Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Całkowicie subiektywna recenzja.

Szczur uhahany od ucha do ucha wyciąga słuchafony jak dzwony, używane od święta (ale czyż pierwsze spotkanie ucho w ucho ze świeżutkim albumem 'knotków "All hope is gone" nie jest świętem?) i zatapia się w muzyce. Zatopienie owo nie było jednak do końca takie, jakiego sie spodziewałam. W rozumieniu i pozytywnym i negatywnym.
.Ogólnie rzecz biorąc album mogę podzielić na dwie różniące się dość wyraźnie części. Jedna z nich jest jak najbardziej do przyjęcia i pochwały, natomiast druga w gust szczura nie za bardzo trafia (moze mam za duże wymagania? ale Slipknoci przekonali mnie, że od nich można dużo wymagać).I być może zdołam się z tym osłuchać, ale póki co trochę mnie ta część mierzi.
Zacznę więc od minusów, pozwalając sobie zostawić asa wśród pozytywów na sam koniec;)
Otóż boli szczura, że Knoci idą coraz bardziej w stronę łatwo przyswajalnej, komercyjnej, amerykańskiej muzy. W sumie to w stronę Stone Sour. I owszem, Knoci zawsze byli dość chwytni jako towar, ale kiedyś oferowali co innego. Mimo że zarzucano im spuszczenie z tonu na Vol. 3, mi bardzo podobały się tamtejsze kawałki, uważałam je za subtelniejsze, doroślejsze, odpowiednio eksponujące od czasu do czasugenialny wokal Coreya. Jednak to, co zastaję na "AHIG", czasem zachodzi za daleko i daje podstawę do poważnych obaw, co też zastaniemy na kolejnym krążku. Brakuje mi też paru demonicznych dźwięków, jakie znajdowałam zdecydowanie cześciej choćby na Vol 3. (chyba nie ma co odwoływac się do starszych produkcji), np. przy okazji "The Virus of Life" czy "The Nameless".
Mimo wszytsko sa jednak kawałki (przechodzę do plusów^^), gdzie Corey ryknie, tupnie i pokaże, że na wiele go stać. Właśnie dla takich kawałków, gdzie Corey sie nie oszczędza, gdzie Joey, Clown, Sid i Chris nadają wyraźne brzmienie, partie gitarowe są tak charakterystycznie slipknotowe, a wszystko to pięknie uzupełnia 133, który jest wbrew pozorom niezbędny, warto posłuchac "AHIG". To tam można znaleźć esencję Knotów, coś ze starszych albumów, zaspokoić głód dźwięków i zachwycić się sekcją rytmiczną (<3). No i nie powiem, niektóre balladki są przystępne, ale w ich wydaniu wolę mocniejsze kawałki, ballad na pęczki dostarczają mi inni artyści. Ale na kolana powaliła mnie trzecia wersja "Vermilliona". Znaczy druga wersja "Vermilliona part 2" ;p Nie powiem o tym kawałku nic więcej, bo i po co. Wystarczy zamknąć oczy i sie wsłuchać. Rewelacja.
I wiem, że recenzji nie powinno się pisać po pierwszym przesłuchaniu albumu. Wiem, że pewnie zmienię podejście do wielu kawałków. Ale musiałam to napisać. Bo czuje, że mimo wszytsko będę ten krążek odtwarzać teraz często, a w każdym kawałku znajdę coś, co ostatecznie uratuje go od zupełnego skreślenia. I właśnie za to ich cenię:)

© by szczur 30/08/roku pańskiego 2008 18:09:42 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Ja tylko chciałam zatańczyć!

Dziś ze strachem w oczach spostrzegłam, jak ściany w moim małym królestwie są poplamione. Oczywiście każda plama niesie ze sobą mnóstwo wspomnień:D
To taki mały wstęp, bo jestem ciekawa, czy z przyszłoczwartkowego zlotu czarownic u mnie również zostaną jaskieś plamy... Bo podobno mamy miec tradycję obiadów czwartkowych, znaczy wieczorów w sumie, ale obiady tak już same w sobie brzmią tradycyjnie i wręcz podniośle xD Wczoraj wino marki Mieciu i (Siur, Ala, Lasia, nie czytajcie tego!) cherry staropolskie wyniknęło bardzo spontanicznie;) Przy okazji powspominałyśmy stare, dobre, gimnazjalne czasy, nauczyłam dziewczyny toastu, którego z kolei mnie nauczyła Piela i nawet wypiłyśmy za nią lampkę wina^^. Potem Kaśka o mały włos nie rozbiła butelki (chciała tylko zatańczyć!), ja o mało nie zgniotłam głową komara a Justyna wystraszyła Kaśkę na śmierć, puszczając muzykę. Ostatecznie wyszedł bardzo przyjemny i bardzo babski wieczór :)
Ciekawe, co zrobi moja siostra, kiedy to przeczyta, bo okazuje się, że ona zagląda na mojego bloga! szoko normalnie! chociaż wątpię, żeby zbyt dużo chciało jej się czytać, to tak swoją drogą;p Jak Agnieszkę zaczęło trochę nawracać na literaturę, tak Kajka jest niereformowalna pod tym względem. Jeszcze nie jest^^
I mam nadzieję, że Candida ostatecznie przekonała Siura, że warto jechać do Brzeszcz, bo mam niecnego plana, a tylko w obecności Siura nabiera on pełni sensu, więc Siur, Ty wiesz, co!
A, i życzę Miszczowi udanego zakuwania, bo biedak nie ma nawet czasu się spotkać! Więc niech chociaż zakuje to, co trza, a potem jakoś nadrobimy zaległości:)
No to żegnam, jeszcze sierpniowym, ciepłym ave, ludki:)

© by szczur 29/08/roku pańskiego 2008 22:33:18 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Ich habe das tief irgendwo

Obiecałam o Wiedniu. Tak nie za bardzo mi się chce, ale obietnica to sprawa honoru, a że swój honor ratowałam nawet kłaniając się tojkom, to nie wypadałoby teraz tak marnie tego zaprzepaścić.
Na początek wersja dla tych, którym nie chce się czytać:
-Jak było w Wiedniu?
-Gorąco, ale fajnie. Tyle:D
Już w drodze do Wiednia spotkały mnie dwie miłe niespodzianki: 1. przepiękne widoki; 2. mnóstwo motocyklistów z całej Europy:) było na co popatrzyć
Poniedziałek. Główna atrakcja, która mnie zafascynowała, to Muzeum Techniki. Szczerze mówiąc poszłam tam na odczepnego, wcale nie miałam ochoty, bo jak to w ogóle brzmi: muzeum. Na szczęście ogromnie się pomyliłam, dzięki czemu mogłam obejrzeć wodny kalkulator, ewolucję szczoteczek do zębów, ręcznie malowane klozety, dwunastocylindrowe, stare silniki, zmierzyć natężenie własnego głosu i zobaczyć się w telewizji;) Aż wstyd się przyznać, ale często wypowiadałam tam po cichu: 'nie ujebię';p Poza tym Ala nie chciała się pod ratuszem posunać, a ja mimo to pokazałam jej przewodnik. Za to o mało nie zagadałam jej na śmierć a ona kupiła nam bułki z orzechami. A Kamila dała mi w mieszkaniu gulasz z nuddli, co przypomniało mi pierwszosemestrowe wypady na zupki do Siura xD
Wtorek. Dzień wielkiego zwiedzania^^ Pod Karlskirche miałam ochote zapuścić korzenie, a wieczorem po raz pierwszy ktoś płakał, bo go opuszczałam;) i pamiętajcie: tylko dorosłe dzieci mogą się bawić w tej części placu zabaw! xD
Środa. Szczurze obserwacje na temat palenia w kontekście czystości okien: okna w pokoju palaczy: framugi żółte, szyby pokryte plamami, osmalone, dużo brudniejsze, tłuste. Okna u niepalących: framugi w kolorze zszarzałej bieli (to raczje sprawka światła niż brudu), szyby zakurzone ale latwe do umycia, bez żółtych plam. Wnioski: palacze, myjcie se okna sami, o! (i przy okazji nie wymachujcie papierosami, to wniosek z Pszczyny, do dziś mam małego ślada;p). Poza tym romansowałam z chlopakiem, ale nie miałam karty bankomatowej, więc wszystko trafił szlag. I ggadałam z Siurem, to taka mała niespodzianka Ali^^ I zakupiłysmy sobie z Alą pyszne, tabaczane pamiątki, które zostały rozpieczętowane jeszcze tego samego dnia w Stadtparku:) Przy okazji: mała scenka rodzajowa, z owego parku własnie:
(Ala)-Ciekawe czy wie, co mu mówiłyśmy
(ja, filozoficznie)-Ich habe das tief irgendwo.
(Ala)-Czyli masz przekowanie, że wiedzą?*
_____
*/ich h... - w wolnym tłumaczeniu (nie wiem, czy tak się tam mówi xD): mam to głęboko gdzieś. Zdania nauczył mnie Toudi, daaawno dawno temu./
_______
W srodę zakupiłam jeszcze czarną wódke, a wujek terroryzował pana Janka butem. I dostałam piwo, o! Środa to był zdecydowanie szczurzy dzień;)
Czwartek. Tata kupił wodę mineralną o samku rabarbaru (RABARRBARR!!! od razu HF mi się przypomniał xD). Długo toczyłam wewnętrzną bitwę, zanim się przemogłam i spróbowałam. Smakowała jak... żelki^^ A potem poszłysmy na Prater, miejsce rozpusty i dobrej zabawy xD
I piątek. W sumie to oznaczało powrót. Wcześniej więc były zakupy, ostatnie zwiedzania, pakowanie i spontaniczna sesja zdjęciowa;)
I szczerze powiedzieć musze, że Ala była chyba dla mnie największą atrakcją w Wiedniu, a hasło 'nie spać, zwiedzać...' bardzo się przydało. No i Wiedeń z dostępem do neta ładniej wygląda;)

© by szczur 28/08/roku pańskiego 2008 13:50:31 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Prawie robi wielką różnicę ;p

Szczur wrócił. I mimo, że większość czasu podczas swojej nieobecności spędził w Wiedniu, to o Wiedniu następnym razem. Teraz o Pszczynie, bo hołd jakiś się tym dniom zdecydowanie należy:) (poza tym gdybym chciała opisać i Wiedeń i Pszczynę naraz, to nikt, nawet ja sama, by tego nie przeczytał...)
No. Zacznę może od tego, że Siur, którego buty zdradzają, gdzie się Siur wybiera, zafundował mi całą gamę doznań zapachowych. Piekną gamę. Szczur narkotyzował sie zapachami herbat, kaw, likierów (tu nie tylko zapach wchodził w grę xD) i... szamponów:D
No. A w ogóle to do Siura zawitałam, bo cel był szczytny: zabawa w rytmach irlandzko-rozrywkowych w niebanalnym, bo woodstockowym towarzystwie;) Jak zobaczyłam wszystkie te mordki, to myślałam, że się popłaczę. Nawet nie sądziłam, że z ludźmi przez parę dni można tak zżyć;)
W sobotę niestety nie zatańczyłam z Siurem two handa, bo za każdym razem, kiedy zaczynałysmy, coś nam przeszkadzało. Ale jakoś to przeżyłyśmy, zrekompensowałam sobie ów brak, depcząc Zbychowi po butach, jedząc darmową zapiekankę i rozmawiając z Owsiakiem:D
Ale najlepsza rekompensatą była niedziela! Najpierw ni z tąd ni z owąd pojawił się pan Chmura-taksówkarz (co, nie ukrywam, trochę mnie zadziwiło: Chmura nie będzie pił?;p) i pojechaliśmy na Koniec Świata. Znaczy wiecie- na koncert;) Było bardzo przyjemnie, bo uwielbiam ich muzykę, ale ludzie byli jeszcze dość drętwi. Ale jak przyjechały Piela i Dziwadło i Fart, to już mi to przestało przeszkadzać;p No i jeszcze międzyczasie zobaczyłam na scenie Jelonka! niesamowite to było, że akurat się tam pojawił^^ Tak wiec w sumie juz do szczęścia nic mi potrzebne nie było, chociaż potem okazało się, że może być lepiej: spotkaliśmy ludzi w woodstocka, nawet Toffika i Pawła, poszły w obieg wszystkie hasła, z 'Piela, Ty Szatanie!' i 'zaraz będzie ciemno' na czele, udało mi się raz skisnąć (a Siurowi! hohoho! i nawet Chmura skisnął!), a Piela znowu zaczęła z piwem (eh, eh;p) no i było pięęęknie;) Na Daabie było prawie jak na woodzie, pod toitoiami z resztą też, i Tyskie wyłącznie było (tylko że po 4 zł!) a potem śpiewaliśmy jeszcze Kinga razem z T.Love, a wcześniej Piekarniki i inne takie z Akuratem. A potem potem trzeba było wracać:(
Po Pszczynie został mi strach, kiedy zgubię moją tabakę (bo każdy, kto widzi moją ozonę cherry, mówi, że miał taką, ale zgubił!) i strach, kiedy ja znowu te wszystkie Kołki zobaczę... I jeszcze dwa koraliki z mojej zielonej bransoletki. I radocha, że nie tylko mi parują szyby w samochodzie:D Ale pięknie było i wszystkim za ten weekend dziękuję :*

© by szczur 25/08/roku pańskiego 2008 18:12:20 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Do zo!

Szczur wybywa. Będzie tłumaczem, przewodnikiem i opiekunka, choć w żadnej dziedzinie nie czuje się kompetentnie. Ale za to zobaczę się z Alą, zrobię tyle zdjęć, na ile pozwala mi moja 512megowa karta pamięci (czemu tylko 512, pytam?!) i zwiedzę to, co zwylke i jeszcze więcej:D
Jeśłi się nie usmażę, to po powrcie czeka mnie Pszczyna. I szczerze mówiąc już sie doczekać nie mogę tańca irlandzkiego, Końca Świata i spotkania ze wszystkimi Kołkami, które akurat przybędą;)
Macie więc spokój od szczura minimum do przyszłego poniedziałku, więc korzystajcie z tego zacnie;D
A przy okazji wyjaśniam, że pisze się do zo!, tak jak na ra!, a nie dozo i nara ;p wiedzcie i pamiętajcie o tym, trzymajcie się ciepło oraz cieszcie się i radujcie tym wolnym, które jeszcze pozostało:D

© by szczur 17/08/roku pańskiego 2008 14:12:21 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

I tak przez siedem zwykłych dni...

Dziś kilka luźnych mysli. Wiem, że moja aktywność tu jest może niepokojąco duża, ale tylko do niedzieli, potem dam Wam chwilę spokoju (ba, chwilę, cały tydzień!). Miszczu może też nie być usatysfakcjonowany, bo we wstępnych planach nie mam zamiaru o niej pisać, ale kto wie, jak to sie wszystko spontanicznie potoczy... ;p
Rzecz pierwsza. Zakochałam się ponownie w 'Hope' Apocalyptiki. Ale nie w tej wersji z Matthiasem Sayerem, a w wersji solo. Powiem Wam, ze gdyby kiedykolwiek ktoś mógł usłyszeć nadzieję, to brzmiałaby ona tak, jak ją ujęli Fini.
Sprawa numer dwa. Znowu moje siostry. Bo wiecie, to jest aż fascynujące, że tak grywamy, kiedy tylko jesteśmy razem wieczorami w domu. I bardzo przyjemne jest wspólne śpiewanie: Kiedyś kuuupię nóż i powyżynam wszystkich wkoło! I nie narzekam, że Happysad i w ogóle, ze tandeta itepe, bo wiem, że to milowy krok w rozwoju muzycznym moich sióstr. Już nie mówię o interpretacji niektórych tekstów, których dokonuje Kajka^^. A jak jej sie spodobała piosenka Pogodna 'Spierdalać'! Oj, trzebaby zobaczyć jej uśmiechniętą od ucha do ucha mordkę
No. A w moim małym królestwie już nie będzie ciszy, nastała bowiem era radiomagnetofonu z odtwarzaczem cd!:D dziś dotarł do mnie i od tego czasu cisza umarła w moim pokoju śmiercia tragiczną:) A czas to idealny, bo własnie wczoraj (to tak przy okazji cudów nad Wisłą jeszcze) z głupa weszłam do biblioteki publicznej w Myślenicach, bo miałam trochę czasu przed miszczoskim spotkaniem. Poszłam na nowości, ale nic nie znalazłam. Poszłam poszukać kilku pożądanych przeze mnie pozycji kolejno w literaturze francuskiej, angielskiej i polskiej, ale, jak zwykle, nie znalazłam tego, czego chciałam. Już wychodziłam, kiedy rzuciłam okiem na stertę oddanych książek. Wpadł mi w oko Coelho gdzieś na spodzie, ale z rozpędu nie zdążyłam zauważyć, co to. Po krótkim namyśle wróciłam, żeby jednak zobaczyć, która to książka. I jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam Czarownicę z Portobello! W tej chwili książka jest już prawie pochłonięta, a ja jak zawsze zafascynowana i ze spisanymi cytatami. Ja nie wiem, jak to sie dzieje, ze książki Coelha, E-E Schmitta, Sapkowskiego, Pilipiuka czy Zafona wchłaniam tak szybko... Gdyby z taką prędkością przywoić sobie Okopień-Sławińską, Płażewskiego i innych...
Idę. Bo późno, a Paulo jeszcze czeka^^

© by szczur 15/08/roku pańskiego 2008 01:03:56 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Miszczu ;p

No. Miszczu, bedzie coś niecoś o Tobie, więc czytaj! ;p
Ale najpierw o czymś niesamowitym. Wieczorami dogaduję się z siostrami, ba, nawet jesteśmy w stanie pożartować! Wczoraj myślałam, że umre ze smiechu, gdy padały różne teksty w stylu: 'Boczki-sroczki. Słyszałaś kiedyś takie rymy?', 'Chyba nie będę mieć dzieci, bo nie będę się umiała nimi obsługiwać', albo kiedy Kaja, wciagając powietrze, gwizdała, stwierdziła w końcu: 'Zaciągnęłam się'. Będą z nich ludzie, trzeba tylko poczekać;)
Hi. A teraz bedzie tylko lepiej:D Otóż: dziś rano wstaję z łóżka o 7.30 (czaicie- student, wakacje i 7.30?!), żeby spotkać się z Elą. Oj, było warto przełamać niechęć i przetoczyć się z materaca na dół, a potem na przystanek:D I przy okazji zakupiłam sobie suszoną żurawinę. Maaaamooo, suszona żurawina chyba do końca życia kojarzyć mi sie będzie z Goh i Hunterfestem i bardzo mnie to cieszy^^ A że u mnie dostałam suszoną żurawinę to po prostu cud nad Wisłą (nie przejmując się tym, ze ode mnie do Wisły jakieś 30 km xD).
Cudem nad Wisłą można też nazwać fakt, iż doszło do miszczoskiego spotkania z Góró Dzieci Dałna, znaną powszechnie jako Kamila C.^^ Otóż ta zapracowana kobieta XXI wieku znalazła dla nas czas w swoim jedynym dniu wolnym. I eh, niech ktoś powie, że nie było warto! Wtrobek oczywiście się na nas wypiął, ale Miszczu i Maciek w zupełności nam wystarczyli:D Po, hmmm... plenerze w Paco zmieniliśmy miejsce pobytu i rodzaj wypijanych trunków. Teraz już wiem, dlaczego tyle alkoholu się dziś przelało! Otóż dziś dzień tępienia szkodników był! Ale kto myśli, ze szczura alkoholem wytępi, ten się myli xD mało tego: próbowałyśmy tez wytępić Maćka, zakłądając Koło Dyskusyjne Pasjonatek Mody Na Sukces i rekonstruując wydarzenia ostatnich odcinków na podstawie fragmentów, które każda z nas kiedyś tam oglądała. Jednak Maciek sie nie dał i w San Francisco pozostał:D
Cudem nad Wisłą można nazwać też fakt, że szczur wziął ze sobą tabakę, bo, jak sie okazało, Kamila miała na nią ochotę, więc mój tabaczany głodzik został zaspokojony na myślenickiej ławce, a Kamila złożyła śluby, że sobie tabakę zakupi xD (bo ona dziewica tabaczana była aż do dziś!).
No. I szczur, wdzięczny za dzisiejszy dzień, mówi wszystkim: dziękuję i robi papaaaa!

PS. Wyjaśnię jeszcze tylko tytuł. To specjalnie dla Miszcza, zeby wiedziała, że tu, w tej notce, jest o niej mowa i żeby nie musiała się męczyć i zastanawiać, czy coś o niej jest:D

© by szczur 13/08/roku pańskiego 2008 23:37:15 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Babskie gadanie.

Tak, dziś będzie bardzo babsko. Przynajmniej przez chwilę, bo chyba nie potrafię przyprawić sobie gęby narzekającej baby na czas pisania całej noty, ale na początku muszę. Bo się szczur sfrustrował. Bo jak sobie nie ponarzeka, to pęknie! A wszytsko przez to, że w mojej parszywej, zawszonej wiosze nie ma do roboty totalnie nic, nawet, do jasnej Anielki, nie ma z kim na spacer iść! Kto żyw był, ten pojechał do pracy za granicę (no, oprócz mnie, mi wystarczą wojaże po naszym pięknym kraju z bandą czechowiczan tudzież myśleniczanki czy leskowianki. Yyyy? tak sie to odmianowywuje?:D), albo boi sie ciemności albo nie wiem. Masakra. Pozostaje mi więc gra w karty z siostrami, co już samo w sobie jest niemałym cudem, bo niedawno jeszcze pozabijałybyśmy się przed pierwszym rozdaniem, ale Kajka za bardzo chce sie teraz wzbogacić, więc nawet nie krzyczy. A Aga zaczyna słuchać znośnej muzyki, zapuszcza czasem nawet Happysad czy Strachy na Lachy, bo to jest w miarę neutralne dla każdej z nas;)
Jako że w związku z narastającym, przytłaczającym poczuciem rudnickiej beznadziei robię różne dziwne rzeczy, ostatnio rozszyfrowałam dla Siura skrót WC (water closet), propaguję Jelonka w Serbii, czytam Mastertona i grzebię po słownikach. Bo pamiętasz, Siur, jak zastanawiałaś się na woodzie, czy mówi się indyjski czy hinduski? otóż odpowiadam: mówi się indyjski. Hidnuski to określenie tyczące się religii (Hindiuzmu). I tak przy okazji, jak to sprawdzałam, natknęłam się na hasło 'Kaniów' i pisze tu, że celownik od Kaniowa to Kaniowowi (ku Kaniowowi), ale przestarzale może być ku Kaniowu^^
I w mojej pogłębiającej się wiejskiej depresji pomagają mi tylko odczasowodoczasowe spotkania (haha, Miszczu, Maciek, pozdrawiam! mam nadzieję, że tego nie czytacie, tylko korzystacie z wolnej chaty xD) i rozmowy gg. Nie ma to jak konwersacja, przebiegająca tematami od Woodstocku, przez dobre serce szczurze, zemstę, dwudziestke dzieci po pustelnię z internetem, albo od łosi, przez emo sremo i komerchę po motherfuckerów. I jeszcze małe spotkanko w przyszłym tygodniu trzyma mnie przy życiu, o! a Góró, spórbuj coś wykręcić, to pożałujesz! (to jest groźba! ;p)
No. To chyba tyle:D troche mi sie lżej zrobiło, niech to brzemię spadnie na Was! a ja w rytmach Pogodna oddalam się od kompa, przegrywać kolejne pieniądze w remika. I nieprawda, że kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma w miłości. Nieprawda!

© by szczur 10/08/roku pańskiego 2008 17:03:16 [komentarzy 10] dorzuć coś od siebie

**Jeszcze?**

Chciałam coś jeszcze napisać o woodstocku, ale tak siedzę i myślę i dochodze do wniosku, że nie ma o czym. Bo pisać o Pieli, jak urwała sobie filtr od papierosa? Albo że była bezkonkurencyjna, jeśli chodzi o skojarzenia w grze w skojarzenia? Albo że ja, Piela i Dziwadło mamy 'cygańskie spojrzenie'? nieeee, przecież nie będe o tym pisać! Chociaż uczynię może małą wzmiankę o tym, co Siur powiedział, paląc fajkę wodną i grając w karty. Bo tekst godzien jest zapamiętania! Siur rzekł wtedy: 'Patrzcie, jak mam dobrze, Dziwadło mi trzyma faję a ja tylko ciągnę'. Przy Dzwiadle w ogóle dzwine rzeczy się działy (matko! ależ się tu dzi nagromaDZIło!)... Np. siedzimy sobie grzecznie na krawężniku i słuchamy Kreatora, kiedy podchodzi do nas pewien osobnik (osobniczka?) i pyta, jak się nazywa główny bohater Piratów z Karaibów. Ja na to, że Jack Sparrow, co bardzo ucieszyło owego osobnika. Po chwili wstaje z krawężnika inny osobnik i mówi do Dziwadła: 'Ale Ty sie nie liczysz. Ja byłem pierwszy'. I tak oto Dziwadło się dowiedziało (czemu ona a nie ja? o.O) prawdy o sobie.
No. Bo już o krzykach na polu namiotowym (-zaraz będzie ciemno! (tudzież jasno;p)
-zamknij się!) wie chyba każdy, tak jak i o tym, że szczur był taką łutstokową dziewicą, która złożyła śluby, że za rok też tam pojedzie, choćby nie wie co się działo;) Wojtek ostrzegał, że tak to się skończy, a ja udawałam wtedy, że jestem w pełni świadoma tego, co wiąże się z pierwszym wyjazdem na woodstock ;p
Więcej chyba o woodstocku pisac nie ma potrzeby (chciecie więcej? wbijajcie do Siura!), chociaż na drodze wolnych skojarzeń na pewno ten temat jeszcze się tu przewinie;)
A teraz połutstokowo słucham sporo Strachów i z przerażeniem odkryłam, że Raissa, zamiast kojarzyć mi się np. z przeszłymi koncertami, kojarzy mi się ze wstawaniem w zimie rano, kiedy to po trzech, czterech godzinach snu szczur w egipskich ciemnościach musiał opuszczać legowisko i zasuwać do Kraka. A wszystko dlatego, że to Raissa mnie wtedy budziła xD Na szczęście 'Idzie na burzę, idzie na deszcz' będzie mi się o wiele milej kojarzyć, tak jak i Pogodno ze swoją górniczo-hutniczą starą ^^
No. Dziś tak nie za długo Was męczyłam, więc nie narzekać (matko, znowu miałam ochote powiedzieć: nie spać, zwiedzać... ;p), tylko niecierpliwie czekać na kolejną notę;)

PS. Szczur, patrząc w, hmmm..., obłoki (:p), stwierdza, że raz może skisnąć, bo na woodstocku ani razu nie skisła, o!^^

PS.2. masakra, zapomniałam o jednym tekście! siedzimy przy piwie z pewnym starszym gościem, który opowiada: 'mam koleżankę, 20 lat jest z facetem, teraz wpadli. Ona poszła po raz pierwszy w życiu do ginekologa, żeby zapytać, co jest, a lekarz do niej: no coś jest!' xD

PS.3. AAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! i jeszcze coś! pamiętacie:"będę brał cię, w aucie, cię, ehe"? xD z dedykacją dla Pieli!:D

© by szczur 9/08/roku pańskiego 2008 00:18:39 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

**(śpiewa)Przystanek Woodstock!**

Jeśli mieliście nadzieję, że szczur z wooda nie wróci, wypadnie z pociągu czy coś w tym stylu, to Was zawiodę. Wróciłam xD i z miejsca mogę powiedzieć jedno: nie ujebię!
A wszystko odbyło się tak: po postanowieniu, że pojadę sama z Krakowa i z Siurem, Dziwadłem, Pielą, Chmurą, Anekiem i Zbychem (nie, żebym znała tylko Siura i Dziwadło xD) spotkam się dopiero na miejscu, poszukałam sobie na drogę towarzystwa, które okazało się być idealne;) (Toffik, Paweł, Wojtek, pozdrawiam!). Po drodze też zrobiło się trochę hunterfestowo, gdy spotkałam gościa, który też na feście był i pokrzyczeliśmy trochę razem, a potem nosiłam jego rasta czapkę. W drodze też zainteresowanie koneserów zwbudziło moje Wino marki Wino i tabaka, którą hojnie częstowałam, a i niektórych tabaczanie rozprawiczyłam;p
Już na miejscu czekały na mnie moje Kołki razem z Pielą, z która potem świetnie się bawiłam, zwłaszcza na Ratatam, Carrantuohill , a potem caaaałąąą niedzielę (Piela, Ty szatanie! xD).
Ale tam poznawanie nowych ludzi to sprawa oczywista, z tym, że od niektórych przejęłam pewne zachowania, a to już nie jest takie śmieszne! Mam na przykład teraz moje pochmurne zachowanie (szczur grozi Chmurze, i to środkowym palcem ;p). Wyszło to na jaw już ostatniego dnia, kiedy w nocy rzeczonego Chmurę budziłyśmy. Potem w autobusie ciągle śpiewałam ‘idzie na burzę, idzie na deszcz’, a wieczorem gram sobie z siostrami w karty, jedna z nich coś tam na nie złego powiedziała, a ja krzyczę na nią: przeproś mnie! I wtedy już się załamałam. Chmura, ty tępy chuju! To przez Ciebie !
Dobra. Rozchmurzmy się teraz, bo powiem Wam znowu, że marzenia się spełniają, nawet te wypowiedziane na głos. Dowód: stoję pod toitoiami z Pielą i czekam na Dziwadło. Czynię Pieli wyznanie: zawsze chciałam mnieć taką nakleję z napisem Toi Toi. Za parę chwil przychodzi do mnie gość i nakleja mi taką naklejkę na plecy;) o jak ja kocham woodstockowych ludzi! Choć moje inne marzenie się nie spełniło, nie znalazłam nigdzie ekipy telewizji Trwam, ale jakoś to przeżyję i poczekam. Za rok ich odnajdę :D Choć to nie było tylko moje marzenie, jak się potem okazało, bo niedaleko na polu namiotowym wisiał olbrzymi transparent z napisem: udzielę wywiadu TV TRVAM. A choć na polu namiotowym mój namiot był oznakowany (pod skrzydłami szczura, tradycyjnie:D), to wiele osób miało problemy z jego znalezieniem. A szkoda, bo załapaliby się może na fajkę wodną albo partyjkę makao, względnie pana lub cygana, może nawet dostąpiliby zaszczytu przegrania i kłanialiby się razem ze mną, Dziwadłem i Zbychem toitoiom. Bo rzeczywiście: jeśli ktoś widział trzy osoby, kłaniające się przed klopami, to byliśmy my:D A jak już wspomniałam Dziwadło, to może zapowiem ją jako wschodzącą gwiazdę rynku muzycznego. Bo w dniach 1-3 sierpnia powstał zespół Pasztet (AAAAAAAAAA!!! Trrrc!), gdzie Dziwadło użycza wokalu. A Siur robi za perkusistę, i c w trrrc! Jest koniecznie wygłuszone. O! A wszystko to zasługa Kreatora xD
A! Jeszcze powiem Wam, że miałam w namiocie potop piwny. A było to tak: zaczęło padać, więc pod skrzydłami szczura zgromadzili się: Siur, Dziwadło, Piela, Chmura, Szczur i fajka wodna. W pewnym momencie Chmura zasnął (a pamiętajcie: gdzie Chmura, tam piwo). I w pewnym momencie to piwo się rozlało i zrobiło potop. Cały papier toaletowy zabrany z domu zużyłam na ratowanie dobytku;p
Oooo, ale ja tu o łuctoku, a o muzyce ani słowa nie powiedziałam xD Nadrabiam więc: Najlepsze według szczurzego gustu koncerty (liczą się tylko te, na których byłam xD) to: Żywiołak, Acid Drinkers (i pięciokrotny crowd surfing! Mój rekord xD przy okazji: dzwoni moja mama i mówi: dziś grają kwasożłopki, nie? xD ), Ratatam, Carrantuohill i chyba tyle xD Vader dał dupy, zagrali za krótko, ale w sumie chyba im to wybaczę, bo ten basista, bo za słabo nagłośniony wokal, bo ostatecznie coś tam zabisowali... xD No i zabawa pod sceną w wiosce piwnej była udana:D
Dobra. Kończę, bo i tak wygląda to jak jakaś polska epopeja, a nie krótka notka blogowa. Żegnam więc i to nie byle jak, a tekstem: Twoja stara pisze teksty piosenek dla Hare Kryszna. O!

© by szczur 5/08/roku pańskiego 2008 12:27:29 [komentarzy 13] dorzuć coś od siebie