Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Ważne funkcje życiowe.

Stanie w korkach owocuje bardzo ciekawymi wnioskami, zwłaszcza gdy towarzystwo włącza się w ferment intelektualny. Ostatnio na przykład okazało się, że jestem jednostronną poligamistką szalikową, czyli mogę posiadać więcej niż jeden szalik, ale każdy posiadany przeze mnie szalik należy tylko i wyłącznie do mnie. W sumie póki co innych szczególnych poligamii u siebie nie zaobserwowałam, choć niewątpliwie istnieją. Ta rzuciła mi się w oczy, bo od paru dni mam szalikowy dylemat (i nie krzyczeć mi tu, że nie ma zimy!). A żebyście nie pozostali bierni, jako czytelnicy bloga, to i Wam mały ferment, a właściwie to dwa fermenty, zaczynię:
1. Zakładając, że łupież to łuszcząca się skóra głowy, to czy Murzyni mają czarny łupież?
2. Jak napisać brajlem 'uwaga, urządzenie elektryczne'?
Poza tym ogłaszam, że jeśli ktoś będzie chciał wiedzieć, jak długie ma wędzidełko, a tym samym jak sprawny język posiada, może zgłosić się do szczura na badanie. I prawda z dzisiejszych ćwiczeń: jedzenie jedzeniem, połykanie połykaniem, mówienie mówieniem, ale język jest potrzebny też do jednej z najważniejszych funkcji życiowych, to jest do całowania!
A z innej beczki: cały czas męczy mnie syndrom zapętlenia trzech piosenek. Jedną z nich odnalazłam po kilku latach (a wierzcie mi, że nie znając wykonawcy ani tytułu i z moim rozumieniem angielskiego, to nie jest łatwe, choć dziś widzę, że tekst jest zabójczo wręcz prosty), a całość tworzy tak swoisty gatunkowy miszmasz, że aż sama się dziwię.
A teraz idę odkorkować, co trzeba, rozcieńczyć, co trzeba i ogólnie pomęczyć się jeszcze trochę, a potem... materac! i może jakieś pogotowie piwne? ;)

© by szczur 30/10/roku pańskiego 2009 16:46:22 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Pora na dobranoc.

Kiedy myślę sobie o mijającym tygodniu, mam ochotę wołać, żeby się już skończył. A tu przecież tyle pozytywów było!
Najpierw w poniedziałek posłuchałam sobie dzieciaków, które posiadają żelazną logikę. Dowód? Logopedka pyta: To jest taki domek. Jak się tu dorysuje kółko, to co to będzie za domek? Dziecko: Domek z kółkiem. Tak więc na pytania trzeba uważać i robić wszystko, żeby maksymalnie zminimalizować ryzyko. A jaka szkoda, że nie mogę pokazać Wam jabłka chorego na świnkę!
Szkoda tez wielka, że czasem Lochness jest nieczynny, że mimo totalnego zawieszenia trzeba chodzić na Młodą Polskę i rozmawiać z selekcjonerem i że nie mam teleportera. Bo gdybym miała, to i z Wtrobkiem bym się spotkała, nie musiałabym biegać po Krakowie nocą w poszukiwaniu autobusu, który łaskawie dojedzie na Plac Centralny i nie musiałabym budzić Dziwadła, a rykoszetem i Piotra. Ale cóż tam, kiedy był koncert Huntera! Szczur nasłuchał się na zaś, napatrzył na Jelonka i Saimona, pokrzyczał, pomachał czupryną i wyszedł zadowolony, że hoho! Już zapomniałam, jak to jest, iść na koncert zespołu, z którym można śpiewać niemal każdy tekst i bawić się tak, że zamiast zmęczenia czuć później tylko czyste zadowolenie. Mimo że, jak przewidywał Siur, z Drakulą porozmawiać się nie udało. Ale bynajmniej nie dlatego, że nie było to możliwe, tylko z powodu autobusu, który i tak uciekł. Tępy. Za to przyganiał kocioł garnkowi, a Krystian tabaczył ze mną anyż. I opłacało się przehandlować czipsy na piwo, opłacało:D
A dziś, mimo pokusy podsycanej przez Martę i Dziwadło, poszłam na zajęcia i usłyszałam, że 'seks jest wszędzie, dlatego chodźcie do mnie na zajęcia'. A po 50 minutach i 155 prawdach niestety przestałam liczyć, bo byłam zmuszona do osobistej, niemal półgodzinnej konwersacji z panem Prawdą.
Tak więc jeszcze tylko jutro, najpierw w roli uczącego się, a potem w roli uczącego (właśnie zamiast sięgnąć po orzechy wsadziłam rękę do kubka z zieloną herbatą, gratulacje) i będzie weekend. Dlatego, co by się do niego przysposobić, żegnam, życząc udanego wolnego (zwłaszcza jutrzejszego czechowickiego!), wesołego święta zmarłych (że tak pojadę Rozmusem) i za Drakulą:
Pora na dobranoc
Bo już księżyc świeci.
Dzieci lubią misie,
misie jedzą dzieci!

PS Wiem, że każdy powinien głosować zgodnie z głosem swojego sumienia, dlatego proszę, zagłosujcie na Jelonka w plebiscycie Złotego Bączka xD

© by szczur 29/10/roku pańskiego 2009 21:35:49 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Głos sumienia.

Wybaczcie frekwencję wpisów. Ale kurde no, muszę!
Bo zapomniałam (już nie jestem tak wspaniałomyślna jak wczoraj, a wierzcie lub nie, ale wczoraj naprawdę moja wspaniałomyślność osiągnęła punkt krytyczny) o kilku sprawach, które nie dają mi spać. A poza tym, jeśli adres mojego bloga ukazuje się w proroczych objawieniach, to może coś w nim jest?
Otóż:
Dziwadło, Ania i Piotr mają bardzo przyjemne mieszkanie! Całość taka peererlowska jest, a pokój Dziwadła to normalnie wymiata! Tak jak i cukierniczka, spłuczka i... krzesło obrotowe. A jak już przy Hucie jesteśmy, to wypada wspomnieć o ważnej rzeczy: wiecie, jak się przechodzi przez ulicę? Powiecie pewnie: po pasach. Otóż niekoniecznie. Kiedy jest zielone światło, to owszem, przechodzimy po pasach, czyli dreptamy tylko po białej części jezdni. Natomiast kiedy jest czerwone, przechodzimy po ulicy, czyli białych pasów dotknąć nie można, ot co. A to wszystko wiem dzięki Siurowi, z którym wczoraj osiągnęłam znów daleko idącą jednomyślność myśli, słów i gestów (uczynków i zaniedbań... aaaa, nie. To nie to xD)
Cofając się wstecz wypada wspomnieć o siostrze Siura, kolejnej już, która pojawiła się w jej życiorysie. Mało, że podobna, to jeszcze obie mają identyczne doświadczenia życiowe (np. 3 godziny filozofii w tygodniu pod rząd!.)
Oprócz tego nie można zapominać o tym, że teraz Muszka Plujka i Żuczek Gnojarek będą rysować się lepiej, bo długopisem trzymanym przez Popcorna.
No i na koniec dodam, że bis z solówką Blues Beatdown był powalający i w ten sposób może sumienie pozwoli mi usnąć, kiedy już co nieco napisałam (znów o czymś zapomniałam, no ale już trudno) i kilka faktów co niektórym przypomniałam ;)

© by szczur 25/10/roku pańskiego 2009 22:07:14 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Codzienna jazda aukotarem.

I nareszcie! Dopiero w sobotę uświadomiłam sobie, że nie byłam jeszcze w tym roku w Lochnessie na żadnym koncercie. Szok to był dla mnie ogromny i dobrze, że nadrobiłam straty. Ale po kolei. Bo i piątek zacny i towarzyski był on był. I to ze spodzianką!
Wybrał się wtedy szczur do Suchej. Na koncert. A przy okazji zrobić Kamili spodziankę, czyli naleśniki. Wprawdzie nie miałam bananów i miodu, ale jakoś to przeżyłyśmy. Tak czy inaczej Kamila na koncert namówić się nie dała, więc spędziłyśmy czas zaśmiewając się do łez ('pociąg wykoleił się, bo szyny były zepsute, albo szyny były złe, albo podwozie było złe'), wąchając marker, oglądając filmy i zaszczycając siebie tekstami z najwyższej półki ('gdzie leży Madryt? W Brukseli!').
I była to dobra zaprawa przed sobotą, bo w sobotę... W sobotę było Acid! Poprzedzone Śledziem vel Majstrem, który tylko teoretycznie przysyłał bezinteresowne smsy, szukaniem skarpetek, przyszywaniem czerwonej włóczki, spotkaniem jastrzębskich gejów śpiewaniem Izajaszowi 'sto lat' i znalezieniem miejscówki na spożycie alternatywy dla żołądkowej gorzkiej (bez której się również nie obeszło). Wprawdzie palety to nie były, ale przynajmniej można było stać, mieć ogląd na sytuację przed Lochnessem i ewentualne zbliżanie się osób niepożądanych. I tak zbliżył się czas (wyśnionego przez Siura) koncertu, ale zanim nastał, szczur dowiedział się, jak to Majster z Siurem bardzo się lubią i jak miło ciągnie się słynnego (!) Majstra za brodę. Musiałam też uratować Siura, albo przynajmniej podjąć takie próby, w czym pomogła Frania. Izajasz miał przy tym problemy z powiedzeniem aukotar, a ja czuję się głupia, bo nie wiem, jak wygląda czapka Ciastka. Wiem za to, ze Siur ma kompleks głowy (buhahahaaa, przypomniałam sobie!), a Majster jak pojedzie na woodstock... albo nie. Tego bez wizualizacji powiedzieć się nie da xD
No, ale do meritum. Koncert. Acidzi jak na scenicznych dwudziestolatków radzą sobie wspaniale. Jak zawsze: mnóstwo ludzi, mnóstwo zabawy i olbrzymia energia. A to wszystko połączone z lochnessową rzeczywistością uświadomiło mi, jak bardzo mi tego brakowało! Nawet jeśli ten siniak pod okiem wyjdzie, to nie zmienię zdania xD (i tak lepiej mieć siniaka koło oka nić zęby odbite na policzku, prawda?;p) Oczywiście skończyło się za szybko, choć są tu też plusy, bo Siur mógł sobie porozmawiać z Perłą a ja spełnić dobry plakatowy uczynek. Przy okazji Izajasz chciał powiedzieć mi parę słów o Drakuli, ale Siur niekoniecznie chciał dać mu dojść do słowa. Niestety mina Siurowi trochę zrzedła, gdy okazało się, że ukradli jej jogurt żurawinowy z Kerfura (Kerfuru?) ;p
A potem przyszła też kryska na Majstra! Najpierw zamknęli mu jego ulubionego kebaba za 8 złotych, potem przepadł przez moją nogę, a między czasie leżał na chodniku przed Galerią. I to nie sam!
Po kilku rozważaniach zaszliśmy do Re, tam podsypaliśmy, podziwialiśmy stoliki i musieliśmy zostawić część ekipy, żeby udać Się z Majstrem na Nową Hutę, co by poszukać osiedla B (co nie było łatwe!). Na szczęście miałyśmy godzinę w zapasie (haha, tym razem pamiętałam o zmianie godzin!) i ciepłe mieszkanko Dziwadła i Ani w odwodzie. A po znalezieniu przyjęto nas z otwartymi ramionami, ugoszczono jak na Polaków przystało, nawet znalazła się nasza stara orzechówka! Piotr odkrył w sobie talenty barmańskie, a Dziwadło wyciągnęło na łąki (bo krzywe drzewo było za śliskie) i powiedziało mi o koncercie, o którym wiedzieć nie chciałam. I tak minął weekend, bo trochę tam trzeba się było potem przespać, wyjść z mieszkania jak za starych dobrych czasów, dojechać do domu i walnąć się na materac, na którym powinien dziś być Izajasz, ale mu się chyba zapomniało;p
Reasumując: watro było pomalować sobie paznokcie na różowo!

© by szczur 25/10/roku pańskiego 2009 17:15:58 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Yhym!

Ta, dzisiejszy dzień, choć zaczął się bardzo wcześnie, zaowocował w niespodziewanie wiele wolnego czasu, więc szczur zrobił sobie dobrze i przygotował sałatkę grecką bez oliwek i wypad rekreacyjno-towarzyski. Mało tego, za chwilę zabierze się za czynności strikte artystyczne, choć niewiele tego artyzmu szczur posiada xD
Choć w sumie przydałoby się w końcu wyspać, bo weekend zapowiada się nader intensywnie. Ale nie! Nie, bo Laśka nie ma drylownicy do kołków bukowych, a Ala zapytana: 'Co zrobisz?' odpowiada 'Nie powiem!' Na szczęście dotrzymuje mi za to lochnessowego towarzystwa i wspiera przed zajęciami z selekcjonerem, który ostatnio na zajęciach wyznał nam, że ma upodobanie w zachowaniu, które trąci sadyzmem. Gratulacje.
Za to pani nauczycielka w gimnazjum, do którego cofam się co wtorek o nieludzkiej porze, ciągle powtarza 'yhym!' (nawet częściej yhYM! niż yhym!), ale do pana Prawdy to jej jeszcze dużo brakuje.
A że puenty nie będzie, bo nie ma co puentować, to wyrażę swoje życzenie, co by Kamila dała się namówić na piątek (bo 'kto nie przyjdzie na koncert, ten cipa')i żebym mimo wszystko miała siłę na sobotę, bo oj, będzie się działo! :D

© by szczur 21/10/roku pańskiego 2009 19:30:44 [komentarzy 8] dorzuć coś od siebie

szczur zażywa cerutin.

Dzisiejszy dzień obfituje w wiedzę. Szczurzy móżdżek jest dość chłonny, a wiedza zaskakująca. Bo dowiedziałam się, że czytanie mojego bloga może być podstawą do przemyśleń nie dających spać. Ba, mało tego: kontemplacja jego treści może rodzić pytania natury egzystencjalnej, jakże ważkie, jakże wymagające odpowiedzi!
Przy tym wiedza, że być może mam jakoś dziwnie objawiający się kompleks Empedoklesa jest niczym.
Co na to wszystko szczur? Zażywa cerutin, aplikowany osobiście przez Chemika, ogląda Charliego Jednorożca i zaśmiewa się na ulicy Stepowej, bynajmniej nie z nazwy ulicy Stepowej. Bo spotkanie pudełkowe było, zebrali się sami wybrani, czyli Trójca genialna, reszta wymiękła. Ich strata. Przy okazji dowiedziałam się, kto to jest Żanet Kaleta i znów nastąpił przewrót w poglądach szczura: po zniesieniu niechęci do psów nadeszła pora na koty. Rudzielec Chemika jest naprawdę wybitnie miłym przedstawicielem swojego gatunku i prawie (podkreślam: prawie!) tak wielkim pieszczochem jak Draka. Spotkanie jednak szybko trzeba było zakończyć, pozwiedzać trochę Swoszowice (eh, te drogi jednokierunkowe) i wracać do brudnickiej rzeczywistości.
A dziś miałam ochotę, taką olbrzymią i przemożną wybrać się na zachód, tak około 100 km, i obiecuję, że kiedyś to zrobię, bez względu na to, że kupa roboty, że zajęcia w poniedziałek, że ble ble ble. Bo uzależnienie uzależnieniem pozostanie, czy mi (i innym) się to podoba, czy nie!
Tymczasem życzę wszystkim spokojnego tygodnia i jak najmniej bezdni, w których życie pochłania samo siebie, o!

© by szczur 18/10/roku pańskiego 2009 18:18:45 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Etap postkurnikowy.

Ostatnio zajęcia przybierają bardzo twórczy charakter, co nie przeszkadza mi oczywiście tęsknić za domem, szczurami, materacem, kołderką i całym asortymentem potrzebnym do odpoczynku. A czymże to nasza twórczość się wyróżnia, zapytacie. Ano na przykład na informatyce dla logopedów (oprócz tego, że odważni mogli uruchomić komputery) stworzyłam ilustrowaną zagadkę gryzoniowo-informatyczną, a van der Walczak tknięty impulsem twórczym uwiecznił dwa homolwy (to już etap postkurnikowy naszej twórczości, choć niewątpliwie utrzymany w konwencji zwierzęcej). Spisał też swój testament, ale wypełniać go nie mam najmniejszej ochoty, więc mam nadzieję, że żona mojego byłego męża żyje i ma się dobrze.
Z uczelnianych aktualności jeszcze: dowiedziałam się, że 'liczenie zalicza się do podstawowych zaburzeń obok mówienia i czytania' a pan Prawda chyba wiedział, że martwię się o jego prawdomówność, dlatego mało, że z ostatnich zajęć wyszłam bogatsza o 232 prawdy, to jeszcze o mało nie udławiłam się ze śmiechu, kiedy na zajęciach powiedział, że 'musimy to doprecyzować, żebyśmy tu pojęciem prawdy nie szafowali'. Bezcenna chwila.
Ale co by nie popaść w bądź co bądź zimową melancholię, pojechał sobie szczur do Suchej Be. Dostał nawet przed tym pozwolenie na użycie szalika, bo dzięki ostatnim pogodowym niespodziankom pora roku została zakwalifikowana jako zima. Po drodze niespodziewanie spotkałam pana Adama z panną Adamową, została wywarta na mnie presja przyszłopiątkowa i z takim bagażem emocji znalazłam się u Eli, gdzie w blasku świecy, której wosk kapał na dywan, słuchałam opowieści Michała i Pawła o oknach, świniach i winach. Po zmianie lokum, gdzie prąd już był, pooglądałam sobie, jak Bea radzi sobie ze SPA (i bynajmniej nie chodzi tu o strukturę predykatowo-argumentową ;p), ale radzi sobie gorzej niż z naleśnikami dla misiów. Może dlatego właśnie Kamila założy sobie bloga, a ja przyjadę tam za tydzień z ciastem na naleśniki, serem, bananami, dżemem, cytryną, miodem i czekoladą. I może czymś jeszcze, nie pamiętam -.-'
Oczywiście musiało to zaowocować dezercją z zajęć, mea kur... culpa ;p Dobrze, że jutrzejsze spotkanie pudełkowe z Chomikiem i resztą nie odbywa się w środku tygodnia!:D

© by szczur 16/10/roku pańskiego 2009 19:18:07 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

CaCO3

Uczelniana rzeczywistość trochę mnie boli, są już pierwsze dezercje, pierwsze czasopochłaniające wycieczki na miasteczko studenckie, pierwsze kity wciskane wykładowcom. Najlepszy do tej pory jest ten: "Czy pan doktor wie, że wszystkie zajęcia, które zaczynają się o 17.00, kończą się dziś o 18.00?" Rozi wiedział, zaśmiał się, i skończył nawet o 17.51. Równy chłop.
Niestety inni tacy równi już nie są, stąd kwitnąca kurnikowa twórczość na przykład, zabawa kolorowymi długopisami żony mojego byłego męża, liczenie prawd i takie tam inne. Przy okazji zajęć z komunikacji interpersonalnej, na której psycholożka podała nam książki, które mogą nam się przydać, nawet gdy je przeczytamy, dowiedziałam się, że mam w grupie dziewczynę, która ma 21 lat i w życiu nie nosiła trampek i co zrobiłam, że zakłóciłam komunikację w grupie.
Ogólnie rzecz biorąc, siedzenie na uczelni po 12 godzin powoduje, że dostaję depresji na zmianę z idiotyzmem, stąd na przykład na zajęcia z panem selekcjonerem przyszłam cała w skowronkach, szerokim, szczerym słowiańskim uśmiechem i powtarzając 'fiu bździu de-ża-wu'. Po prostu mi się pomyliło.
Choć są i dobre strony: gramatyka historyczna udowodniła, że faceci zatrzymali się na osiemnastowiecznym poziomie rozwoju xD A iloczas wytłumaczyłyśmy sobie z koleżanką następująco: kreseczka, kropeczka i po sprawie. I starczy tych gramatycznych bzdur. Bo chcę Was uraczyć inną, hmmm... semantyczną. Cytat z czytanego właśnie artykułu: 'Ojciec przyjechał - komuś nazwanemu ojcem przysądza się własność (bycie w stanie) przyjechania (tzn. taką własność, że zaczął on być w określonym miejscu, w którym uprzednio nie był, a znalazł się w nim za pomocą pewnego środka lokomocji)' i tak dalej, i tak dalej. A szczur na to co? Kobyle CaCO3 ;p
Na koniec piękna prośba: jak ktoś zobaczy na allegro jakiś tani namiot ocieplany z ogrzewaniem albo teleporter, to niech da cynk.

© by szczur 14/10/roku pańskiego 2009 20:43:16 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Lymantria monacha.

Podobno jestem w stanie napisać notkę o chmurze, który dziwadłowo zrobił siuuur na szczura, ale jakoś w to nie wierzę. Że zabawa w Brudnicy dobra była, świadczą dzisiejsze skargi rodziny i groźby, że skończy mi się dzień dziecka (jakby nie wiedzieli, że dzień dziecka w czerwcu jest, a 10 listopada jest Leona!), a można nawet powiedzieć, że udana, bo Siur w pewnym momencie poczuł, że ani w te, ani we w te i zmarnował łyk herbaty. Aha, to zdanie powinno wyglądać w sumie tak:..., bo Siur ****** *** **** **. Bo podobno mam cenzurować fragmenty o niej. A o Chmurze to w ogóle pisać nie powinnam, bo on pewnie poczyta sobie tą notę i spodziewa się, że o nim napiszę. Normalną więc koleją rzeczy powinnam zrobić mu na złość i skazać na blogową jednoodcinkową co najmniej banicję, ale się nie da. A z resztą on i tak wszystkiemu zaprzeczy, więc jeden, yyy, no. Przejdźmy do LEVEL 3.
Zaczęło się w sumie od rysowania śrubek i owiec, ostrzenia noża o filiżankę i opowieści o kurczakach bez napisów, które tradycyjnie w sobotę zjada Siur. Potem było ciężej, bo zajęliśmy się ważkim problemem natury egzystencjalnej: kiedy nosić czapkę, a kiedy szalik. Z kilku propozycji (np. że szalik nosić w zimie, ale nie w lecie, a czapkę w pozostałe pory roku albo szalik, gdy jest zima, a czapkę w okresie jesienno wiosennym) wybraliśmy opcję, że szalik jest na zimę. Z czapką problem był większy, bo nie mogliśmy rozstrzygnąć, czy nosić ją jesienią i wiosną czy wiosną i jesienią. Bo nikt nie może być pokrzywdzony. Na szczęście jakoś wybrnęliśmy z tej dyskusji i rozmawialiśmy o dziurach koło czoła, o tym, że prawda w oczy kole brodą, że ciemna kurwa. Uliczka i dmuchaliśmy draża. Gdzieś tam po drodze dzięki Chmurze wyfroterowałam podłogę, potem Dziwadło z Siurem poprawiło, a na koniec Chmur pomógł im wypolerować ją na błysk (ostatecznie zrobiło się tak ślisko, że Chmur zaliczył piękną, finezyjną glebę). Chodziło wtedy głównie o bransoletki, które później dostałam za bezcen, ale to było już po tym, jak Siur musiał wypić baflo, Dziwadło jeździło na wyżłach, wychodziliśmy za potrzebami filologicznymi, Chmura się pokrył i zepsuło mu się powiecze. Taka wewnętrzna część powieki, której nie widać gołym okiem, wiadoo. Aaa, wcześniej też powstała zagadka: Jaka powinna być ulubiona piosenka Siura? Coco jumbo xD
Nie rozumiem, dlaczego tata wstydził się do nas przyjść (na poczekaniu wymyślił trzy sensowne powody na nie), ale nie przeszkadzał w nocnym piciu piwa, kiedy to Siur nie zareagował już na nagłą awarię w kurniku a Chmura się poświęcił i wyciągnął dla mnie kufel. A potem trza było spać, bo wczesnym bądź co bądź rankiem obudziło nas urocze: śpicie? Dziwadło nie chciało wtedy spadzi a Siur niecnie podsłuchiwał, chociaż w pewnym momencie nie wytrzymał i rykiśmyś miechem. Podczas niedzielnego poranku Elrond stał się nagle Rondlem, Siur przybijał gwoździa, Dziwadło machało językiem (choć szkoda, że nie mogła wyciągnąć języka z kolana) a Chmura ciągle się ruszał i oglądał to, co miał pod kołdrą.
Oczywiście cel nasz nie został osiągnięty, proroczej olisadebowej skarpetki nawet nie poszukaliśmy, ale pograliśmy za to w państwa miasta i w szachy, gdzie ograłam Chmurę i Siura za jednym zamachem. A potem Kołki sobie pojechały, zostawiając mi umiarkowany bałagan i chęć na wyjazd do Czechowic JUŻ. Na szczęście w listopadzie zaś przyjadą i nie ma że nie (Marzenie)!
Matko, dawno takiej epopei nie napisałam, a to przecież jeden wieczór tylko był! Chyba uczelnia jakoś na mnie intelektualnie podziałała;p A co by pozostawić jakiś (tu cytat za doktorem Wilczurem) 'ferment intelektualny', bo nie może być tu tylko czczej gadaniny o lymantrii monasze i innych takich, zapytuję, jak nazywa się mieszkaniec Kutna?

© by szczur 11/10/roku pańskiego 2009 14:57:35 [komentarzy 9] dorzuć coś od siebie

Ogólnie nie wypada.

Nie minął jeszcze pierwszy tydzień, więc nie narzekam. Nie wypada ogólnie;p zresztą wykłady, gdzie wykłada się... tabakę na stolik albo ćwiczenia, gdzie nachodzi człowieka wena twórcza w zakresie muszki i żuczka, nie są złe. Ba, nawet jazda autobusem ma też pozytywne skutki: tu jakieś deżawi personalne, tu twórczość własna.... Bo stworzyłam wariację autotematyczną zainspirowaną Świetlickim:
Nie patrzcie na mnie
Jestem
Młoda brzydka i biedna
Nie patrzcie nie patrzcie
Źle, że młodo nie umrę.
o!
Tymczasem znów mam wątpliwości co do mojej licencjackiej świetl(icz)anej przyszłości. Ojojoj xD
Rekompensują mi to rozdziewiczania tabaczane: moje, Ali i żony mojego byłego męża, sałatka Ali, mianowanie mnie na szefa paczki i spacery, bo tych w międzyczasie jest naprawdę dużo.
A, i moja nowa maksyma, którą musi pełnić rolę pożegnania (oprócz mojego zobowiązania: już nie ubiorę niebieskiej bluzy! BO NIE!) i dzisiejszego przesłania dla Was: Hop, do przodu! życie stacza się dalej!

© by szczur 6/10/roku pańskiego 2009 18:57:58 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

299

Po dwóch dniach studiowania już musiałam pocieszać się łikendowymi planami towarzysko-kulturalnymi. A było na co czekać, bowiem pan Świetlicki, a właściwie to jego uśmiech, rozbroił mnie zupełnie. Wiele oczekiwałam po koncercie Świetlików i nie zawiodłam się, choć "Pogo" i "Brejkam wszystkie rule" muszą poczekać do następnego razu. Było za to 120 gram stocka, potem 120 gram stocka, a na koniec 120 gram stocka, dużo piosenek dedykowanych Romanowi Polańskiemu i okrzyki 'ZŁO-DZIE-JE!'. Miło było patrzyć, jak tańczy (to co, że tylko jedną ręką) Świetlicki, jak dobry kontakt ma cały zespół z publicznością i jak ze wszystkim można się ładnie i kulturalnie dogadać ('Wy klaskacie pół godziny, a my wychodzimy na bis', 'takie tykanie jest niekulturalne, proszę się zwracać do nas per < < panowie > >', 'proszę wyobrazić sobie marzec albo kwiecień' choć swoją drogą ktoś tam wyobrazić sobie nie mógł, czym sprowokował Świetlickiego do parsknięcia śmiechem). Ogólnie rzecz biorąc miło było zawitać znowu w Rudym i w końcu wypić tam piwo z Siurem!
Po koncercie oczywiście szczur szczurem by nie był, gdyby nie podjął prób zdobycia plakatu, co uwieńczone zostało niebywale pomyślnie, bo mało że wypatrzyłam plakat, który nie był jeszcze nadtargany i przyklejony na amen, to wystarczyło jeszcze dla Siura i Ali, która w dziedzinie odklejania plakatów została wtedy rozdziewiczona. Ze szczęścia chyba porównała później Angelo Kelly i Angola (Angolo Kelly, wiadoo!), zadała całą serię pytań à la Ala z pytaniem 'Dlaczego chałka tak się nazywa?' na czele. To już działo się u Siura, po przygodzie z jeżem i po tym, jak Rupert opierał się o wodopój. A potem Siur opowiedział nam o jej najdłuższym kochanku (2 minuty;p). Rano, pospieszane przez Alę, wróciłyśmy szybko, tylko po to, żebym mogła o północy stać się przedmiotem sporu i celem ataku smsowego, którego efekty są jasne: Siur to wróg, Majster to zło a ja się nie wyspałam. Bo o 4.00 obserwowałam konstelacje i ze zdziwieniem spostrzegłam, jak bardzo od ostatniej mojej kontemplacji nieba zmienił się jego wygląd!
A teraz pozostaje zbieranie sił na cały nadchodzący, ciężki tydzień, podśpiewywanie Świetlików i... odliczanie do woodstocku. Przecież to mniej niż 300 (bo 299) dni! Więc Thus! Kauf sie Slippen fur 106 xD

© by szczur 4/10/roku pańskiego 2009 13:34:19 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Z Tosią przez pory roku.

Właśnie pochłonęłam łapczywie kolację (nie patrzcie tak, wiem, że to grzech śmiertelny, ale no, uroki uczelni), włączyłam dla doenergetyzowania się Tenacious D i postanowiłam coś niecoś napisać i to z kilku powodów. Raz - że nie wiem, jak często będę zaszczycać własny blog jakąkolwiek aktywnością, gdy zacznie się studiowanie na serio, dwa - że parę rzeczy ważkich acz ulotnych warto by zanotować, trzy - muszę, po prostu muszę to napisać: z rozrzewnieniem i prawdziwą tęsknotą przyjęłam stertę zadań do zrobienia z niemieckiego i wymysły pani psor (która nota bene jest magistrem xD).
Początek dnia z szaloną Kaśką zaowocował pomarańczową ozoną, której pierwsze smakowanie odbyło się zaraz po pierwszych zajęciach, kiedy to dowiedzieliśmy się, że jesteśmy szczęściarzami, bo jesteśmy jedyni w Polsce, którzy posiadają pełny zestaw programów logopedycznych. A panu profesorowi ręce opadły wzdłuż tułowia, dlatego zapewne opowiedział nam o programie 'Z Tosią przez pory roku', który zawiera na przykład zagadnienie zimy. Znacznie lepiej było na zajęciach, których, szczerze mówiąc, oczekiwałam i nie przeliczyłam się! Doktor Michalik rozumie, że mamy jeszcze wakacyjne serduszka i że niepłynnie mówi się po alkoholu. Okazało się też, że miałyśmy coś, zanim Michalik nam powiedział, że nie mamy. A później inny pan profesor zapewniał nas, że nie stoi jeszcze nad grobem i jest sprawny pod każdym względem i że ma nerwobóle, kiedy czyta "Nad Niemnem". Czyli nie jest jeszcze źle. Tym bardziej, że dokształcę się przynajmniej praktycznie w piercingu, a Maurycy robi prawdziwą furorę :D
No i mogę szpanować psedointeligenckim, profesorskim żargonem. Bo jak powiem, że embolofrazja i embolofazja, zwłaszcza w połączeniu z tachylalią powodują zaburzenia płynności syntaktycznej i semantycznej, natomiast bradylalia może złudnie sugerować idiografizm jednostki, jednak balbudologopeda ma takie problemy prawdopodobnie tam, gdzie ptaki guano, to pewnie niewielu ludzi uchwyci w tym sens ;p
Taaaa, studia studiami, ale jutro trza się dokulturowić, czyli panie Świetlicki, widzimy się jutro na koncercie! Siur, spotkamy się jutro!^^
I na koniec przesłanie:
"Uczmy się" - Lenin
"Leńmy się" - uczeń.

© by szczur 1/10/roku pańskiego 2009 22:13:58 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie