Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Ale włosów farbować NIE BEDE!

Dobrze, że przerwa międzyświąteczna pozwoliła mi nadrobić zaległości. Nie patrzcie tak krzywo, nie uczyłam się;p Za to nadrabiałam moje tyły jeśli chodzi o spotkania towarzyskie. I tak w ciągu dwunastu godzin mogłam zobaczyć Miszczosko-Maćkowe mordki, ograć ich w darta (eh, to szczęście żółtodzioba!), odkryć dość przyjemne myślenickie podziemie i posłuchać niusów rodem z miasta powiatowego. A potem, ciesząc się z puchatego śniegu sypiącego się z nieba, pojechałam z Kamilą i Kasią do Wtrobka. Dowiedziałam się wtedy, że jestem nie ze wsi, a z miejscowości (ze wsi to jest Wtrobek, mimo że w Stróży jest Zibi, bo nie ma ani pobocza, ani latarni;p), choć później Kamila nazywała nas (w tym i mnie) wieśniakami, więc w sumie sama już nie wiem. Ale mile połechtane koniecznością pokazywania dowodów osobistych zawitałyśmy w gościnne progi Wtrobka (do dwóch razy sztuka), aby przeżyć jedyny i niepowtarzalny nocny maraton filmowy z ambitnymi filmami i świetnym komentatorem (brawa dla Kamili!). Ważkie prawdy życiowe, na przykład taka, że warto być sołtysem, zostały szybko wyparte przez inne, choćby takie o możliwości zapładniania przez podanie ręki albo o tym, że nikt nie zniszczy naszych snów! To prawda, bo one istnieją, gdy śpimy! Znudzone komediami z najwyższej amerykańskiej półki, obejrzałyśmy horror vel komedię vel dramat o enigmatycznym tytule 'Kostnica', podczas którego nie przestawałyśmy się śmiać i porównywać Amerykan do Polaków. Film tak trzymał w napięciu (napięcie dotyczyło tylko mięśni kaloryferowatych, bo jak tu się przestać śmiać?), że nie zrobiłyśmy żadnej przerwy na wyroby tytoniowe w szerokim tego słowa znaczeniu. Niestety o poranku nie przyjechała po nas limuzyna, choć bus pod kolor Wtrobkowych oczu też był niczego sobie. Pewnie wynikało to z faktu, że zjadłyśmy o 6.00 pizzę a na przystanku tańczyłyśmy układ węża i prezentowałyśmy ogon pawia, a Kasia nosi na ręce coś prezerwatywopodobnego.
A dziś bawię się w didżeja, kurę domową, szofera i tłumacza i tak śpiąco, między jednym zajęciem a drugim mijają mi szybko godziny. Żeby tak mieć czasowstrzymywacz...

© by szczur 29/12/roku pańskiego 2009 20:11:06 [komentarzy 0] dorzuć coś od siebie

Karpie diem, bejbe.

Wigilia dawno minęła, a szczur dopiero teraz postanowił przemówić nieco ludzkim głosem. Zwłaszcza że ma do wyboru: przemawiać albo się eksploatować. Wybór prosty.
A że czas Świąt jest czasem magicznym, udowodnił też chomik, o czym Kajka raczyła nas zawiadomić podczas wigilii. Co zrobił, zapytacie. Ano 'jakoś tak nie srał w tym tygodniu'. Dowiedzieliśmy się też wszyscy, że 'Ryba to zwierzę?! Ryba to płaz!'. A wszystko przez karpie, karpie diem bejbe. Bo oczywiście atmosfera atmosferą, rodzina rodziną, ale karpia (karpiowa? karpacka?;p) tradycja musi być. Tak jak i Kevin i coroczne zastanawianie się, który z bandytów miał gorzej.
Spokoju nie daje mi również rozkmina na temat rozgrzeszenia. Bo do spowiedzi byłam, starałam się być grzeczna, ba, prezent nawet dostałam, a kiedy chcę wejść na pewną stronę internetową, czytam: oczekiwanie na www.zabawienie.com, po czym okazuje się, że strona jest dla mnie niedostępna -.-'
A nie dowiedziałabym się tego gdyby nie droga od linka do linka, a dokładnie od Huntera, przez stare niedźwiedzie, prastare miasteczka francuskie, święty Graal, templariuszy, Nostradamusa po Wolnomularzy.
Teraz tylko pozostaje wybrać noworoczne postanowienia, skończyć z leniuchowaniem, przejść na poświąteczną dietę i czekać, aż życzenia świąteczne zaczną się realizować, o!

© by szczur 26/12/roku pańskiego 2009 20:53:09 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

'Bo uboga była, rondel z głowy zdjęła...'

Chyba jednak coś z tej książki kucharskiej będzie. Tak jak i z księgi przysłów rumuńskich. Trzeba by zacząć je zapisywać;p

Dziś w ramach przygotowań świątecznych poćwiartowałam cztery serca. W tym mam niejaką wprawę, więc poszło dość łatwo. Przepuszczenie ich dwukrotnie przez maszynkę zaowocowało pięknie pachnącym sernikiem. Bo czy nadmieniłam, że dziś pastwiłam się nad sercami z sera? chyba nie ;p
Ale i tak największą niespodzianką była dziś poczta. I ta tradycyjna i mailowa. Obie wywołały szerokiego banana na gryzoniowej mordce, a dopełniły życzenia na gg i informacje o udanych spodziankach ;)
A na koniec chcę zaapelować do rodziców: nie nabierajcie dzieci na to, że nie kupiliście karpi na wigilię! Nie stresujcie ich niepotrzebnie, nie wywołujcie frustracji, nie żartujcie sobie tak okrutnie. Bo będziecie się musieli spowiadać jeszcze raz! I wiecie, co teraz nastąpi. Nastąpi argument niepodważalny, potwierdzający mój apel: stare, rumuńskie przysłowie. Kto przed Świętami frustruje dzieci, temu coś z kieszeni do śniegu wyleci!
A że Ania się rozchorowała, życzeń specjalnych nie będzie, bo kto życzenia miał dostać, ten dostał. Obyście tylko potrafili docenić magię jutrzejszego dnia i aby było on ważnym przeżyciem nie tylko dla ciała, ale i dla ducha ;)

© by szczur 23/12/roku pańskiego 2009 23:38:26 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

I wszystkim wkoło jest wesoło!'

Piernik na piwie upieczony, 'Folwark zwierzęcy' przeczytany, trzy kufle zaliczone, a i zdążyłam spełnić się jeszcze jako kierowca i spec od kabli. Czyli dzień należał do tych z cyklu: rób to, co umiesz, a najlepiej dla Ciebie, żebyś umiała wszystko. I choć zamierzyłam sobie więcej, niż udało mi się zrealizować, to jednak czuję się zadowolona z siebie i z odrobiny chłopskiego rozumu, którym przewyższyłam dziś z natury chłopski przecież rozum taty. Swoją drogą - fajnie jest siedzieć, zaplątawszy się w metry przeróżnych kabli, testując rozmaite kombinacje ich podłączenia i po paru godzinach uzyskać zamierzony efekt. To kiedy robimy sobie jakiś maraton filmowy w Brudnicy?:D
A i bardzo miło było usłyszeć znów śmiech Wtrobka, zobaczyć lakier do paznokci Kasi i... kręcone włosy Baśki. Teoretycznie powinnam być teraz przefarbowana z tego powodu na blond, ale jakoś lady Gaga nie działa na mnie tak silnie, jak na Wtrobka, który w ciągu dwóch lat zapomniał, że na mnie mówi się per 'szczur' i mówił do mnie po imieniu, czym wprawiała mnie w konsternację. Ale nic to, ważne że nie uderzyła mnie okiem^^
Aaaa, a tak gwoli Waszych miłych naprawdę smsów dobrej woli jeszcze: bardzo poprawiają mi humor, naprawdę, ale dwa smsy wiosny ani zmiany szczurzych poglądów na kwestię starości nie czynią, warto to sobie zapamiętać! (ale przysyłać możecie dalej, od przybytku smsów ani uśmiechu nimi wywołanego głowa nie boli. Przecież znacie takie przysłowie, prawda?)

© by szczur 22/12/roku pańskiego 2009 00:58:06 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

'Tylko odchył normalny jest akceptowalny!'

Nie ma to jak możliwość siedzenia we własnym pokoju i pisania noty. Bardzo miłe uczucie, a i jedno z marzeń, które postanowiło jednak się spełnić.
Ale ja nie o tym chciałam. Najpierw chciałam o Świetlickim. W sumie to od środy już miałam pisać studium zachowania pana Marcina , ale jakoś brakowało mi inwencji twórczej, czasu i siły ;p Zaległości wypada nadrobić, choć chęci wcale nie przybyło, ale wydarzenie goni wydarzenie, więc nie powinnam pozostawać w tyle choć pod tym względem.
Obserwacje Świetlickiego mogłam prowadzić dzięki 20. rocznicy wydawnictwa a5, na który pobieżyłyśmy z Martyną, Alą i Lasią. Kilka dobrych wierszy udało nam się usłyszeć, kilka książek do domu przynieść, trochę wina za darmo wypić i pouśmiechać się, nie tylko w myślach, z zaangażowania pana najsłodszego żula pod słońcem w cały ten miting. Podpieranie głowy na minimum 5 sposobów, kontemplacja sufitu (momentami przypominał aż minę numer 2 z tępego repertuaru), zabawa w polewacza czy pocieranie twarzy - oto domeny pana Marcina tego wieczoru. Choć nie da się ukryć - wiersz wybrał adekwatny do mojego humoru, a uaktualniając go dość improwizatorsko o akcenty polityczne i żywieniowe jego osoba wzrosła jeszcze w moich oczach.
A z beczki kołkowej: nie wiedziałam, że Siur i Dziwadło mają znajomości z Dziadkiem Mrozem, który ma znajomości z Mikołajem! Wszystko wyszło na jaw, kiedy dwa wyżej wymienione Kołki (nie, nie Mikołaj i Dziadek Mróz, te jeszcze wyżej;p) zagościły w Brudnicy. Wydarzenie to przejdzie do historii jako wyciskacz łez, bo wiedzcie, że Kołki działają lepiej niż zielona herbata! Tak bardziej głębiej :D Siur udowodnił, że przysłowie 'przez żołądek do serca' jest u niej jak najbardziej aktualne, mało tego - czasami błyskała swoim serduszkiem, choć w pewnym momencie pojawił się ferment: gdyby Siur zaczął nam schodzić na zawał, gdzie przyłożyć jej defibrylator? Ale dywagacje nasze szybko zeszły na drugi plan, gdy zaczęłyśmy rozmawiać na temat snów Siura, a Majster wyczuł moment, żeby napisać bezinteresowny (choć nie do końca śmiem w to wierzyć;p) sms, a potem sam z siebie przyznał, że szczury to mądre zwierzęta są. Wiem, że to zdanie powinno znaleźć się na końcu jako puenta, morał i prawda życiowa, ale zakładam, że i w tym miejscu wybrzmi odpowiednio dostojnie.
A wracając do Kołków: popijając popiwo, a nie, popijając drinki z prezentu od Dziadka Mroza (który zaiste mroził, a przynajmniej wtedy, gdy go szukałam), obserwując, jak Dziwadło liże prawie że łokieć, i grając w zgaden sie bitte kto ist kto, upłynęła nam część wieczoru. Oczywiście były i złote myśli Siura ('taki chłopak mówi do drugiej dziewczyny' albo: 'szczur ma pełną skrzynkę i ręce roboty'), czytanie w myślach (i nie tylko ja czytałam!), umawianie się na korki z gramy historycznej i youtube. I uznanie 7upu za oficjalny napój mojej uczelni. I oczywiście gwóźdź wieczoru: 'Wielbłąd'. Gdzieś tam jeszcze obejrzałyśmy trochę zdjęć i rozwiązałyśmy metrową krzyżówkę, która jednak nie poszerzyła tak mojego spojrzenia na świat, jak poranna rozmowa telefoniczna, podczas której dowiedziałam się, dlaczego się nie wysypiam. Bo jak mówi stare, rumuńskie przysłowie: Im krótsze masz włosy, tym dłużej możesz spać. Czy jakoś coś w ten deseń ;p
Podsumowując: już nigdy nikt nie chce brać metala na tą imprezę, a przecież bez niego byłoby smutno!

© by szczur 20/12/roku pańskiego 2009 22:58:29 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Baflo!

Okazuje się, że kwestia końca świata nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta, jak wydawało mi się ostatnio, tak samo jak sprawa mojej pamięci (na szczęście:D). A wszystkie te rewelacje nie wyniknęłyby, gdyby nie urodziny Ali i skrzętnie ukrywana przez nią impreza, której tak do końca z Dziwadłem nie byłyśmy świadome i chyba dlatego postanowiłyśmy do Szymbarku się wybrać. Bardzo miło podróżuje się w towarzystwie, zwłaszcza na najlepszych miejscówkach w autobusie. I ich wyjątkowość nie zależała tylko od kwestii terrorystów. Ale oczywiście bez ogólno autobusowych (bo niezależnych od miejsc) minusów się nie obeszło. Bo, wyimaginujcie sobie, autobus miał klimatyzację. Zepsutą. Mrożącą. Złą;p
Ale droga jakoś nam minęła, a w Gorlicach czekała na nas delegacja powitalna w składzie: Ala, Gosia (podobna bardzo bardzo i pod wieloma względami do Gohy) i Tomek. A potem zaczęło się to, o czym zapomniałam, że jest elementem integralnym pobytu u Ali, a mianowicie: wmuszanie jedzenia ;p Ale niekoniecznie się daliśmy, dlatego chwilę później mieliśmy w brzuchach odrobinę miejsca na tort (do którego świeczki trzeba było wbijać dopiero po skomplikowanych obliczeniach, użyciu linijek, kątomierzy i poziomic). Przyczyniło się też do tego wino, bo wiadoo - jak coś zjesz i przepijesz winem, to możesz spokojnie jeść dalej. A korki do wina możesz kupić na allegro już po 30 groszy. Tak uświadomieni i poganiani przez mamę Ali (‘No! Pijemy! Co to wino tak będzie stać!’) rozmawialiśmy o kapturkach, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i osłach, które były oswojone nie gdzie indziej, jak w Afryce. A potem zaczęło się na dobre. Wino było słabe (haha!), więc nikt (haha!) nie czuł, żeby jakkolwiek działało (hahahahaha!), dlatego śmiertelnie wręcz poważni słuchaliśmy (hahaha!) o tym, jak to mama Ali czeka na gości, z którymi będzie pić wódkę i zalewać grzyba i proponuje Tomkowi świeże robaczki (bo ‘Jakbym miał, to bym zjadł!’). Międzyczasie porozmawiałam z Krzyśkiem o baflo i tym samym wypełniłam zadanie wysłannika terenowego, a co mniej wytrzymali udali się na spoczynek. Tu może Was zaskoczę, ale zostałam :p I dobrze, bo gdzieś między WWWiP (winami, wiśniówką, wodą i piwem) znów płakaliśmy ze śmiechu, opowiadając kawały i grając w grę wytrawnych Waffen SS. Andrzej zgadł, że jest Księciuniem, ja odgadłam, że chodzi o Lolka a Ala już po pięciu pytaniach domyśliła się, że jest Reksiem. Gorzej miało Dziwadło, ale najgorzej Krzysiek, chociaż to Gosia narzekała (‘jebany Paszczak’). W ogóle to Ala bardzo długo nosiła koronę, przez co Andrzej traktował ją lepiej niż nas, ale ostatecznie możemy mu to wybaczyć, bo zna spodnie z GSu. Impreza zakończyła się późno w noc, kiedy Windows puszczał już któryś raz z kolei te samie piosenki, Gosia nie mogła znieść śpiewania Tomka, które wcale nie było złe i gdy dowiedzieliśmy się, że Sokół (ten od brania w aucie) jest praprawnukiem Stanisława Wyspiańskiego. I, wierzcie lub nie, rozeszliśmy się do łóżek koło 3.30, a szczur nie zasnął przy stole ani razu, mało tego, mimo wielu mieszanek, kieliszków od serca i tabaki, pamięta wszyściusieńko. Oprócz tego, co trzeba wpisać w youtube, żeby znaleźć filmik Krzyśka -.-‘
A rano (ba, ‘rano’ to w tym przypadku taki eufemizm) pośmialiśmy się z Makłowicza (‘zdjąłem rękawiczki i mięso z palnika’), robiliśmy miejsce na małym stole, sprawdzaliśmy zawartość cukrów w sokach i raczyliśmy tabaką. Przy czym muszę wspomnieć, że Gosia pod tym względem zupełnie wymiata. I lubi anyż! A karta Clubcard z Tesco się przydaje. Potem jeszcze tylko wystraszyła nas martwa mucha i postanowiliśmy opuścić Szymbark, zwłaszcza że wisiała na nad nami groźba obiadu ;p
I tak, bogate o nowe znajomości i prawdy życiowe, na przykład takie o zastosowaniu gałki muszkatołowej, wróciłyśmy z Dziwadłem do Krakowa i rozeszłyśmy każda w swoją stronę.
Tym razem szczególne podziękowania i ukłony kieruję w stronę Ali :* Ali i Dziwadłowi się należą, więc Dziwadło, dzięki i żałuj, że odcedziłaś sobie te grzyby w zupie ¬¬;p

© by szczur 14/12/roku pańskiego 2009 08:31:37 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Spokojnie, świat się jeszcze nie kończy.

Dziś piszę głównie dlatego, żeby powiadomić Was, że na koniec świata się jeszcze nie zanosi, możecie spać spokojnie. Mimo iż, jak wskazują ostatnie doświadczenia, kończy się era szczura w roli pamięci podręcznej. To teoretycznie samo w sobie mogłoby ów koniec spowodować, ale ważny jest także fakt, że prorocy mają jeszcze wizje (choć ich nie pamiętają). Jest dobrze.
Poza tym chyba znów żyję w dobrych stosunkach z weną twórczą w zakresie robienia kartek. To chyba nie zasługa cyfrala (co innego wi-fi;p), choć kto go tam wie, ostatecznie nie odkryłam jeszcze do końca, co mi w niego wpisali.
I choć dzisiejszy wieczór towarzysko nie wypalił, ja się Wesele (ach, ta Młoda Polska), a jutro wybieram do Szymbarku, złożyć Ali najlepsze życzenia z okazji urodzin, przypomnieć sobie, jak Szymbark wygląda, popatrzyć, czy wierzby dobrze rosną i wypełnić rolę wysłannika terenowego.
A jeśli chodzi o nastrój, to nie podoba mi się (no dobra, tak naprawdę to podoba, choć zdecydowanie mnie to rozkojarza), że mam powrót fazy woodstockowej i wiadomo, kto jest winowajcą. Kapitan Bomba splunąłby i wiadomo, co powiedział, więc nie będę powtarzać. Lepiej pójdę nadal się weselić.

© by szczur 11/12/roku pańskiego 2009 23:43:09 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

'Na wszelki wypadek aktywuję cyfrala'

Jak to dobrze, że w mijającym właśnie tygodniu pojawiła się jakaś ciemność w światełku, czyli my precious, dzięki któremu do pełni szczęścia w tym zakresie potrzeba mi tylko internetu. Mam nadzieję, że choć to marzenie się spełni, mimo że wypowiadałam go na głos wielokrotnie.
Cała ta sytuacja trochę poprawiła mi humor, a reszty dopełniła Ala, czarując: 'czary-mary, hokus-pokus, załamkosus znika w chwilus momentus' i 'uśmiechus się szczurus'. Jeszcze jakaś muzykoterapia, jeszcze jakiś wyjazd w weekend i będzie dobrze. Choć oficjalnie ogłaszam zamknięcie tegorocznego sezonu koncertowego. W końcu trzeba odpocząć;D Ale ale, ziarno zostało zasiane a plon zebrany: Szalona Kaśka wyznała mi dziś, że zakochała się w Acid Drinkers. Dobry gust pozostaje w rodzinie!
A póki co szczur znów dzieli czas między uczelnię, swoje rozbiegane i wiecznie uśmiechnięte bliźnięta a autobusy i nie może doczekać się Świąt. I zmaga się z leniwymi do granic możliwości gimnazjalistami. I symuluje zatrucie pokarmowe. I w ogóle robi mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, zamiast porządnie się wyspać. Bo, jak uczą mnie ostatnie doświadczenia, nie da się na dłuższą metę z powodzeniem prowadzić życia uczelnianego i studenckiego (bo to dwie różne sprawy są;p).
A na koniec podzielę się z Wami mają małą frustracją z powodu pana Grzędowicza. Bardzo polubiłam Vuko, jestem wdzięczna Jarkowi za to, ze uświadomił mi, że posiadam świetnego Cyfrala i że stworzył dla mnie wspaniały azyl na drugim końcu kosmosu, ale ile można to ciągnąć? ;p

P.S. Czy jeśli Mikołaj o szczurze zapomniał, ba, nawet się do szczura nie uśmiechnął, to znaczy, że byłam niegrzeczna? o.O

© by szczur 9/12/roku pańskiego 2009 22:06:42 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Rozpad planów.

Ciężko wziąć się za pisanie, wiedząc, ile ma się zaległości. Zwłaszcza, że o niektórych wydarzeniach wiele osób już pisało. Niemniej jednak czuję powinność napisania małego co nieco.
W poniedziałek Lochness dopilnował, żeby tradycji stało się zadość, czyli trzeba było szukać innego miejsca na piwo i tabakę. No a jak nie Lochness, to... Lochness, więc zmieniłyśmy tylko ulicę. Była to mała zaprawa przed wtorkowym nalotem na Siura. Kołkowa drużyna w składzie Dziwadło, Chmura i ja, psychicznie wspierana przez Pielę i konspirująca z Kowalskim spełniła swoje zadanie, czyli zaskoczyła Siura, dostarczyła tort, prezent i wróżby i zrobiła małe zamieszanie na Usiu (siusiu, usiusiu!). Chmura z tego powodu opuścił nawet terenówki z łopatologii stosowanej, a ja poważnie zastanawiałam się, czy nie zrobić sobie kursu na instruktora nordic walkingu. Czekając jeszcze na Siura doszliśmy do wniosku, że najlepsze ksywki/imiona to takie, których wołacz kończy się na o, więc dziewczyny są w komfortowej sytuacji ogólnie :D A potem wywołaliśmy uśmiech na twarzy Siura, sprawdziliśmy czas na zegarku tabaczanym i można było iść do Kredensu, zasiąść w wygodnych fotelach i zagrać w zgaden sie bitte kto ist kto. Tym razem posypały się cypiski, einsteiny i inne takie, a ja, dzięki standardowemu pytaniu, którego teoretycznie miałam nie zadawać, ale czas poganiał a mi nie chciało się już myśleć, dowiedziałam się, że jestem z Doliny i w końcu odgadłam, że jestem Małą Mi. Niestety czas z Siurem i resztą minął strasznie szybko, więc trzeba było wracać, planować szkółkę leśną, wymyślać logopedyczne wyrazy (koagulacja! kognitywizm! gorzałka!) i myśleć, jak wspaniałym wynalazkiem są pociągi.
W piątek natomiast wyciągnęłam Alę w plener. Połaziłyśmy po kamieniołomie, łamałyśmy prawo, balansowałyśmy na krawędzi, myłyśmy buty w kałuży i szukałyśmy laptopa. A potem oglądałyśmy filmy i filmiki i płakałyśmy ze śmiechu. Dzięki temu nie myślałam, że moje plany weekendowe się rozpadły, że miałam być wtedy na długo oczekiwanym koncercie i że na niedzielny też nie pójdę. Ale grubo myliłam się, sądząc, że weekend spędzę w Brudnicy. Wszystko dzięki T.Ch. (rozwinięcie inicjałów dowolne:D), który nie chciał, żebym już zasypiała. A że zapraszał na andrzejki, zapewniał wikt, nocleg i dobrą zabawę, mało tego - wywołał we mnie poczucie winy (zupełnie nie rozumiem tego czechowickiego toku rozumowania, które reprezentuje tez Siur!), to cóż pozostawało zrobić? Tym razem jednak to Chmura był moją pamięcią podręczną, ba, w pewnym momencie nawet świadomością, gdy osiągnęłam stadium przytakiwania. I podręcznym horoskopem. No i oprócz tego był moim bratem oczywiście, jak to zauważył Jacek Daniel w pożyczanej koszulce. Musze przyznać, że picie wódki skurwolańskiej było niespodziewanie przyjemne, pójście na imprezę, na której nie zna się nikogo, ma dużo plusów i dobrze, że Chmura postanowił się ograniczać przez antybiotyki ;) A w wielkim skrócie: pejsy i wąsy są w modzie, umiejętności logopedyczne przydają się w każdej sytuacji a zwłaszcza podczas wymawiania kosmicznych nazw, Chmura wcale nie ma dwóch lewych nóg, za to chyba pamięta już, jak mam na imię (wprawdzie i tak tego imienia za bardzo nie używał, pewnie dlatego, że to mnie nie zobowiązywało do mówienia o nim 'Tomek' albo 'Tomku' ;p), a aparatu mogłam mu nie oddawać. Chociaż w sumie dobrze, że nie wziął go na imprezę, bo raz: miałabym pewnie zdjęcie z papierosem, dwa: na pewno nie przypilnowałabym, żeby Chmur zabrał go z powrotem. A potem znów udowodniłam, że mogę zasnąć wszędzie xD
W każdym razie: tak dobrej (żeby nie powiedzieć wspaniałej) zabawy się nie spodziewałam i bardzo, bardzo za nią dziękuję :* (i na tym koniec dziękowania już definitywnie;p)

Mikołaju, za rok też chcę być w tym czasie w Czechowicach! ;)

© by szczur 6/12/roku pańskiego 2009 16:19:26 [komentarzy 11] dorzuć coś od siebie