Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Wypróżnianie (pseudo)intelektualne.

Słowo wczoraj (a właściwie to może było już dzisiaj?) się rzekło, szczur obiecał wypróżnić się intelektualnie na blogu. Bo przez Święta nie było za bardzo czasu, a i jakoś już podczas pierwszego dnia Świąt każdy przejaw aktywności intelektualnej był tłumiony przez sygnały wysyłane przez pełny żołądek, z czym nie mogłam specjalnie walczyć, bo wiadomo- sprzysiężenie mama&ciocie&co nie dałyby za wygraną. Nie podczas Świąt. Tak ma marginesie: dopełniacz l.mn. od słowa cicia to cioć? (cióć? ciociów?, jak to się odmienia?;p) xD
No i obiecałam to wypróżnianie, a tak jakby mam poświąteczne zatwardzenie intelektualne. Znaczy: niektóre moje przemyślenia nie nadają się na bloga i nie zamierzam się nimi dzielić;p A reszta to taki standard: obserwacja ludzi i ich postawy wobec Świąt, a wnioski każdy co bystrzejszy potrafi wysnuć. Olbrzymia komercja wkradła się nawet w ten zakamarek życia, który powinien pozostać na wskroś rodzinny, osobisty i duchowy. A najgorsze jest to, że ludzie, zamiast z tym walczyć, przyjmują z entuzjazmem, bez grama krytyki, jeszcze wszystkiemu przyklaskując. Na szczęście są jeszcze wyjątki, które tej komercjalizacji się nie poddały i mam ten zaszczyt kilka takich osób znać:)
Ale mimo wszystko Święta to czas eksperymentów kulinarnych na przykład. I w tym roku mnie to ucieszyło, bo miałam własne pole do kuchennego popisu (ja i kuchnia! prawdziwe cuda!) i upiekłam piernik (piernik na piwie!), którego przepis skompilowałam z kilku pomniejszych. I nie, żebym przeoczyła zapis, jakoby piernik ten miał odczekać trzy tygodnie, zanim zostanie skonsumowany^^. Cieszył mnie fakt, że gdyby nie zjadła go rodzina, to miałam innych potencjalnych do tego pretendentów, ale jakoś cudownie siostry nawróciły się tego roku na piernika a rodzice nagle sobie przypomnieli, że w młodości lubili tego rodzaju wypieki... Wiem, wiem, przemawia przeze mnie skromność, no ale skoro odnoszę jakieś zwycięstwa na kuchennym polu, to jestem z tego dumna:D
Dumna też jestem z Żółwia, który mimo wieczorowej pory nawiedził me skromne progi, propaguje moje ołówkowe wypociny i wyraża szczerą chęć podróżowania:)
Teraz czekam niecierpliwie na sylwestra, potem na spotkanie wielkiej piątki w Krk (będzie Moda na sukces? będzie?), założenie chemicznego bloga i naszą sopocko-gdańską podróż niestrudzonych wędrowniczek Ależ mam perspektywy!^^

© by szczur 27/12/roku pańskiego 2008 14:22:28 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

!

I tym, którzy obchodzą te Święta, i tym, którzy ich nie obchodzą,
tym, którzy czują atmosferę świąteczną,
a zwłaszcza tym, którzy poczuć by ją chcieli, ale nie potrafią
życzę spokojnych, rodzinnych i ciepłych Świąt,
a w Nowy Rok niech każdy z Was wejdzie z zapasem optymizmu i siły!
Aby 2009 owocował satysfakcją z tego, co robicie,
radością i zadowoleniem z każdej chwili.
Abyście nie bali się wyznaczać sobie ambitnych celów
i konsekwentnie dążyli do ich urzeczywistnienia!

I choć zdajecie sobie sprawę,
że kończący się rok był rokiem szczura (według chińskiego horoskopu, żeby nie było!),
więc trudno będzie o tak pomyślny rok,
mimo to chciałabym, żeby dla każdego z Was 2009 był jeszcze lepszy i owocniejszy.
Przeżyjcie go najlepiej, jak umiecie!

© by szczur 24/12/roku pańskiego 2008 09:29:34 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Obi-Wan Kenobi, on zawsze jest z nami!

Jak niektórzy bystrzy zauważyli, Szczur ostatnio trochę wkurzony, żeby nie powiedzieć wściekły, wykończony, zrezygnowany i sfrustrowany był(a miał powody, uwierzcie. Na szczęście starał się unikać wtedy gatunku ludzkiego, co by się komuś niewinnemu nie dostało), ale (miejmy nadzieję, że definitywnie) mu przeszło i że wróci mu ochota na radosne przeżywanie Świąt. Bo póki co to z tą ochotą kiepsko... Nieważne.Ważne, że w końcu mogę poczytać Piekarę, beztrosko marnować czas, kąpać się godzinę i oglądać jakieś pierdoły w telewizji razem z siostrami, bo w końcu wczoraj o 17.00 zaczęło się wolne! I ważne też, że wróciła Goha i za niedługo będę się mogła z nią zobaczyć:)
(teraz następny akapit, który nie łączy się z poprzednim i nie mam pomysłu, jak zgrabnie przejść z jednego do drugiego... no trudno.)
Zapewne nie pamiętacie, jak rozpoczynałam moją notkę z 24. 05. roku pańskiego 2008 (nie martwcie się i nie popadajcie w depresję, powiem w tajemnicy, że ja też nie pamiętałam dokładnie;p). Otóż to, co tam pisałam, to jest nic w porównaniu do tego, co tym razem zastałam w pewnym nieledwiańskim domu (znowu mój edytorski wtręt: za dużo tu zaimków wskazujących, ale nie chce mi się już nic zmieniać). Ale i tym razem walczyłam dzielnie -niczym Obi-Wan Kenobi- ze wszystkimi pająkami, pajęczynami, brudem i bałaganem. I nie, żebym kiedykolwiek oglądała czy miała oglądnąć Gwiezdne Wojny, o nie!, ale Obi-Wana (tak się to odmianowywuje? xD) wspomina jedna z pewnych wesołych piosenek, więc tak mi przyszedł na myśl. I tu taka ciekawostka: Czy wiecie, że we wsi Grabowiec w powiecie toruńskim jest ulica Obi-Wana Kenobiego?:D
A pobyt w Nieledwii zaowocował też straszną konkluzją, związaną z pewnym portalem internetowym. Bo kiedy już po znojach i trudach wydostałam się z domu dziadka i odwiedziłam kuzynki (wiek: podstawówka i gimnazjum), to co powiedziały mi na dzień dobry? Że, o zgrozo!, od rana nie włącza się nasza-klasa i dopiero o 17 zaczęła działać! Biedne dzieci, mają traumę na całe życie... I podejrzewam, ze nie tylko one, ale i około 20 milionów Polaków również. Wniosek: nasza-klasa silnie uzależnia i powinna zostać zakazana, a za posiadanie i rozpowszechnianie nk powinno grozić od kilku do kilkunastu lat więzienia, o!
A skoro zrobiło się tak pozytywnie i świątecznie, to pozostawiam Was z tym wszystkim sam na sam xD Bo w końcu muszę odespać to, co zostało mi zabrane podczas tego tygodnia.
Awe;p

© by szczur 20/12/roku pańskiego 2008 23:17:21 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

to takie świętokrzyskie...

Fiu bździu, zarzuciłam dojcza, bo już mnie drażnił ogromnie, a przecie mogę zrobić o wiele przyjemniejszą rzecz, niż zakuwanie do jutrzejszego kolosa: mogę pobajać na moim blogu! i takoż robię, tak jak wcześniej robiłam zdjęcia, parzyłam herbatę, paliłam kadzidełka i bawiłam się z Bimberem (czyli właśnie uczyłam się, no...).
Wywnętrze się teraz bez żadnego woalowania, że jak nie lubię poniedziałków, tak ten był wyjątkiem, potwierdzającym ową regułę. Bo w Starym Porcie zawitały Kołki różnej maści, czyli w kolejności alfabetycznej: Ala, Dziwadło, Lasia, Warchoł. No i ja. Integrowałyśmy się przy piwie z sokiem imbirowym, tostach, ogórkach i tabakach:D nowe nabytki zwłaszcza podbiły nasze nosy. A nabytki te to mianowicie dwa Gawithy: malinowa i brzoskwiniowa. Długa to historia jest ona jest, w każdym razie moja ostatecznie jest brzoskwinia, bo jednak moje serce i nos bardziej pokochały malinę ozonową, czy tam ozonę malinową. Więc 'jechałyśmy z tym tabaczoksem', po drodze bawiąc się zacnie i niecnie (jak to powiedział Warchoł, którego tabaczanie rozdziewiczyłysmy!) i śmiejąc od ucha do ucha, a przpelatając to jeszcze tekstami w stylu:
-(ja)No, Dziwadełko
-(Lasia)Wadzidełko
-(ja)Kręcidełko
-(Lasia)Wędzidełko
-(Warchoł)Łechtaczka!
Ala też nie zostawała w tyle, w końcu zdecydowała się wyjawić Dziwadłowi, jak ją nazywała, zanim zapamiętała ksywkę Dziwadło własnie. I mówi: 'Bo ja mówiłam na Ciebie Dziwadło!' Ehhh, to był piękny wieczór i mimo że niektóre towarzyszki opuściły Port wcześniej, zabawa była przednia!
A potem było już tylko gorzej...;p Bo na uczelni nieciekawie, znowu zaczynam być wyznawcą maksymy: sen jest dla mięczaków, a Święta (przynajmniej teoretycznie) powinnam spędzić z nosem w książkach. A Sylwester może zarezerwuję na upojne sam na sam z Norwidem? W sumie przecież każdy o tym marzy... ^^
Ale dobra. Do Świąt jeszcze daleko. Każde dziecko o tym wie. Tak jak i każde wie, i nawet chętnie się tą wiedzą na lekcji dzieli, że dzisiejszy Mikołaj chce tylko zarobić kasę i namawia: kup telewizor HD! o!

© by szczur 17/12/roku pańskiego 2008 18:54:43 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Jak szaleć, to z klasą!

To był weekend! Oi! niezapomniany i niesamowity... :)
A zaczęło się od pobudki o 6.00 rano. Potem było dotarcie do Kraka, ogólna wzajemna lustracja ludzi na peronie, dojazd do Katowic i szukanie Siurka z Młodym. Ha, i tu zaczyna się właściwa historia
Bo znaleźliśmy sobie wesoły przedział, który stał się megawesołym przedziałem za sprawą Wojtka i Tomka, którzy nie ujawnili swoich imion, ale odegrali na żywo komedię, jakich mało! Ale oczywiście, jak szaleć, to z klasą. Tyle że jak się szaleje, to trza pamiętać o dywizie "Żyjmy i żyjmy dac innym." Ogólnie rzecz biorąc było tak wesoło, że nawet głupia walizka była powodem do ogromnego śmiechu i powszechnej radości, żeby nie powiedzieć euforii. A zaczęło się od zdania: "nie sądziłem, że to, co całe życie nazywałem walizką, będzie stanowiło wysoki współczynnik zagrożenia mojego życia." I były dyskusje na temat muzyki, poalkoholowe wyznania miłości i tak duża dawka śmiechu, że wszystko oscylowało na granicy wytrzymałości. Ale szybko zbliżyliśmy się do celu przenaczenia, gdzie wtopiliśmy się w tłum i poszliśmy do Tawerny się integrować. I było warto, ponieważ okazało się, że Crowley wiedział, z kim się stuka, Siur ma już czarną rurkę(ma, prawda? nie straciła się gdzieś we Wrocławiu?) i dowiedziałam się, co symbolizuje banan i że mam wiśniowo-czarne ręce. Jednak wszystko jakoś tak przeleciało i ostatecznie znaleźliśmy się w Hali Ludowej, jako jedni z dziesieciotysięcznego tłumu. Na Comie Siur odkrył, że bardzo fajna jest miejscówka siedząca;) Ubolewam jedynie, że nie mogłam zobaczyć Jelonka na scenie, ale no... Bo ostatecznie nie po to tam przyjechałam. Nawet nie na Acid, którzy potem zagrali. Jakoś nie potrafłiam się za bardzo bawić, więc sobie pocrowdsurfingowałam z Siurem. I teraz sedno... Illusion! Koncert zupełnie niesamowity. Na scenie Lipa był genialny, ten jego głos na żywo... Mogłam tak stać i słuchać i już byłoby dobrze, ale ludzie, przecież to jedyny koncert po dziewięciu latach, więc jak tu stać jak kołek? Przecie jesteśmy z Siurem rączymi łasicami! Część pierwsza koncertu, ta z Siwym, była kapitalnie energiczna. I w dodatku jakby była koncertem życzeń, bo wszystko, o czym mówiłyśmy z Siurem, zostało zagrane, ha, nawet więcej, bo jak usłyszałam, ze będzie piosenka o niczym, to nie mogłam uwierzyć. Bo czego jak czego, ale '140' to się nie spodziewałam! A właściwie to nie śmiałam się spodziewać :) Część akustyczna później z Jerry'm również była niezapomniana, a 'Tylko' dla Olassa zupełnie powaliło na kolana... No i jeszcze te brawa dla Olka potem, które brzmiały w ciszy przejmująco, a jeszcze odbijane przez to półokrągłe sklepienie dawały nie dający się opisać efekt.
Wyjątkowy koncert. Bardziej podziałał na mnie wewnętrznie, ale oczywiście cała gama siniaków i zdarte gardło również są skutkiem owego wydarzenia:)
A potem jeszcze masakra w szatni, szukanie ślimakowozu, który nas śledził, chęc wspięcia się na most, droga na dworzec i intelektualne czekanie na ciopąg. I życzenia dla Młodego, który już nie jest taki młody, ale nadal młodszy niż my. I szuranie butami o podłogę dworca. A wcześniej skakanie po kulkach metalowych, jeszcze w drodze do naszego ostatecznego pokoncertowego celu. I Młody w kabinie telefonicznej. I zdobycie plakatu, bodajże jedynego na dworcu^^. A potem droga do domu w przejściu cipoągowym, cierpiętnicze miny, gdy trzeba było kogoś przepuścić i ogólne zmasakrowanie.
Czyli godnie było! Bardzo godnie! ja chcę jeszcze raz, ale to chyba niemożliwe. Chociaż, kto wie... :)
Siuru, Młody, bardzo dziękuję za to, ze mogłam z Wami jechać i że tak świetnie się z Wami bawiłam!:*

© by szczur 14/12/roku pańskiego 2008 18:10:47 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Tytuł sobie dopowiedzcie

Im bliżej Świąt, tym szczur miewa głębsze i poważniejsze przemyślenia. Jak zawsze, póki nie dojdzie do stanu przejedzenia i totalnego rozleniwienia już stricte świątecznego. Nie będę Was nimi raczyć, bo byście się wystraszyli, ale stan ten wykorzystałam, pracując z Lasią nad jedynym, niepowtarzalnym i pełnym życiowych mądrości kalendarzem. Powiem nieskromnie: udało nam się osiągnąć zamierzony efekt. Rady, które traktują o przyszłości, jednocześnie nawiązując do minionych wydarzeń są godne zapamiętania. Osobiście bardzo lubię: prostuj pion shishy, bo nie znasz dnia ani parkietu:D Ale to kwestia gustu, zresztą wszystkie 12 dokładnie wyselekcjonowanych przysłów nadaję się do zacytowania;p
Ale dobra, nie popadajmy w samozachwyt. Wpadnijmy teraz w samozdenerwowanie albo coś. Bo ignorancja ludzka głęboką jest ona jest do granic możliwości chyba. Przykład: Na współczesną, jak już o tym z zachwytem wspominałam, mamy przeczytać „Solaris”. Dziewuszka opowiada, jak próbowała zdobyć książkę: „Weszłam do biblioteki, podchodzę do babki i pytam o Lema, Solamis czy jakoś tak. Babka powiedziała, że nie ma. Nie wiem, czemu tak dziwnie patrzyła.” Już wtedy podniosło mi się ciśnienie, no ale myślę sobie: spokojnie, spokojnie. Może mi się przesłyszało? Ale dziewczyna ciągnie dalej: „Czy wy w ogóle się orientujecie, czy to jest proza czy poezja?” Zrobiłam w tył zwrot i czym prędzej opuściłam stoliki, aby to miejsce nie przeszło do historii UPu jako miejsce wyjątkowo masakrycznej zbrodni.
Przecież dzieci w czwartej klasie, które dziś miałam okazję wizytować, prawdopodobnie słyszały w swoim krótkim życiu o „Solaris” albo o Lemie chociaż... Poza tym to ich wypowiedzi powalające są, dziś chłopczyk się odzywa (Czwarta klasa! Czwarta!): Nie przypominam sobie, abym był w takiej sytuacji, ale przyznam, że mógłbym wtedy się bać. Inny synek, parę minut później: Sny to są zaburzenia naszej pamięci, tworzące się w naszej głowie. A jeszcze później, jeszcze kto inny: To nieprawda, że pająki nie mówią, one po prostu emitują dźwięki niemożliwe do usłyszenia przez człowieka! Chociaż złote myśli również się zdarzają bo z czego składa się słowo Szafonia? Z szafy i końcówki narodowej xD rozkmińcie tę głęboką myśl sami^^
A poza tym szkoły na praktyki nie mam nadal, nadal też pozostaję w stanie chronicznego niewyspania, a na sobotni Wrocław normalnie nie mam siły! Ale ale, siła się znajdzie, a jak zobaczę Siurka, to już wszystko będzie idealnie;) I trzymając się tej, jakże pozytywnej myśli, żegnam, oddalając się w stronę poezji Wata, prozy (PROZY,jakby ktoś nie wiedział jeszcze)Lema i dojcza. Ja ja, dojcza!

© by szczur 10/12/roku pańskiego 2008 19:46:06 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

pozytywnie zdemolowana:D

O, co to za weekend był on był!^^ Pełen Mikołaja, shishy, gofrów, Kołków i muzyki:) Bo szczur zawitał do Czecho, poznał dwa domy Chmury, wstąpił do Siura i zahaczył o bielsko-bialskiego RudeBoy'a.
Ale po kolei. Niepotrzebnie jechałam z tyłu cipoągu i z trudem przyszło mi to wybaczyć, ale shisha (wg mojej siostry: czincze) i prezenty mikołajowe jakoś rzecz ułatwiły, a gdy dołożyć do tego obiad... Ehhh, mama Ali i mama Chmury chyba się znają i sa w jakieś niecnej zmowie.
Przez to nie mogłam u Siura uraczyć się większą ilością gofrów. Ale za to jaki wybór dodatków do gofrów był! suszona żurawina, dżem, bita śmietana, parówki... a do tego jeszcze odrobina tabaki i pyszna herbata (zarówno moja, jak i Dziwadła xD). U Siura też pan Chmur odkrył w sobie talenty kardiochirurgiczne, dzięki którym Prosię znów szczeka, a potem na koncercie również talenty muzyczne, kiedy bardzo ładnie imitował grę na klawiszach. Oczywiście spotkanie Kołków nie byłoby udane, gdyby ktoś nie skisnął, więc gorliwie liczyliśmy do dziesięciu. Co dziwne, nikomu nie przyszło do głowy, żeby skisnał Rupert, no ale cóż. Innym razem^^
A potem poszlimy na koncert. Znaczy ja i Chmura, bo reszta jakoś się wykruszyła. A szkoda, bo koncert zacny był! Rudy bardzo mi się podoba, jedyny mankament to za mała szatnia, ale cóż to za problem^^ I Siur, nieprawda, że nie ma tam kolejek do damskiej toalety! Za to inne aspekty przyjemne, a już sam fakt, że Koniec Świata zaczął grać przed Żółwiami, ba, zaczął od 'Cynamonu'! Chociaż nie było Raissy, co bardzo dziwne jest;p Nooo, świetna zabawa była, co potwierdzają moje siniaki i obite miejsca, w których, mam nadzieję, siniaki się nie pojawią. Ostatnio miałam ich tyle na raz po biesiadzie xD Teraz moja siostra nie będzie mogła parę dni zarabiać, robiąc mi masaż, bo plecy też ucierpiały. Ale tak to jest, jak sie parę razy zaliczy podłogę, bawi z przodu, w pogo i wdaje w przepychanki xD Choć na szczęście moje żebra są całe i nikt nie zaleca mi ich masować, chociaż wierzę, że Szymon chciał dobrze z tymi poradami:D Za to mnie bardzo zestrofował, że nie byłam na koncercie Plagiatów i był zdziwiony, że do Chmury mówię per Chmura. A, i bardzo ładnie krył się za plakatem^^ Bo w drodze powrotnej dzięki gofrom i ankiecie publicznej poznaliśmy trójkę Goczałkowiczan, którzy okazali się znajomymi naszych znalomych i oni to własnie użyczyli plakatu do zasłonięcia Szymona. o!
A potem jeszcze zaszliśmy do Primusa (ha, Siur, w końcu wiem, jak Primus wygląda!), gdzie dowiedzieliśmy się, że wszyscy przy stoliku (oprócz Bubu, której Mikołaj może przyniesie rękawiczki podobne to moich. A, i nie wiem, czy wiecie, ale ksywka Bubu pochodzi z połaczenia Bu i bu) jesteśmy niewyżyci seksualnie, ja nauczyłam się kilku nowych gestów i dowiedziałam się, że istnieje 'chodź tu' w wresji angielskiej i polskiej. A potem już mogliśmy udac się w stronę ulicy Agrestowej, po drodze kisnąc i rozejmując się oraz śpiewając 'Nocne ulice'. Wiem też, że Chmur kiedyś sikał na ślimaka, znaczy na ulicę, ale temu zaprzeczy! I wygrałam dwa piwa jeszcze. I to chyba wszystko, co się działo po drodze.
A dziś trza było wracać, na drogę dostałam szalik i ekwipunek od mamy Chmury. I chwała brakowi orzechów, bo Chmur zapomniał sobie o odebraniu zapłaty za linki do zdjęć (uff!) ;p Choć pewne kwestie pozostały niejasne, np. czym zajmują się Goczałkowiczanie oprócz picia i zabawy? Która jest teraz godzina w Kaliforni? Co będzie z moją rozwaloną tabaką? Jak długo powinna się parzyć dobra hrhr?
Tego, być może, dowiecie się w następnych odcinkach xD Oczywiście napisałabym więcej, ale wiecie, Internetu by nie starczyło i podejrzewam, że Waszej cierpliwości także.
Za ten weekend wszystkim, którzy mieli ze mną styczność, dziękuję

© by szczur 7/12/roku pańskiego 2008 15:48:43 [komentarzy 8] dorzuć coś od siebie

No.

Może nie będzie zbyt treściwie (wiem, wiem, jak zawsze), ale pasuje dać znak życia i coś napisać, bo minął już prawie tydzień, a ja się nie wywnętrzałam. Oi!
Może powód tkwi w moim przeziębieniu połikendowym, które leczę od wczoraj grzanym piwem z sokiem. I powiem Wam, że o ile wcześniej próbowałam terapii farmaceutycznych, które nie skutkowały, o tyle piwna terapia skutkuje. Najlepiej byłoby jeszcze katar leczyć tabaką, no ale nie rozpieszczajmy się^^.
A może moje niepisanie wzięło się z tego, że nigdzie mnie nie chcą? Po pielgrzymce po krakowskich szkołach padłam z nóg zniechęcona, z poczuciem odrzucenia i rezygnacji. I załatw se sobie człowieku praktyki. W tym wypadku marzę o bembach, całym bembowym ataku. I o perto w kilku przypadkach. Może nawet w mniej niż kilku, nie szastajmy cennym perto. Dla nie kapujących powiem, że tak wyraża się moja radość z powodu lektury, którą za dwa tygodnie mamy przygotować na współczesną. Bo oto, Panie i Panowie, zajmiemy się Lemem! W końcu szczur nie musi martwić się, skąd wytrzaśnie lekturę, bo ma ją w swojej skromnej, prywatnej biblioteczce. W końcu przeczyta (po raz, hmmm, kolejny xD) coś, co przyciągnie go w zupełności. Ehhh, gdyby tak jeszcze przemaglować na zajęciach Leca... No ale nie ma co marzyć.
Marzyć też nie miałam co o prezencie z okazji 6. grudnia. Bo po pierwsze nie byłam zbyt grzeczna w tym roku, a po drugie zjadłyśmy przecież z Siurem, Dziwadłem, Anią i Darią Mikołaja. Ale niezbadane są wyroki mikołajowe! W zeszłym roku pamiętam, że byłam trochę załamana, ale dostałam prezent z małym spóźnieniem. Wtedy Mikołaj posłużył się pewnym wysokim blondynem^^ Tym razem, żeby zrekompensować zeszłoroczne spóźnienie, dostałam prezeznt już dziś od... kierowcy busa. Bo miał cały karton cukierków i rozdawał wsiadającym z okazji mikołajek^^.
I tym miłym, prawie że łikendowym, a już na pewno mikołajkowym akcentem Was żegnam, do zo, o ile przeżyję Koniec Świata xD

© by szczur 5/12/roku pańskiego 2008 00:42:28 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie