Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

****

Nie wiem, jak ludzkość to przeżyje, bowiem wczoraj nie powstały nowe odcinki naszej suprprodakszyn pod tytułem "Moda na Sukces". Miałam nawet pomysł na główny wątek: zmartwychwstanie Ridża, no i mieliśmy wskazówki Kudłatego, ale... Chemik nie miał weny. Mało tego, nie miał ze sobą apratu! Świat się wykoleił...
Dzięki Pice odwiedziliśmy bardzo klimatycną (sic!) kamienicę i uświadomiłyśmy Chemikowi, że szczury zawsze mówią prawdę. Oczywiście on, jak na prawdziwego faceta przystało, nie uwierzył od razu niewiastom. Przyjął to do wiadomości dopiero wtedy, gdy zaczepiona przypadkiem na ulicy osoba (nota bene facet, pozdrawiam!) potwierdziła, iż sądzi, że szczury zawsze mówią tylko prawdę.
Spotkanie było bardzo miłe, jednak (zbyt) szybko się skończyło, na szczęście odzyskałam spinkę [od krawata ;D] i zdałam relację z niedzieli Picassowi. A Wam tez obiecałam szczurzą relację. No to macie: Bez wstępnych ceregieli powiem tak: dzieci poniżej 16. roku życia powinny mieć zakaz wstępu. Stanie w tłumie podczas upału, czekając między bramkami a bramą już samo w sobie było dobijające, ale stanie obok wrzeszczącej w kółko jedno i to samo bandy gówniarzy to była już przesada. W pewnym momencie, kiedy uciszania ludzi nie pomogły, chciałam ściągnąć glana i w nich rzucić, ale w porę pomyślałam: głupku! szkoda glana!
Jak nas już wpuscili, mogłyśmy trochę odpocząć przy akompaniamencie Armii, która w sumie ni mnie ziębi, ni grzeje, ale w obliczu Apocalyptiki wcale nie chciało mi się ich słuchać, a jak jeszcze usłyszałam jęk 'przychodząąąąąąą i odchodząąąąąąąąą' powiedziałam Kasi, że mam nadzieję, że są słowni i zaraz odejdą. W tym samym czasie przewijało się koło nas mnóstwo vipów (fuck vips!), którzy nie wiedzieli, gdzie mają wejście, w końcu jedni stwierdzili, że przeskoczą barierki. Oczywiście w obliczu wyboru: czy przeskakiwać pojedynczą czy podwójną, wybrali podwójną, przecież jeśli się da, powinno się czerpać ze wszystkiego podwójną przyjemność!
Potem była jeszcze tylko przerwa w rytmach hiphopowotechnogórniakowomartinowskich, ale wszystko to wytrzymać było warto! Bo Finowie z nawiązką nam to wynagrodzili;) Tak przy okazji: nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę na ich krzesła, które same w sobie były ładne, ale w dodatku stylizowane na wiolonczele;D Co niektórzy muzycy mało z nich korzystali (Eicca i Perttu zwłaszcza, ale ze mnie erudytka, nie?:D) i chwała im za to:D A jakie było moje zdziwienie, gdy na scenie zobaczyłam czterech wiolonczelistów! Antero grał z nimi, pamiętam go jeszcze ze starego składu Apo;) I w pewnej chwili uświadomiłam sobie, że nie wiem, czy się bawić, czy napawać widokiem Finów czy po prostu stać i pozwolić muzyce płynąc przeze mnie... Tak to ja mogę uczyć się historii, do końca życia będe pamiętać, że powstanie warszawskie było w 44^^.
Oczywiście koncert skończył się za szybko (to co, że bisowali dwa razy, to co!), a potem był tylko marsz na dworzec, kontemplacja upadku horrorów, poznanie Frupelka i jej towarzyszki (pozdrawiam!) i powrót.
I na tym chyba zakończę tą przydługawą notę. Jak na mnie przystało, żadnej złotej myśli tu nie znajdziecie, a ostatnio stwierdziłam nawet, że moje siniaki są głębsze niż moje myśli, a stało sie to, gdy zauważyłam, że znika mój slotowo-strzelecki siniak, do którego się przyzwyczaiłam;)
No, to żegnam i wybywam na Woodstock, odezwę się jak (i o ile) wrócę ;)A Chemik, nie chciałes jechać, to nie! Siedź se w pracy, o!

© by szczur 30/07/roku pańskiego 2008 13:16:58 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

A-PO-CA! LYP-TI-CA!

Warto mieć marzenia...
Gdy wspominam swoje dzieciństwo, to najstarsze wielkie marzenie, jakie pamiętam (nie licząc takich o lalce, obejrzeniu bajki czy takich, żeby móc iść do Kaśki), to żeby pójśc na koncert Apocalyptiki. Kiedy byłam w 6. klasie podstawówki, a był to czas, kiedy zaczynał klarować się mój gust muzyczny, a moimi guru byli Linkini, Rammstein, The Offspring i Apocalyptica własnie (swoją drogą: niezły rozstrzał muzyczny, nie? xD),zobaczyłam w Krk plakat Apo. Plakat koncertowy. Oczywiście jasne było, że o żadnym koncercie nie było mowy, w końcu byłam tylko maleńkim gówniarzem, ale od tamtego czasu marzyłam o ich koncercie. I pamiętam, że powiedziałam wtedy mamie: Kiedyś pojadę na ich koncert, zobaczysz. A mama popatrzyła na mnie, kiwając głową z lekką ironią, jak zawsze potem, gdy słyszała o moich planach.
Wczoraj, dzięki towarzystwu Kasi mogłam zobaczyć Finów na żywo. Jeszcze nigdy nie było tylu przeszkód poprzedzających gig, ale nikt nie powiedział, że realizacja wielkich marzeń jest łatwa;p
Najważniejsze jednak, że mimo wszystko pojechałyśmy i że w ogóle się o tym dowiedziałam, bo jeszcze cztery dni wcześniej żyłam w błogiej nieświadomości. O, jak ja kocham spontany! ;)
A sam koncert- genialny. Miód na uszy szczura. Olbrzymia energia bijąca ze sceny. Cała publika śpiewajaca "Nothing Else Matters". Przesiąkanie muzyką. Poczucie bezgranicznego szcześcia. Chyba więcej uczuć ne miałam. Nie zmieściłyby się już. No, może czasem niedowierzanie, że to dzieje się naprawdę. Poza tym chłonęłam wszystko całą sobą.
Jeśłi spodziewaliście się superrelacji z koncertu, to, hmmm... będzie. Ale nie dziś. Bo jeszcze nie ogarnęłam tego wszystkiego. I ne potrafiłam napisać o tym utrzymując normalny, szczurzy ton. Jeszcze nie teraz, kiedy cały koncert to dla mnie jakiś cud (chciałam napisac na końcu tego zdania o!, czyli że wszystko zaczyna wracać do normy i moja pseudoerudycja czy co to tam jest mija, ale szczegóły gigu, już w szczurzym raczej stylu- następnym razem). Bardzo chciałabym już dziś napisac więcej, ale chyba nie umiem xD Bo w głowie mam pustkę, a w sercu muzykę.
I już.

© by szczur 28/07/roku pańskiego 2008 23:56:57 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

****

Los parszywie kpi sobie ze szczura, wodząc go za nos jedyną w swoim rodzaju możliwością realizacji marzeń, które towarzyszyły szczurowi od czasu, kiedy zaczął osiągać swoją świadomość muzyczną... Tak nie wolno! Zamiast tego będę upajać się Nieledwią, tym zadupiem, które prześciga nawet moje rodzinne zadupie.
No. Parszywego hunoru tudzież babskiego narzekania koniec. Widocznie za wysokie progi jak na szczurze... łapy ;p Tymczasem zasłuchuję się w nowym utworze Slipknota, ehhh... nie mogę sie doczekać nowego krążka, bo to, co dotąd Corey i spółka wydali, już mi się ciut znudziło. A 'Psychosocial' daje nadzieję na to, że ich muzyka, a głównie warstwa tekstowa przebyła kolejną drogę ewolucji, tym razem zrobiło sie ciut... globalnie? w każdym razie trąci polityką, problemami społecznymi, czymś głębszym, niż jakieś tam sloganowe fuck you all! (chociaż do starszych albumów nic nie mam:D). Jedyne słowo, które w nowym tekście mi nie pasuje, to 'martyr', źle mi się kojarzy, boć to takie polskie, mickiewiczowskie, wręcz dziadowskie. Może to takie moje małe uprzedzenie do pana Adama i innych Polaków-romantyków-cierpiętników, no ale nic nie mogę na to poradzić, choć kto jak kto, ale szczur powinien wiedzieć, że Mickiewicz wielkim wieszczem był...
Ale nie bójcie się, za te moje herezje zapłaciłam, wystarczy spojrzeć na moje ręce. Wyglądam jak sremo, pełno mam ran ciętych;p a to wszystko dzięki zabawie skalpelem, a zabawa ta była częścią mojego pseudoartystycznego projektu. I na tej zabawie na razie się skończyło, bo szczur stracił wenę twórczą (ach, jakie to górnolotne!) i... obejrzał Modę na Sukces. Nie patrzcie tak krzywo! To jest pierwszorzędny ubaw, mimo że może niezbyt ambitny. W kazdym razie szukam ispiracji na scenariusz do naszej osobistej Mody, która, mam nadzieję, powstanie już we wtorek:D
Hi, zrobiło się chyba pozytywnie, jak nie, to zachęcam do poczytania basha (w sam raz na taką pogodę) i zostawiam Was, żegnając niepoprawnym ave!

© by szczur 24/07/roku pańskiego 2008 11:14:09 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

****

Wczoraj z przerażeniem skonstatowałam, że jest 21 lipca. Gdybym była uczennicą, zaliczyłabym pewnie stan depresyjny związany z osiągnięciem półmetka wakacji. Na szczęście należę do grona wybrańców, którzy edukację rozpoczną w październiku, więc emocje trochę opadły, ale i tak jestem zdziwiona, jak ten czas szybko leci... I doleci za niedługo do Woodstocka, co bardzo mnie cieszy^^
Ale nie myślcie, że szczur ma wakacje, więc nic nie robi! Dokształacam się bowiem własnie w dziedzinie synerologii i usiłuję od wczoraj zacieśnić moją znajomość z językiem angielskim. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...
Ale oprócz tego chciałam cofnąć się do czasów ho, ho, ho!, sprzed trzech tygodni chyba i podziękować Miszczowi, Maćkowi i Ali za fajny weekend, zawiązanie mnie w kaftan bezpieczeństwa, wspólne siedzienie w więzieniu i przejażdżkę z Maćkową Drugą Miłością;)
Wpadając już w ton dziękczynny, dziękuję Picassowi za spontaniczny wypad na Strachy na Lachy i rundki wokoło krakowskiego rynku;) Niewiele ludzi tak zbierze się w sobie i zaszaleje jak my^^
No. Szczur chciał w te wakacje zaszaleć jeszcze bardziej, tak już w granicach swoich szczurzych możliwości, ale okazało się, że glebojeby to za droga zabawa, przynajmniej w tym roku. Już, już tłumaczę, co to glebojeby i nie chodzi mi tu bynajmniej o tanie wina, bo na takie to chyba mnie jeszcze stać;p Glebojeby to w żargonie wojskowym spadochrony. Zupełnie nie wiem, dlaczego akurat taka nazwa (sic! xD), ale lot z wysokości 3000 metrów, kiedy na lądzie najpierw słychać, że wyskoczyło się z pokładu a dopiero po chwili można zobaczyć lecących to wielkie szczurze marzenie, któe się spełni, ale dopiero za rok... Chyba, ze wygram w totka, w którego nie gram, to wtedy owszem, nawet jutro wchodzi w grę ;)
I tym miłym akcentem Was żegnam, życząć jednocześnie Siurowi rychłego powrotu do zdrowia:)

© by szczur 22/07/roku pańskiego 2008 11:07:59 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

...nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet...

Uhuhu... Wiecie, jeszcze w mojej głowie nie przebrzmiał Slot, jeszcze ciągle wracam do niego myślami, a tu masz! Szczur podążył z Lasią zobaczyć polskie morze. Bo szczur, mimo że stary i głupi, to morza jeszcze nie widział. Znaczy to już nieaktualne, bo widział, ba, moczył w nim nogi, wyciągał wodorosty i spał na plaży, o!
Wybór nasz spontaniczny padł na Sopot z wielu względów. I, mimo że była to decyzja zupełnie nieświadoma, okazała się nad wyraz trafna. Sopot jest taki piękny... Już pal sześć morze, bo to swoją drogą, ale Sopot jako miasto mnie oczarował! Przepiękne, stare domy, ba, wille! Imponujące i oryginalne rozwiązania architektoniczne, umiejscowienie, zieleń dookoła... Nic, tylko bedę tam mieszkać i już! Z resztą w przychodni nie mają tam logopedy, więc sie przydam. I zamieszkam w takiej starej willi, będę co noc wychodzić albo wylatywać na miotle tudzież odkurzaczu na Łysą Górę (wiedzieliście że Łysa Góra jest nad morzem? bo ja nie!) i będę słuchać szumu morza... ;)
A Bałtyk podział na mnie i na Lasię rozleniwiająco, chociaż dopiero za trzecim podejściem udało nam się położyć na plaży na dłużej, a nawet uciąć sobie drzemkę. Wcześniej przeganiał nas deszczyk, ale nam to nie przeszkadzało, bo zmuszało nas to do aktywniejszego wypoczynku, czyli zejścia z plaży;p dzięki temu odkryłyśmy restaurację Sopockie Kebaby i bogatsze o nowe doświadczenia kulinarne zgodnie radzimy: nie jedzcie tam kebabów! chyba że macie ochote na bułke hotdogówke z mięsem, sosem, ogórkiem i cebulą za śmiesznie duże pieniądze;p
Nogi nasze i szczurzy dżipies zaprowadziły nas także do pubu o nazwie Papryka i to miejsce zupełnie wynagrodziło nam niewypał z kebabami. Świetny wystrój wnętrza i klimat, mało tego, piwo z sokiem imbirowym mieli!^^ Szczur jest zachwycony i obiecuje tam wrócić jeszcze w te wakacje xD
A wracając do morza- byłśmy na przykład w miejscu, gdzie Robert Więckiewicz mówi w filmie "Ciało": "No i Poska nam się skończyła" ;) I mimo że na kąpiel było ciut za zimno, to dużo czasu spędziłyśmy na plaży, a wieczorem, jako bonus, mogłyśmy zaobserwować genialny księżyc, wschodzący nad Gdańskiem i odbijający się w morzu, a wszytsko to poprzedzone było plejadą kolorów, od ciemnego granatu przez wiele odcieni niebieskiego, błękit, po róż i fiolet, a wszystko to za sprawą zachodzącego słońca, które, mimo że nie zachodziło tak holiłudzko centralnie po środku widnokręgu nad morzem, to sprawiło, ze całe niebo zmieniło barwy;)
Zmierzając ku końcowi dam Wam jeszcze radę: zawsze i wszędzie bierzcie ze sobą swoje arafatki, jeśli je posiadacie! są multiuniwersalne, nam w ciągu 36 godzin naszej wyprawy przydały się jako zasłony, koce, plażowe ręczniki, poduszki i nakrycie szyi.
I na koniec słowa Lasi, bo gonde są: "Ale mi leje po krzyżach, o Jezusie!"

© by szczur 19/07/roku pańskiego 2008 11:35:01 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

*SLOT, o!*

Szczur wrócił. Teraz już mogę zdradzić, że byłam na Slot Art Festival w Lubiążu. Wcześniej nie mogłam tego wszem i wobec ogłosić, gdyż była to wielka konspiracja i Siur nie powinien był o tym wiedzieć;) Mam nadzieję, że niespodzianka sie udała:D
Ze Slotu pozostały mi pewne nawyki (cieszę się, że pozostały, a nie że sie jakiś pozbyłam, np spłukiwania wody w toalecie). Dziś rano obudziłam się i pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, zanim zeszłam na dół, było poszukiwanie identyfikatora. Bywa xD
Poza tym chodze po domu i powtarzam jak mantrę: hop i dwa i trzy i cztery, hop back, hop back... Taniec irlandzki zrobił swoje, szczur sie zakochał i jest z siebie dumny, że w ciągu pięciu dni poznał pięć układów tanecznych
Poza tym chodziłam też regularnie postrzelać sobie z wiatrówek, zaraziłam tym Siura, tak jak ona mnie irlandzkim. I bardzo dobrze.
I jeszcze robiłyśmy naprawdę wielkie bańki mydlane i kolczyki, i bodypaintigowałyśmy się trochę:D
Ale nie samymi warsztatami żyje tam człowiek. Osobiście byłam na przykład oczarowana tym, że wszędzie było słychać bębny, można było obejrzeć ludzi ćwiczących machanie kijem lub poi, a wszystko to w genialnej atmosferze. Nawet poranna toaleta w lodowatej wodzie nie jest w stanie zmącic mojego zafascynowania Slotem. Trzeba wszak pamiętać: Nie ma ciepłej wody tu, bo to jest Slot Art Fest (heja!). A przy okazji mycia okazało się, że szczur jest mordercą (zabiłam wodą Myszkę Miki, którą malnął mi na ramieniu Siur), ale wspaniałomyślnym (dałam Siurowi mniejszą, ale zawsze połowę mydła ;D). No. Bo straty jakieś też były. Siur stracił mydło, a ja szampon do włosów i skarpetkę. Nie pytajcie, jak... xD
A jeśli jesteśmy przy myciu,to powiem Wam jeszcze, że zawsze po tańcu irlandzkim czułam się jak hobbit. Miałam tak brudne nogi i tak je czułam, jakbym w życiu nie nosiła butów. I mimo wszystko było to bardzo przyjemne uczucie;D musiałam jednak szybko pędzić pod umywalki, bo Goh i Siur, z którymi dzieliłam naszą namiotową willę 'Pod skrzydłami szczura' chyba by nie wytrzymały;D
Pisać o Slocie można jeszcze i jeszcze... Było pięknie i za rok nie ma bata, szczur jedzie na Slot ;)
I niech każdy zapamięta: Nie bądź sztuczny, bądź cytryną!

© by szczur 15/07/roku pańskiego 2008 18:02:51 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

DAWAĆ KOTAAAAAA!

Co jak co, ale Hunterfest to coś, co szczury zdecydowanie lubią, kochają, ubóstwiają, etc. xD Pytacie czemu? Bo w Szczytnie nie ma obecnie żadnych kotów xD Szczur mógł harcować do woli i jeszcze więcej, bo wszystko, co miałczało i miało cztery nogi (kiedy skończyły się czarne, nie pogardzono też innymi), zostało zjedzone, zgwałcone lub/i oddane w ofierze... Obawiałyśmy się z Gohą nawet o życie małych czarnych kundli, bo w ciemnościach nie trudno pomylić je z kotami, a szczerze mówiąc pies smakuje podobnie do kota, więc małe pieski mogły też czuć się zagrożone;p Takim życiem tętniła przeciwległa część pola namiotowego, gdzie niemalże hasłem było zawołanie(koniecznie growlem): DAWAĆ KOTAAAAAAAAA! a odzewem: CZARNA MSZAAAAAAAAAA! Gdy tylko było zbyt cicho, wystarczyło rzucić hasło, żeby ożywić towrzystwo:D
Nu. Ale teraz o muzyce, bo że towarzystwo było genialne, to chyba mówić nie trzeba, przecież metale to z reguły tolerancyjni, prześmieszni i mili ludzie;D
A wracając do muzyki: Jelonek- najgenialniejszy koncert całego festiwalu. Brak mi słów normalnie, facet brzmi fenomenalnie, mało tego: emanuje energią, umie się bawić, jest przezabawny, megazdolny i w ogóle ehhhhhhhhhh... ^^ W pewnym momencie rzucił hasło: 'umiecie pogo? a umiecie Pogonini?' no i zaczął się pierwszy szczurzy festowy headbanging ]:->
Inne koncerty, które wywarły na mnie duże wrażenie i które będę pamiętać na pewno to: Moonspell i mroczna, ciężka atmosfera, Totem, zwłaszcza za genialny growl Wery i wspaniały kontakt z publicznością, Carnal- noooo, chłopaczki dały czadu! mocno, z enegią i kopem, At the Lake, choć ich występ trwał zdecydowanie za krótko, no bo co to sa cztery (fakt, ze długie, ale tylko cztery) utwory, sami członkowie zespołu byli mocno rozczarowani i chyba zawiedzeni, że nie mogli grać dłużej, ale perkusista i tak zawsze daje, więc nic straconego xD Death Angel- wcześniej bliżej mi nieznany, co nie przeszkodziło mi w świetnej zabawie, a ich basista- istny świr normalnie! czego on nie zrobił na scenie!:D no i szczurzy crowd surfing wtedy Katatonia- brzmiąca zupełnie inaczej niż na płytach, chyba nie trzeba mówić, że na żywca wypada o wiele lepiej;) Triquetra, grupa, która grała ostatnia, zostało może z 50 ludzi, a zabawa była tak przednia, że aż dziw! totalny odjazd xD no i równiez brzmiąca bez porównania lepiej na żywo niż z nagrań. Venflon też bardzo pozytywnie brzmiał, publika ciepło przyjęła stary, dobry czeski Arakain, a hardcore'owe grupy, takie jak Backfire! (doobre!) czy Born From Pain dawały całą gamę możliwości dla żądnych moshu metali;) Oczywiście jeszcze Hunter i towrzyszący im fireshow... <3 ;) no godnie, godnie było! Choć i bez wtop sie nie obyło, miom skromnym zdaniem Frontside, delikatnie mówiąc, się nie popisał, choć ścianę śmierci zaliczyłam i idzie to na plus:D Ha, albo Ceti, przecież to pomyłka jakaś xD nawet rozpięta na poły koszula wokalisty nie jest w stanie zmienić moejgo zdania o nich! nawet nogą nie wybijałam rytmu, gdy ich słuchałam, co jest bardzo niedobrym znakiem, bo często bezwiednie wystukuję rytm nawet gdy techniczni majstrują przy perkusji...
Kurcze, ileż ja mogłabym jeszcze o tym pisać! ulalalala, tylko czy to by coś dało?:D możecie za to pooglądać zdjęcia >>TUTAJ<<
W każdym razie: dziękuję Goh ;* wytrzymać ze mną w jednym namiocie tyle czasu to wielka sztuka;D Poza tym, dziękuję ochroniarzom, zwłaszcza panu a la ochroniarz z Lochnessu i temu drugiemu, który się żalił, że musi do pracy iść, pani Da-Nu-Si!, piłkarzom (tym ubranym i tym rozebranym:D) i chłopaczkowi, który chwycił ze mną większą część pałeczki perkusyjnej, a mimo to bez problemów mi ją oddał xD
Bra. Nie nudzę więcej. I tak cały Fest przeszedł moje oczekiwania i nawet gdybym do rana o nim pisała, nic by to nie dało;p Koniec i bomba, a kto nie był, ten trąba! o!
tor, tor, tor, tor, stary wagon, stary wagon!
Tu bocznica, tu zwrotnica, tor, tor, tor, tor!:D

© by szczur 1/07/roku pańskiego 2008 20:03:06 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie