenie: Masło jest dobre na wszystko! I jak mnie uświadomił Gruby - mam nie zadawać pytań. Dobrze, nie będę.
Teraz siedzę sobie zadowolona, po całym dniu nicnierobienia, przyjemnie poobijana i nadal ciut przygłucha i myślę sobie, jaki to był piękny zbieg okoliczności. Bo jednak gdy zasypiasz, myśląc o koncercie, który zaczyna się za 4 godziny w mieście oddalonym o 100 km, a nagle budzi Cię zupełnie nierealny telefon z zaproszeniem na ten koncert, to zazwyczaj to tylko sen. Ale stwierdzam, że mi się należało. Amen :P


szczur 17/10/roku pańskiego 2011 01:36:08 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Licznik odwiedzin
144507

znasz mnie?
Szczur:
jeszcze młody kołek rodem z Brudnicy, z białozieloną szczoteczką do zębów i obsesją zbierania cytatów. Maniaczka i manieczka muzyki, koncertów, ciekawych książek i poi, wyznawczyni Jakuba Wędrowycza (czy Mordimer spali mnie za to na stosie?). Szczęśliwa właścicielka Złotego i Bączka, kochająca ogony od czasów Bimbera i Ugryzia. To kiedy jedziemy na Woodstock?

i nie wróci więcej
2012
ulubiony kwiecień
pamiętny styczeń
2011
muzyczny grudzień
pomieszany listopad
śmieszny październik
kolejny wrzesień
koncertowy sierpień
megawakacyjny lipiec
pomaturalny czerwiec
maturalny maj
ulubiony kwiecień
wiosenny marzec
już luty!! xD
pamiętny styczeń
2010
muzyczny grudzień
pomieszany listopad
śmieszny październik
kolejny wrzesień
koncertowy sierpień
megawakacyjny lipiec
pomaturalny czerwiec
maturalny maj
ulubiony kwiecień
wiosenny marzec
już luty!! xD
pamiętny styczeń
2009
muzyczny grudzień
pomieszany listopad
śmieszny październik
kolejny wrzesień
koncertowy sierpień
megawakacyjny lipiec
pomaturalny czerwiec
maturalny maj
ulubiony kwiecień
wiosenny marzec
już luty!! xD
pamiętny styczeń
2008
muzyczny grudzień
pomieszany listopad
śmieszny październik
kolejny wrzesień
koncertowy sierpień
megawakacyjny lipiec
pomaturalny czerwiec
maturalny maj
ulubiony kwiecień
wiosenny marzec
już luty!! xD
pamiętny styczeń
2007
muzyczny grudzień
pomieszany listopad
śmieszny październik
kolejny wrzesień
koncertowy sierpień
megawakacyjny lipiec
pomaturalny czerwiec
maturalny maj
ulubiony kwiecień
wiosenny marzec
już luty!! xD
pamiętny styczeń
2006
muzyczny grudzień
pomieszany listopad
śmieszny październik
kolejny wrzesień
koncertowy sierpień

bratnie dusze





Dodaj mnie do ulubionych

sznury
CHCESZ WIĘCEJ?
fotoblog
mój profil last.fm
CZYTUJĘ
Pika
Siur
Chmura
Elpie
opb.oceny
Kot
deszczowy chłopiec
Room of Loss
Goha
Szymek
Wisienkowa Partyzantka
Jebudubu
MOŻESZ SPOJRZEĆ
generator runów
tengwar
Wiersze Wilczura-ku pamięci Mocnych Nocnch
UŚMIECH SIĘ
połam sobie język:P
nonsensopedia
walnij giertycha! :)
cfaniacy
bash
pewien wywiad
masz kosmate myśli??:)


lay&html
© Mortella.