Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

.

Po Olassie zostanie wiecej, niż tylko wspomnienia.


A wczorajszy koncert był wyjątkowy.



[*]




© by szczur 30/11/roku pańskiego 2008 23:44:47 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

Łatwe nie będzie to nie będzie

...że tak sparafrazuję pana Chmura. Bo, o paleto!, jak opisać trzy, a właściwie to cztery dni totalnego szaleństwa? Nasze czasopismo podejmie próbę, ale będzie to wyjątkowo długie i ciężkie zadanie, zresztą dla potencjalnych czytelników również, bo zapewne wyjdzie mi kolejna epopeja narodowa.
Zaczynajmy więc!
Czwartek. Zamiast dać się ukatrupić na niemieckim, poszłam dowiedzieć sie, gdzie można kupić w Krk tytoń do shishy, a potem w towarzystwie czystego Dzwiadła i Walczaka (hmmm, choć czy Dziwadło było już wtedy czyste? nie wiem) poszłyśmy w tany na Żywiołaku i Valravn. I co to było za zuooo! Pogańska zabawa, jak to powiedziała Justyna. Słów mi trochę brakuje, żeby to opisać, ale że się tak Żwyiołakiem posłużę: ' Tańcowali (...) do zdechu i aż do upaści':D i Valravn pozytywnie mnie zaskoczył, zwłaszcza charyzmatyczna i naprawdę niesamowita wokalistka. A dźwięki bębnów i perkusji obu zespołów zwalały mnie ze szczurzych nóg^^. Po koncercie jakoś tak się złożyło, że nocowałam u Dziwadełka, co by sprawdzić, czy warunki są odpowiednie ku temu, aby na następny dzień odbyć tam imprezę urodzinową Siurka i Ani. A że inspekcja wypadła pozytywnie, to zabawa jak najbardziej się odbyła. I były świeczki, torty (sic! xD) i prezenty: różowa świnia pobiła wszystko, każdy chciał mieć z nią zdjęcie i ponosić ją na głowie, mi do świni w różowej twarzy, a Sąsiadka (Kasia, mogę tak na Ciebie mówić? jakoś tak łatwiej mi się z Toba kojarzy:D) stwierdziła: Po co Ci drugie zdjecie ze świnią, skoro przed chwilą miałaś zdjęcie z Chmurą? xD Róż w ogóle dominował, Wadzidełko miało na przykład bieliznę tego koloru, a na naszym pięknym wspólnym dziele artystycznym były ładne różowe glany, tudzież łyżwy (i ludź Obamy tam był, trafiony piorunem i spadający pod koła malucha) Oj, ale co tam się nie działo! Ludzie zakładali nogi za głowę, odbył się przegląd piecyka w celu niewybuchnięcia, puszczanie Raissy, czytanie Cerwonego i Czarnego, dyskusja nad zwieraczami i mokrymi chomikami na patelni, oglądanie megainteresującego edukacyjnego programu telewizyjnego w TVP2, nieudana wyprawa po kawę, uczenie się gestu przywołującego, koniecznie z odchylonym kciukiem i wielkie balony z hubby bubby. W ogóle tak sie cieszę, że było tyle znajomych (i nieznajomych)! I Bea z Kamą dotarły (Szczuru, Alu, Kamilu... ), i Ala, która na zmianę z Sąsiadką pilnowała pionu shishy (w ogóle shisha Ani zasługuje na owacje na stojąco^^ zakochałam się w niej :D), a ja robiłam za imprezowego przewodnika i ratownika czarnych rurek. Ha, jak już o tym mowa, to fajnie się tabaczyło^^
Fajnie też ciągnęło się za brodę Zbycha, który wtedy kłaniał się jak Chińczyk, choć zaczęło się od duszenia mnie i próby odbicia jego szczęki na mojej nodze, jednak zostały tylko dwa ślady, prawdopodobnie po zbychowych kłach. Na szczęście innych szczęk również odbitych nie mam, choć małe walki się oczywiście odbywały. Odbywały się też małe warsztaty kulinarne 'Sąsiadka i Szczur w kuchni' w celu zrobienia pseudozapiekanek zakończone sukcesem i akcją: schowaj ser^^.
Ogólnie: impreza godna i genialna, a nawet udana (Jędrzej uratował jej honor), a zakończona poszukiwaniami szelek. Widząc prawdziwą troskę na twarzy Chmury miałam nieraz ochotę je wyciągnąć i mu ładnie oddać, ale jakoś tak, no... Ale drugi raz się zastanowię, zanim to zrobię, tym bardziej, że potem miałam zginąć śmiercią marną przez uduszenie, ale nie wyszło. Mam nadzieję, że tym samym Chmur wykorzystał swój asortyment pomysłów na maltretowanie szczura;p
No, ale ale, po imprezie był koncert! Bo Kwasożłopy wiedziały, jaki termin obrać na Kraków^^ Przed koncertem jednak już przytrafiły nam się przygody: spotkałyśmy Tytusa, Siura wcięło, a potem znalazłyśmy zaciszne palety, za którymi mogłyśmy wychylić nasze piwa w szczytnych celach. Takiej miejscówy w środku miasta jeszcze nie miałam xD A potem, już w Lochnessie, Piepszu rozpoznał Siura, zatabaczyłyśmy (nowa tabaka Dzwiadła jest wyborna!), załatwiłam razem z Wadzidełkiem u Olasa małe co nieco i Acidzi mogli zaczynać. I powiem Wam, że młyn był niesamowity a zabawa idealna. No i ten moment koncertu: 'A teraz dedykacja...' A, zresztą poczytajcie u Siura;D W każdym razie: zachwyt i wdzięczność na jej twarzy- bezcenne:* a cudowne wytrzeźwienie Wojtka też było niczego sobie^^
A po koncercie i pogadaniu ze starymi znajomymi udałyśmy się na imprezę do akademika. A przynajmniej taki miałyśmy zamiar, który pokrzyżowała nam pani Jadzia. Nie wpuściła nas, więc nie przyszłyśmy na imprezę. Ale... impreza przyszła do nas Rafał w stanie upojenia alkoholowego jest bardzo otwarty, uczynny i dobry, więc przytaszczył nawet shishę z dwunastego piętra. I rozwalił cybuch. Miał dwa, a teraz ma jeden. I impreza była już zupełnie rozkręcona: z ciastkami, muzyką, żartami, kiedy dowiedziałyśmy się, ze przyciągamy ludzi i musimy iść. Więc ze smutkiem (do któego przyczyniło się rozwalenie Rafałowego cybucha, mówiłam Wam, że go rozwalił? xD) w sercu pożegnałyśmy wielkoduszną Alę i udałyśmy się do Dziwadła, żeby odbyć taniec przy lustrze, zachlapać pastą do zębów podłogę w łazience i zjeść sweetie. Sweetie, nie zielonego grejpfuta, o! I po tych wszytskich przygodach, wykończone, zmięte i poobijane, ale jakże zadowolone, udałyśmy się na spoczynek, by rano zjeść musli, pożegnać się i rozejść, każda w swoją stronę.

Za te wszystkie chwile baaaardzo ładnie dziękuję:*

© by szczur 30/11/roku pańskiego 2008 13:07:50 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Skisnęliśmy.

Strachy były. W ogóle genialna ekipa była. Oi! w takim składzie- a mianowicie: Lasia, Pica, Dagna, Dziad, Yyy... koleżanka jeszcze jedna, i dwaj panowie na (tępe)Ch, czyli Chmura i Chemik- można zawojować cały koncert.
A wszytsko zaczęło się od kontemplowania szklanych, dworcowych drzwi, nawiedzenia Lasi i warchołowego wina (Bóg Ci zapłać, dobra kobieto, za tak zacny trunek!:*). A jakeśmy się już zebrali, były śnieżne kąpiele i szukanie Chemika z podniesionymi rękami i dobijanie do nieczynnego kiosku, tudzież z panią ekspedientką w środku.
A potem już nastał koncert. I szczur nie pamięta, kiedy był na tak złym koncercie, bo wiedzcie, że koncert bardzo dobry był on był. Mimo, ze musiałam się zadowolić jakimiś tam szczępkami Raissy i to jeszcze nie na koncercie. Ale szczur jest dobry i odstąpił to Lasi:D Znaczy na koncercie Raissa naturliś była, żeby nie było^^ A zabawa między dwoma Ch była szalona, tłum dokoła zaprawdę bardzo tolerancyjny na nasze wygłupy, a wycieczki i tańce wokół publiki to niebanalny wynalazek Chemika. Ha, nawet udało mi się okrążenie takie... zatańczyć. Czy to było tango? Kraków Tango?:D I bardzo się cieszę, że dopełniła się tradycja i Pica i Dagna i Dziad i ja mogłyśmy wspólnie posłuchać Grabaża. I cieszę się, że Pica ma do matury stosunek taki, jak ma. I że Chemikowi się podobało i że tak się od razu wczuł w atmosferę. I że Lasi nogi mimo braku glanów wyszły ze studia całe i zdrowe, no, może tylko ciut skiśnięte. Bo bardzo dużo ludzi i bardzo często kisnęło. Nieważne- znani, czy nieznani. Nawet podeszliśmy do Grabaża i sprawiliśmy, że się mu skisnęło. Dwa razy! xD
No. Ale po koncercie też było klawo. Napadłam Chmurę (napadającego nota bene na mnie) z paluszkiem w ręku, odkleiłam sobie plakat Żywiołaka, a pewien bardzo dobrze wychowany chłopak najpierw przewrócił się na nasz widok, a potem ładnie przeprosił i czym prędzej się oddalił.
A i tak prawidłowy after rozpoczął się gdy... zgasło światło;p bo mi z Lasią wzięło się na wspomnienia, przez co nie mogłyśmy przestać się śmiać. I Padały różne teksty, np. 'No kolega klo, jak Dziwadło.' I wspomnienia białego sera ze swojskiego sera i swojskiego mleka. I zamiana miejsc z Chmurą. Znaczy: Chmurem. Znaczy: Churą:p
A dziś trwaliśmy w czasowej próżni, zyskałam krwistozieloną czapkę i tabaczyłam w wamtraju, czego jeszcze nie robiłam^^.
I to by było na tyle chyba relacji. Bo nic wiecej na razie nie pamiętam, niczego nie żałuję...^^ Dziękuję tym samym wszystkim uczestnikom zabawy, a reszcie zwłaszcza, bo bez Was to żadne Strachy straszne ani tym bardziej fajne:*

© by szczur 23/11/roku pańskiego 2008 15:11:09 [komentarzy 9] dorzuć coś od siebie

Czas goni nas, goni nas, goni nas...

I tak... Zdumiewa mnie to, jak czas potrafi być perfidnie dwulicowy. Z jednej strony wlecze się niemiłosiernie, a z drugiej zapieprza niczym Struś Pędziwiatr. Właśnie, tak na marginesie, ktoś, kto wymyslił nazwę Pędziwiatr miał albo wybitne poczucie humoru albo wybitnie nie znał języka potocznego^^
Ale egal. Ważne, że już łikend, że jestem zaopatrzona w różnej maści bilety a zaproszenia na imprezy same się mnożą, choć już dostawałam ładne prośby o nieskorzystanie z pewnej propozycji ;p I ważne, że spełniło się moje marzenie, które uroiło mi sie półtora roku temu mniej więcej. Otóż zawsze chciałam dostać w szatni numerek 666, ale stwierdziłam (po moim, ekhm, szczęściu, na które wskazywały otrzymywane numerki: 667, 665, 696...), ze tego numerku po prostu nie ma. Ale okazało się, że byłam w błędzie! I trzy dni temu dane mi było się o tym osobiście przekonać:D
A teraz Szczur zaciera łapki na myśl o Strachach, o Warchołowym winie, Żywiołaku, Trzydniowym Maratonie Imprezowym i... ehhh xD Przez to wszystko wychodzę na grupowego głąba. Poniedziałkowa, przedzajęciowa rozmowa rodem z Placu Inwalidów:
(K.)-I jak po weekendzie, przygotowałas się na romantyzm?
(ja)-A, wiesz, nie zdobyłam opracowań, nie za bardzo czuję się przygotowana.
(K.)-A na koncepcje masz konspekt?
(ja)-Yyyy, nie, nie miałam kiedy nad nim siedzieć.
(K.)-A na współczesną Nowaka przeczytałaś?
(ja)-Nie, ale jestem na 20 stronie.
(po jeszcze kilku takich pytaniach i podobnych odpowiedziach)
(K.)-Aha.
Po czym nastąpiła niczym nie zmącona cisza, będąca przejawem niemożności złapania wspólnego tematu, bo o czym tu ze mną gadać? ;p
A. A mi się jeszcze przypomniały dwie sytuacje z imprezy suskiej. 1. Jak Lasia powiedziała: 'Szczur, dlaczego mam funkcję zredukowanych oczu?'
2. Jak liczyłam ludzi, którzy składają się na pizzę (a wcześniej nauczyli się grać w 'skisłeś!'), a że ludzie się ruszali, to żeby sie nie mylić, chciałam pokazywac ręką tych, których policzyłam. Lasia była najbliżej, więc położyłam jej rękę na głowie i mówię: raz i chcę liczyć dalej, a nagle patrzę, a wszyscy w okolicy robią daszki i patrzą niespokojnie, kogo Lasia będzie chciała klepnąć w celu nieskiśnięcia^^. Kumate te suskie i suskopodobne ludki xD
I znowu i zaś zapomniałam, co miałam napisać. Więc niech Wam będzie, że zakończę. W niedzielę, mam nadzieję, będe miała z czego zdawać relacje, więc się przygotujcie psychicznie.
Awe;p

© by szczur 20/11/roku pańskiego 2008 23:41:14 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Do upadłego!

I nastała Wielka Integracja. I teraz Miszczu wie, o kim mówię, wymawiając ksywkę Siur, Siur zna Kamilę, Kamila Dziwadło, Dzwiadło Maćka... xD Mało tego: Siur może już z zamkniętmi oczami trafić na suski dworzec, mimo że autobusy wcale tak często stamtąd nie kursują ;p A Beata zna wiele zalet Last.fm i umie je ładnie wyrecytować:)
W ogóle impreza była dość słowotwórcza i zaowocowała różnymi neologizmami: jedni są przelewni, inni śmieją Kamili zwracać uwagę, ja dostaję nawinki, wspominamy roztabiczania, każdy kąt pokoju do spania wykorzystuje Wadzidło, Lasia słowotworzy, a w Suchej mieszkają Suchoszczanie. Czy Suchoszczanie nie powinni zażywać Żurovitu? xD
Ojojj, ja nie wiem, jak objąć całe to wczorajszo-dzisiejsze wydarzenie kulturalne^^ Nie znajduję słów, żeby opisać choćby nasz spacer, podczas którego Siur zaliczał elementy słupopodobne, próbowałyśmy objąć drzewo i rozmawiałyśmy o dobrym materiale genetycznym. Poza tym bawiłyśmy się w barmanki, a moją specjalnością od wczoraj stały się drinki z blue curacao^^ Wciągnęłyśmy z Alą całe towarzystwo do Baflo, co Siur i Dziwadło okupiły filmem z cenzurą (mogłam odwdzięczyć się Siurowi^^), robieniem Małysza i zdjeciami z modelką A Miszczu zrobił jaskółkę, ba, nawet dwie, choć szczerze mówiąc liczyłam na więcej^^
Poza tym bohaterem stał się tez Maciek, który, uwaga uwaga, zjadł 20 paluszków w minutę! Zwycięzcy gratulujemy, nagrody prześlemy pocztą:D Z tym, że czeka go drugi etap: zjedzenie 20 paluszków SOLONYCH i z LAJKONIKA!;p bo beskidzkie, to owszem, paluszki, ale trza podjąć wyzwanie^^ Ha, ale Maciek ogólnie dał czadu, kiedy jeszcze nie było ósmej, leżał już pod stołem:D I czemu Romek to Kapi? co capi
A potem to już poszło z górki: były dwa nowe utwory Pasztetu, two hand, odwstydzenie się Kamili, śpiewy, rozlane płyny, scrabble o w pół do czwartej, fristajl podłogowy Dziwadła, Siur zmierzający do łazienki w zupełnie przeciwnym kierunku, bruderszafty i spanie... do upadłego xD
Chcę Paniom Ogranizatorkom, czyli Beacie, Kamili i Miszczowi, gorąco podziękować za wszystko;* Bo nie ma to jak impreza, zakończona lodami o 15.00

© by szczur 16/11/roku pańskiego 2008 16:59:21 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

Skąd się wzięła na ziemi woda?

Dziś siedząc na psychologicznych podstawach wychowania i nauczania kontemplowałam światło słoneczne. Pięknie uwydatniało ono fakturę kartki z wierszem Grochowiaka, różnicowało biel owej kartki i podkreślało każde jej zgięcie. Nawet Krzywoś wyglądał jakoś inaczej w tym świetle^^
Poza tym czuję się od jakiegoś czasu zagrożona, osaczona, niepewna. Bo w Krakowie trwa deratyzacja powszechna. Jeśli nie przyjdę na koncert Strachów to wiedzcie, że mnie w końcu dopadli. Bo w życiu bywa różnie.
Szukając kryjówek przed deratyzatorami wpadłam dwa razy do Empiku i to wystarczyło, żeby pochłąnąć 'Tektonikę uczuć' pana Erica-Emmanuela Schmitta. Polecam każdemu. Ja nie wiem, że my takimi książkami nie możemy się na studiach zająć, tylko w jakiś dziadach się papramy. Potem komuś przyjdzie do głowy odbierać sobie życie, cierpieć za miliony (o, jakie to emowate) i nie wiadomo, co jeszcze ;p
Ale nie ma to jak posiedzieć sobie na lekcji polskiego u piątoklasistów. Pani pyta: skąd się wzięła woda na ziemi? I tu powstaje kłótnia:
-Z nieba! krzyczą jedni
-Nie! z chmur! krzyczą drudzy.
Spór zakończył jakiś chłopczyk: Woda wzięła sie z tego, że kiedyś olbrzmi meteor, który był bryłą lodu, spadł na ziemię, a że musiał przedrzeć się przez atmosferę, to się rozgrzał i stopił i stąd jest woda. (I tak powstał czokapik, chciałoby sie dodać na koniec). Na szczęście nie przyszło im do głowy jakieś cudowne rozmnożenie, bo tu to by się dopiero rozpętała burza skojarzeń. Moich też, bo ostatnimi czasy nastąpiło u mnie cudowne rozmnożenie wina, z Niczego powstały Trzy Butelki Wina^^ Chętnych zapraszam, póki jeszcze nie nastąpił cudowny zanik
Na koniec taka puenta:
-to ten blondyn
-ten taki czarny, w sensie włosy i ubranie?
xD

© by szczur 13/11/roku pańskiego 2008 22:22:18 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

O czym szumią wierzby?

Teraz już wiem, o czym. Ale Wam nie powiem, tajemnica! W każdym razie sadzenie wierzb wyobrażałam sobie nieco inaczej, ale te wszystkie wymyślne urządzenia i prędkość, z jaką to robiliśmy i moje niebieskie ręcę zmieniły mi to wyobrażenie, na plus oczywiście;D Poza tym pobyt w Szymbarku zaowocował grillem, Zejściem, zapisaniem do klubu Baflo (a może pisze się Buflo? piernik wie xD) i scrabblami, w które graliśmy tak intensywnie, że potem mi się śniły (w ogóle to wtedy miałam piękny sen, naprawdę piękny sen... Świetny był on był:D) i tak zasadowo, że aż pod stolikiem udało mi się z Krzyśkiem powymieniać od czasu do czasu literki, gdy Ala była zajęta fochami Rafała;p Przy okazji załatwiłam sobie posadę technicznego od perkusji;D tylko poczekać, aż Zbychu wyda płytę, a bilety na koncert będą schodzić po 100 zł xD. I Ala powiedziała: nie ujebię.^^ Ha, okazało się też, że jest kobieta, która potrafi Rafała przywołać do porządku i sprawić, że stanie się pokorny i zażenowany. A tą wspaniałą kobietą jej Mama Ali, która pije piwo ze szkalnki z Kubusiem Puchatkiem:) Jak wszyscy ryknęli śmiechem, kiedy jednym zdaniem: 'Rafał! zostaw tą herbatę!' tak go zestrofowała, że się zmieszał . Ale co tam. Ja osobiście jestem wdzięczna Rafałowi za to, że przez dwa dni umożliwiał mi obserwacje swojego zachowania. To było prawdzwe psychologiczne studium i ciągle wysuwam nowe wnioski na jego podstawie.
W każdym razie chciałam Ali baaaardzo gorąco podziękować za gościnę i za ten spontan, dzięki któremu nie musiałam całego długiego weekendu spędzać w domu:D
Poza tym powiem Wam tylko, że zrobiłam sobie w rękę to, co wcześniej Siur, a jeszcze wcześniej (lub później?, nie wiem) ktoś inny. Znaczy: kroiłam sobie bułkę, kroiłam, aż dotarłam do ręki, którą też pokroiłam (a, może to Dziwadło tak zrobiło? xD), więc moje ręce wyglądają na jeszcze gorzej...
Ehhh, jak dobrze, że przede mną tylko trzy dni zajęć! Jak dobrze, że potem czeka mnie suski weekend!;D a póki co:
"Każdy musi sam, twardo, porać się ze swoim losem."
;p

© by szczur 11/11/roku pańskiego 2008 12:01:25 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

jeju, czeju, czarodzieju...

Po ponad tygodniowej kwarantannie szczur znowu może cieszyć się dostępem do internetu:D
Z tej okazji uraczę Was soczystą notą ;p
. Najpierw rozkimna dla Was, może nawet temat badawczy. Podobno nie da się zjeść dwudziestu paluszków w ciągu minuty. Nielicznym udaje się ponoć zjeść 15. A ile Wy potraficie? Może obalicie tą teorię? Lasiencja, ja i Łorchoł będziemy to testować w przyszły weekend^^.
A teraz rada od serca: nie pytajcie o drogę starszych pań. A już na pewno nie wtedy, gdy są one w zorganizowanej grupie (czyt. gdy wyjdą z kościoła i czekają na autobus w liczbie ok. 15). Mało, że będzie to bardzo traumatyczne przeżycie, to jeszcze wyjdziecie z takiego spotkania głupsi i bardziej zdezorientowani, niż przed zadaniem pytania.
No, a poza tym... kocham robić niespodzianki. Uwielbiam. Ubóstwiam^^ Tym razem moją ofiarą była Ela:D Tak dawno kobitki nie widziałam, że myślałam, że się popłaczę, kiedy otworzyła mi swoje suskie drzwi:D Ona chyba zresztą miała podobne uczucia, sądząc po jej reakcji:) A moze to był płacz przerażenia? o.O'
Ostatnio też mam takie dziwne, aczkolwiek bardzo przyjemne myśli, zwłaszcza, kiedy siedzę na jakimś nudnym wykładzie albo gdy otwiera się przede mną perspektywa iluś tam godzin, które musze czekać na zajęcia. Myślę sobie wtedy, że najchętniej pojechałabym na dworzec PKP i wsiadła do pociągu, najlepiej takiego podążającego do Kato:D Mając odrobinę szczęścia zastałabym tam Siura, a Pielę to nawet i bez tej odrobiny^^. Tyle że no... Kiedyś tak zrobię, jak tylko stan finansowy mi na to pozwoli, czyli najprędzej w przyszłym roku
A jak nie macie co robić przez ten piękny, długii weekend, to sadźcie drzewka!:D jeszcze godzinę temu nie miałam sprecyzowanych planów co do wolnego, a teraz... czeka mnie Szymbark, scrabble, grill, brzozy... Jednym słowem: podążam do Ali!:)
Kończę więc i życzę udanego odpoczynku :)

Ps. I pozdrawiam pana z komisu, który nie umie dojść po niemiecku


© by szczur 8/11/roku pańskiego 2008 17:22:36 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie