Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Dojczen wojnen już morgen!

I skończyło się rumakowanie. Nadwyrężony mocno organ, który w mojej głowie imituje mózg, jeszcze się nie zregenerował i ciągle przebywa na urlopie. W związku z tym jako następny szczurzy organ kwalifikuje się do natychmiastowej transplantacji. Zwłaszcza, że jutrzejszy egzamin do najłatwiejszych nie należy, a rzekoma piątka z niego lewituje i upadnie zapewne do góry nogami. Ale student bez poprawki, ba, student bez warunku... wiadoo. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, oprócz tysiąca głupich pseudoniemieckich powiedzonek, to zawołanie: Matko Boska Chrystusowa, ukrzyżuj mnie, bo padnę! I ciągle tłucze mi się po głowie pomysł, żeby namalować Jokera. Będę to musiała zrobić. Koniecznie.
Na szczęście na wszystkie problemy, bolączki i rozterki rozwiązanie ma Kapitan Bomba, więc go na koniec zacytuję: 'Nie ważne, co mam w sercu. Ważne, co mam w dupie.' I oby to nie było szwabskie zatwardzenie ;p
A żeby poprawić sobie humor, pójdę jutro zapolować na mój wiersz. I oby mi się udało!

© by szczur 31/01/roku pańskiego 2010 20:17:37 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Oj tam, oj tam!

Dobra. Dziś o półmetkach. Bo raz, że mam półmetek sesji i to z naprawdę dobrym wynikiem. Dwa (czyż to nie wspaniałe?), jeszcze tylko pół roku do woodstocku. Szczurzy pyszczek raduje się i weseli tym bardziej, że mógł podwójne swoje zwycięstwo oblewać w zacnym, Kołkowym gronie. I gdyby nie to, że mój mózg już zupełnie po tylu dniach nauki był zupełnie wyczerpany i postanowił się zbuntować i prawie nic nie rejestrować, to powstała by tu wysoka epopeja. A tak, powstanie tylko zaprzyszła.
Najpierw Kołki, zahaczając o upowego, chwilowo koedukacujnego tojka, odebrały mnie z uczelni, a potem podążyliśmy do Starego Portu, gdzie tradycyjnie dostałam prezent. Tym razem nie pozostałam dłużna i również też jakiś podarunek miałam, z tym że niekoniecznie dla tej osoby, dla której powinnam. Nic to - pośmialiśmy się, spotkaliśmy z Dziwadłem i Anią a Sąsiadka dołączyła do baflo i z miejsca musiała trochę więcej wypić. Potem z Dziwadłem ulepiłam bałwana i zesiwiałam, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało.
A potem była Brudnica. I Leśny Dzban i Bols, który nie był Bolsem. To dodało nam polotu w wykonywaniu nieskoordynowanych ruchów, odpowiadania na pytania Sąsiadce, która prawie nic nie wiedziała i zwierzanie się (Siur pije od 17 lat!). Rozbudowaliśmy teorię powiecza o podwiecze i średniowiecze, a rozmowy matematyczne o iloczynie, dzielnej, odjemnych i całkach (całka to połóweczka plus połóweczka) i o agonalnym, ostatnim krzyku mody przeplataliśmy dmuchaniem draży, w czym pobił nas Siur, czyniąc z drażem lepsze rzeczy niż piłkarze z piłkami. Bo oni na pewno nie umieją przyklejać sobie piłki pod nosem xD W ogóle Siur był gwiazdą spotkania, bo odkąd ma soczewki, ma większą gamę ruchów mimicznych, odblokowała się jej aktywność umysłowa i mowna. No i była niczym Madonna z 'Frozen', wiadoo. Bo the night is ciągle trwa! a potem była jeszcze gra w zgaden sie bitte, kiedy pojawiły się wątpliwości, czy muminki były zwierzętami , bo przecież są podobne do hipopotamów. Chmura trochę z zabawą się zapędził i liczył pytania zanim wymyśliliśmy kategorie czy nawet osoby, mało tego - mówi! Ale jakoś nas koło czwartej zmiotło i położyliśmy się spać. Bardzo się starałam, żeby się w nocy nie pchać, co chyba mi się udało, bo rano Kołki były w dobrych humorach a nawet robiły sobie sremo zdjęcia. Chmura nawet z biedronką:D Potem usiłowaliśmy zjeść śniadanie, ale było to utrudnione przez przypominanie sobie starych haseł i przez aktywność, niekoniecznie mowną, Siura, przez co niektórym może zostać trauma na całe życie. Jeszcze potem krótka zaduma nad szczoteczką do zębów i niezbyt chwalebne wprawki skrzypcowe dla Siura i Kołki opuściły Brudnicę.
I to recenzowałam ja, ratowniczka zdrowia i życia, która nie dała się zagiąć, chyba że aorystem xD

Kołki, dziękuję pięknie za przybycie! Czekam na kolejny nalot na Brudnicę :D
A wszystkim, którzy dzielnie wspierali mnie w trakcie przygotowywania się do karkołomnego czwartku i Bobkowi, który podzielił się ze mną sałatką serdeczne Bóg zapłać! :*

© by szczur 29/01/roku pańskiego 2010 16:32:16 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Polecam. Żanet Kaleta

Piję sobie ciepłego earl grey'a (hmmm, czy earl grey o tej porze nie powinien nazywać się late grey?) z sokiem z połowy cytryny i myślę, że zasugeruję się groźbami Siura i zdziknę. Wprawdzie ona groziła samej sobie, ale to nie zmienia faktu, że choć mamy różne (choć hmmm... niekoniecznie w zupełności) powody, to skutek może być identyczny. Bo jak można na trzecim roku studiów uczyć się czytać?! Zresztą uczyć to słowo na wyrost, bo pół dnia to ja się zastanawiam, za co się chwycić, żeby zdobyć poczucie, że robię cokolwiek, aby wydostać się z czarnej dupy, w której niewątpliwie się znajduję i, jak widać na załączonym obrazku, działa to na mnie tylko i wyłącznie demobilizująco. Ale ale, dbam przynajmniej o swoje zdrowie psychiczne, dlatego snuję plany przyszłoczwartkowe, a w sprawie piątku w lutym konsultowałam się z lekarzem i farmaceutą a nawet Chmurą, który wymyślił mi bardzo dobrą wymówkę. Czy zasłuży sobie ona na miano wspaniałej - przekonam się we wtorek. W każdym razie Żanet Kaleta powiedziała: 'Polecam!', więc czuję, że mam błogosławieństwo na imprezę u Mojego Pana ;)
Pan Świetlicki patrzy na mnie znad kieliszka z okładki swojego tomiku, muszka i żuczek czekają na przerysowanie do notesu, skrzypki czekają na to, aż w końcu wezmę je do rąk, więc muszę się pożegnać. Tym bardziej, że nie lubię pisać i pić czegoś ciepłego, bo albo to coś stygnie albo myśli uciekają ;p

Edit.
Otwierając napój energetyzujący pomyślałam, że ten dźwięk jest tak podobny do dźwięku otwieranego piwa, a jednocześnie ma tak nieprzyjemne powiązania... ;p Ale choć na chwilę się obudziłam, bo oto dotarłam do notatek, w których króluje Chytry Umfu, chlast w mordę Samsona, Matka niebieskiego Pana śliczna ino po kolana i wiele innych :D cóż mogę rzec? A w główce ma rzeństo! :D

© by szczur 23/01/roku pańskiego 2010 21:27:27 [komentarzy 9] dorzuć coś od siebie

W myśl Króla Juliana

Wczoraj śnił mi się koszmar. Wyimaginujcie sobie, że przyśniło mi się, że jakiś tajniak zabrał mi Bimbera i Ugryzia tylko dlatego, że dowiedziałam się, że jest tajniakiem. Swoja drogą - dupą, nie tajniakiem, skoro zostawił egzemplarz "Wesela" z instrukcją dotyczącą szyfrowania wiadomości na stole w swojej poczekalni.
Na szczęście dzień był bardziej fortunny niż sen, ponieważ spotkanie z panem Prawdą było bardzo przyjemne, prawda. A dzięki temu poczułam na własnej osobie, jak udzielanie się na forum wpływa na wizerunek człowieka w grupie i stałam się specjalistką od aktów. Komunikacyjnych (jak się nie ma, co się lubi...;p). Pocieszający jest fakt, że wiedzę mogłam przyswoić sobie nieco woodstockowo i gramofonowo a moje mapy myśli i rysunki pomocnicze posłużyły nie tylko mnie. Jednak żonę mojego byłego męża (którą znowu rozsławiam) łączy ze mną wiele, choć Walczak nalega na terapię małżeńską w (minimum) trójkę, bo chce wiedzieć, czy taka terapia byłaby w ogóle możliwa albo choćby dlatego, żeby dowiedzieć się, kim my dla siebie w ogóle teraz jesteśmy.
A że znów chcę zbudować wypowiedź (hym, tekst zwerbalizowany o charakterze substancjonalnym) spójną, koherentną i o budowie klamrowej (dla łatwiejszego określenia jej skończoności) powiem, że Bimber i Ugryź bardzo lubią zieloną herbatę. Czarna nie za bardzo im podchodzi, co dobrze o nich świadczy. A zdaniem powyżej się nie przejmujcie, czasami miewam przebłyski tego slangu językoznawczego, który uruchomił mi się dziś dzięki rozmowie z Walczakiem i gdy słuchałam sama siebie, to byłam przerażona. Co tez studia robią z człowiekiem!

© by szczur 21/01/roku pańskiego 2010 23:43:34 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Glupotae totale

Wygrzebując się spod notatek i kserówek śpieszę, by donieść, że dowiedziałam się w końcu, jaki status posiada mój blog. Otóż w świetle prawa to (uwaga!) utwór literacki. Mało tego - muszę umieścić na nim znaczek copyrightu, bo wprawdzie w Polsce i bez tego kopiowanie i jakiekolwiek inne wykorzystywanie mojego bloga w celach publicznych i komercyjnych jest niedozwolone i narusza prawo, ale amerykańce o tym nie wiedzą i na pewno mojego bloga kopiują. A jeśli chodzi o zakwalifikowanie gatunkowe, to noty moje oprócz tego, ze przypominają starożytny gatunek glupotae totale, to z perspektywy współczesnych gatunków spełniają większość wymogów... notek typu reportaż. Kto nie wierzy - mogę przesłać skany artykułu o reportażu ;p
No. A oprócz tego trwa u mnie od weekendu nadal osiemnastkowe zamieszanie i jego konsekwencje, choć weekend nie należał do najgorszych, bo słuchając mojej małej kuzynki nie można było nie płakać ze śmiechu. I to z byle powodu, np. kotów ('Koty? na dach z nimi!'), kebabów ('dziewczynka z kebaba, yyyy, znaczy kebab z dziewczynki!'), rysiów ('wiesz, że ryś grasuje w opolskim?') czy Kasi C. ('bo co mnie obchodzi jakaś Cichopek, która ma małą rękę i 150 co wzrostu?!'). Moją zośkę w przypływie amnezji nazwała Małgośką i wyznała, że zawsze chciała być chomikiem. Przez to wszystko weekend należał do jałowych naukowo, ale bogatych w ćwiczeniu kaloryfera ;-)
A tymczasem straszy mnie śnieg, który podczas zsuwania się z dachu robi straszliwy łomot za moimi plecami. Dekoncentruje mnie to okrutnie, ale w sumie dekoncentruje mnie wszystko i tych dekoncentracji ochoczo się łapię, byle tylko oddalić się od książek. Nawet ochoczo i rączo niczym łasica pobiegłam dziś wyczyścić Bimberowi i Ugryziowi klatkę.
No ale no, nie tylko nauka mi w głowie, nie myślcie sobie! Oprócz presupozycji, predykacji, performancji, kohezji, koherencji i miliona innych bzdur była na przykład ochota na dokulturowienie się, co też z Alą uczyniłyśmy na wystawie rycin Goi. Potem oczywiście nastąpiła też faza odkulturowienia i zdobywania zaliczenia w stanie identycznym jak zaliczenie informatyki. I na dobre mi to wyszło, powiem Wam xD
A kończąc podzielę się wiadomością, że Świetlicki napisał o mnie wiersz, znaczy o moim stanie wewnętrznym i tylko jeden wers się w nim nie zgadza, ale może jeszcze kiedyś się ziści. Bo to wers o leżącym parasolu ;p
Dobra. Dałam upust mojej potrzebie pomęczenia Was, więc mogę teraz pomęczyć domowników skrzypkami, a potem sama siebie dalszym siedzeniem w notatkach. Bo jutro staję oko w oko z samą Prawdą;p
Żegnam więc. I pamiętajcie: kopyrajt orajt!

© by szczur 20/01/roku pańskiego 2010 16:29:36 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

A co to w ogóle za muzyka jest?

Od środy ambitnie konkuruję w naszym plebiscycie na losera roku. Wszak na ów tytuł trzeba sobie solidnie zapracować!
Ale co by nie zeszło na ton litanijny czy wręcz elegijny, może napiszę co nieco o wczorajszym koncercie. Bo w końcu, mimo całego zamieszania na uczelni, morderczych zaliczeń i wizji egzaminów poczułam, że żyję i czuję to do dziś, ruszając głową ;-) Oczywiście przed koncertem troszkę się upiwniliśmy w loży szyderców, z jednej strony mając widok na tłumy walące drzwiami i oknami na koncert, z drugiej - na fantastyczne pole do driftowania. Piotr, nie wiedząc, w którą stronę patrzyć, zaczął bawić się butelką i miał z tego niewiarygodną frajdę. A że Walczak na lożę wyjść nie chciał, to my z loży zwialiśmy, a właściwie to nas zwiało, bo strasznie tam pizgało. Zanim jeszcze weszliśmy do klubu, usłyszeliśmy ambitną rozmowę tru fana Kazika na temat jego (Kazika w sensie że) projektów muzycznych i twórczości w ogóle i tak pozytywnie podbudowani weszliśmy do Kwadratu, który autentycznie kwadratem jest, czym trochę nas odstraszył, ale w sumie klub nie jest taki zły ;) Mieliśmy niezwykłe wyczucie czasu, przyszliśmy w sam raz na Plagiat, poskakałyśmy sobie z Dziwadłem, poszalałyśmy, bo to prawdziwa flama z rzyci była, a potem poszłyśmy na piwo. Ucieszył mnie fakt, że ktoś tam mnie kojarzy z grudnia, a panowie z baczkami i wąsami patrzyli na mnie i Dziwadło, patrzyli, patrzyli, ale nic nie powiedzieli. Za to ja jestem kojarzona z Dziwadłem (któremu wspaniałomyślnie uratowałam paczkę papierosów), choć nie wiadomo, która z nas jest bardziej szalona ;p Na miłych rozmowach minęła nam część koncertu L-dópy, ale to nic, bo chłopcy byli dość trzeźwi i musieli się rozkręcić. Za to Robert zrobił mi mega szybką psychoanalizę przy piwie i, szczerze mówiąc, jestem zawiedziona, że potem tak zniknął (choć jeszcze się pojawił, potańczył, i znów zniknął), bo jestem ciekawa, co też by jeszcze nie wywnioskował. A wracając do koncertu - choć doktor Yry się nie rozebrał, Kazik mówił po niemiecku tak, że moja babka od dojcza załamałaby ręce, a perkusista nie odstąpił perkusji (nauczył się, żeby tego nie robić xD), zabawa była przednia (a właściwie to tylna, w sensie całkiem dópna) i długa (około 2,5 godziny samej El Dupy), a i after, choć zakończony utratą pewnej części garderoby i tabaki o smaku miętowym, bardzo, bardzo pozytywny. Muszę jeszcze pochwalić ochronę, bo chłopcy byli wspaniali, weseli i razem z nami dobrze się bawili.
Od wczorajszej nocy mam też nowy cel wandalsko-naklejkowy: chcę naklejkę ochrony. Wczoraj mało brakowało, a odkleiłabym naklejkę Juventusu, ale nadjeżdżający autobus spowodował, że ją niechcący potargałam.
A dziś zostałam pochwalona na zajęciach za świetne imitowanie apikalności, ambracyjności, dorsalności, dysdentalizacji, dyswibracyjności, języczkowości i innych takich (a było tego sporo ;p) i dowiedziałam się o przeszczepach kości miednicy do podniebienia i dalej pracując na tytuł losera roku 2010, wróciłam do domu.
Jeśli stracicie ze mną kontakt w przyszłym tygodniu, to oznacza, że albo w końcu zaczęłam się uczyć, albo rodzina mnie zabiła za codzienne dziesięciominutowe wprawki skrzypcowe albo stwierdziłam, że mam na to wyjebane i pojechałam sobie gdzieś daleko. Więc adios, mordy!

© by szczur 16/01/roku pańskiego 2010 00:13:22 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

Kto do Belwederu?

Pora na pozytywne wzmocnienie, bo sobie zasłużyłam ciężką praca oczu i od czasu do czasu umysłu.
Że to wzmożony czas dla szczurzego móżdżku przekonuje fakt, iż ilość muszek plujek i żuczków gnojarków wzrosła i teraz jeszcze łatwiej będzie można zdublować jakiś odcinek ;p W ogóle coraz bardziej podoba mi się idea wydania mpiżg, a jak Ala będzie mieć już swoje wydawnictwo, to podobno złoży mi jeszcze jedną ofertę wydawniczą. Ale na nią chyba się nie zgodzę. Bo kto by chciał czytać o Kołkach? ;p
Niezmiernie żałuję faktu, że to coś na es jest już coraz bliżej, bo to tak niewygodny termin! Minie mnie kolejny koncert w Suchej, wyjazd do Zakopca, dziesiąte urodziny Końca Świata, prawdopodobnie też Back Off, a jeśli i Jelonek nie dojdzie do skutku... ;p Zwłaszcza, że teraz bardzo zależy mi na obserwacji samej techniki grania pana Michała. Wiem, że z ta obserwacją wytrzymałabym może dwie piosenki, bo jak tu nie iść w dzikie tany przy jego muzyce, ale pozory trza zachować. Wszak chcę choć ładne umieć na skrzypeczkach zagrać 'wlazł kotek na płotek' -.-'
A już tak na zakończenie to muszę się poskarżyć, że jak już się mam podobać jakimś starym prykom, to wolę tak, jak do tej pory: nikomu! Choć dzisiejszy, nie powiem, miał polot (większy nawet, niż ten od T. Love): szukał żony, bo pojutrze wyjeżdża do Kanady, zostać prezydentem i potrzebuje jakiejś kobiety, żeby samemu nie siedzieć w (!!!) Belwederze.
Ale nie mogę zakończyć narzekaniem, wszak nowy rok, nowe życie, miałam mniej narzekać, więc udajmy, że to była wesoła relacja z dnia bieżącego. A żeby udowodnić, że postanowień się trzymam, to Wam powiem, że jest wiele plusów techno imprezy: oprócz oczywistych towarzysko-czechowickich na przykład taki, że mam trzech nowych znajomych na en keju! I jazda!

© by szczur 12/01/roku pańskiego 2010 23:40:08 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Kosmiczna impreza ;p

Że też zachciało mi się być najstarszą z mojego nielicznego rodzeństwa. Że też mam dobre serce i kawał naprawdę silnej woli. Dobrze, że przynajmniej miałam też Chmurę, który pomagał przetrwać niedolę.
Dobra. Ale bez popadania w nadto żałobny ton. Po prostu moja siostra miała osiemnastkę. W rytmach techno i disco. Wszystko byłoby nawet w porządku, gdyby nie maleńki fakt, że szczur nie mógł się znieczulić alkoholem i nie mógł opuścić imprezy wtedy, kiedy mu się podobało. Ale czegóż to się nie robi dla młodszego rodzeństwa!
Całe szczęście można było wyskoczyć na pizzę czy kawę, gdzieś pojechać i przy okazji posłuchać normalnej muzyki z mojej super kasety magnetofonowej albo... pilnować najmłodszej siostry, która po raz pierwszy w życiu straciła świadomość pod wpływem alkoholu. Niedługo trzeba było czekać, żeby taki stan dosięgnął też innych, ale ważne, że Maniek niczego nie widział, wódki ostatecznie nie brakło, a ja posunęłam pionek o trzynaście pól do przodu.
Ogólnie rzecz biorąc większość towarzystwa, jakkolwiek mi bliżej nie znana, okazała się bardzo sympatyczna, a niektórych bardzo fascynował fakt, iż (podobno) jestem metalem (instynktownie wyciągali wtedy dwa paluszki do góry i brali zamach głową, jakby chcieli tymi króciutkimi włosami na żelu zrobić mosh wszech czasów) albo że Chmura jest z Czechowic (łoooo! A gdzie to jest?). Wszystko to mijało między zapewnieniami Kajki, że jest całkowicie trzeźwa, ale później nastał czas zerwania łączności, który został przerwany tylko kilkukrotnie, podczas wymuszania reakcji i sygnalizowania funkcji życiowych, np:
-Kajka, chodź się napić!
-Chcesz mnie zabić?!
W całej akcji ratunkowej niebagatelną rolę odegrała kurtka Chmury, natomiast sam Chmura chętnie pozował do zdjęć (choć niekoniecznie chciał oddać aparat;p), mówił po hiszpańsku i nawet tańczył. Niestety (a może właśnie stety?) każdą próbę wyciągnięcia mnie na parkiet przerywał obowiązek odwiezienia kogoś w dalekie strony albo telefon z domu, którego odebranie było obligatoryjne. Ale był bardzo grzeczny, nawet odmówił flaszki, która telefonicznie się mu należała. Tylko skąd się wzięło to mentolowe malboro? ;p
Ogólnie jednak ludzie dobrze się bawili (hym, bywali tacy, którzy tańcząc, wyglądali jak gołębie na krakowskim rynku, od nich nie gorsi byli ci z rękami jak wiatraczki, ale i tak najlepsi skończyli, tańcząc na stołach), niektórzy docenili mój trud szoferowania, a ja nie rozwaliłam samochodu mimo gołoledzi, więc jest dobrze.
Dobrze też, że istnieją amatorzy brudnickich śniadań, i takiemu jednemu za towarzystwo i ratunek od desperackiej śmierci w rytmach disco jestem bardzo wdzięczna :*

Ach, jak się cieszę, że nie jestem dzieckiem techno!

© by szczur 10/01/roku pańskiego 2010 19:05:49 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Ja, wielbłąd.

Tak. Ewolucja szczura w wielbłąda przebiegła niepostrzeżenie i tak szybko, że raczej można by ją nazwać rewolucją. I nie chodzi mi tu bynajmniej o tego kabanosowego wielbłąda, bo moje treningi jogi nie były aż tak długotrwałe i intensywne, żebym potrafiła łeb położyć na zadzie. Choć z tym przychlastem... Może jednak i Kabanos ciut o mnie śpiewa ;p
W ogóle to zamiast czytać o Primusach i dekadentystach (odkąd usłyszałam to słowo, po prostu nie mogę z powrotem przywrócić do mojego słownika czynnego wyrazu 'dekadenci'), poszłam na tajną naradę z mamą i siostrą i tak się to jakoś bardzo przedłużyło, kilka łez śmiechu się polało, kilka słów wzajemnej miłości padło i dzięki temu wszystko zostało obgadane jak należy. Ale dziewczyny nie piją wódki z kieliszka, wiadoo. Choć dzielny szczur i po naradzie chciał powrócić na łono Młodej Polski, lecz gdy przeczytał w pierwszym zdaniu na jakie się natknął 'zaległy rozkres', to zrezygnował. Postanowił za to pomęczyć wirtualnie swoich czytelników ;>
Mogę się więc pochwalić, że jestem teraz w 100% świadoma, dlaczego tak a nie inaczej klnie się w Brudnicy, czyli południowej prowincji. I żaden mieszczuch nie będzie już na mnie patrzył krzywo, bo niech tylko spróbuje, a wykład z gramatyki historycznej ma gwarantowany. A jak się to podoba Walczakowi! A tak w ogóle jak już jestem przy Walczaku, to powiem wam, że jest duża zależność między rozgniecionym jabłkiem a jej sprawnymi paluszkami, które potrafią sprawić, że mam twardego i sztywnego. Dreda oczywiście :P
I tak mogłabym pisać i pisać, przy okazji dając upust swoim nowym zapętleniom muzycznym w tle (choć ostatecznie podniosłam fałszywy alarm w stosunku do jednej piosenki chyba), ale nie powinnam, więc kończę, choć tematy jeszcze mi się nie wyczerpały. Dlatego mogę Wam powiedzieć, że
w następnym odcinku:
dowiecie się, jak ludzie wpływają na naukę,
dowiecie się, jak jedzenie wpływa na naukę
czyli będzie mowa o badaniach na temat działania mózgu.

No, to dobranoc vel dzień dobry, Kołki.
BTW dobrze jest sypiać do 7 :) ;P

© by szczur 8/01/roku pańskiego 2010 00:32:08 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Szczurówkówna?

Kiedy wyprawa po bilety z piwem w tle przeradza się w doradzanie wina z górnej półki, to trzeba wiedzieć, że niewinnie się nie skończy (gdyby skreślić wszystkie 'nie' w zdaniu powyżej, wyjdzie równie sensowna wypowiedź). Siur może sobie czekać na tego zmajstrowanego Cavaliera, a my (w składzie: Dziwadło pretendujące już z nazwiska do picia czerwonego wina, Walczakówna, wywołująca głoski manualne nosowo i artykulacyjnie i szczurówkówna) tymczasem sprawdzamy, czy w ogóle to wino nadaje się do spożycia. I czy przedacidowa miejscówka udoskonalona o jeden murek nadal nadaje się do spotkań towarzyskich. 0gólnie rozmowy o rzygach, rodzeństwie, wernyhorach i prawdziwych przyjaciołach na wolnym powietrzu są bardzo miłe, zwłaszcza gdy ma się w torbie bilet na El Dupę i Plagiatów, zwis prawie że totalny i predyspozycje do tego, by zostać najtrzeźwiejszym kołkiem, choć to tylko rok różnicy ;p
A z obserwacji codziennych:
najczęstszym odgłosem, który można usłyszeć obecnie w tramwaju i innych środkach komunikacji miejskiej jest pociąganie nosem. Słychać je częściej, niż klaksony samochodów i dzwonki motorniczych, choć wcale nie są to dźwięki bardzo drażniące, ba, wręcz potrafią wpisać się w codzienny, miejski gwar.
...
Dobra. Byle do weekendu. Byle się wyspać. Byle nie jechać do Krakowa. Jeśli już mam tego dość, to co ja powiem za tydzień, oprócz tego, ze restauracja w Bielsku kusi...? :P

© by szczur 5/01/roku pańskiego 2010 21:13:42 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Sylwester u Ala Capone.

Kiedy zobaczyłyśmy z Siurem Chmurę, wyglądającego niczym gangster wyciągnięty żywcem z lat 20., wiedziałyśmy, że to będzie wyjątkowy wieczór. No i był!
Na sylwestrze pojawiła się sama kołkowa śmietanka: eleganckie panie, niegrzeczni panowie, a nawet mały piesek. A jako że mi nie udało się znaleźć odpowiedniej kiecy i lufki, to przynajmniej zainwestowałam w pokój na świecie, kupując szelki ;) Siur w pełnym stroju i szatańcem ze stacjami drogi krzyżowej na szyi pozował do zdjęć na tle choinki, ale przestała, gdy na stole pojawił się ryż. I pałeczki. I rozkminy na temat rozmiarów ryżu, Chińczyków, kaczek (Kaczka-Dziwaczka, Dziwadło-Kaczadło!) i zaparcia. Albo nie, zmieniam zdanie. Samozaparcia. Bo 'samozaparcie rośnie w miarę jedzenia', wiadoo. Przywołany już ryż zawierał azjatyckie grzyby munk, o czym trzeba pamiętać, bo grzyby te zaważyły na noworocznym losie panny z pełnym strojem, który nota bene co chwilę stawał się pusty i trzeba go było napróżniać, a ostatecznie i tak się stłukł.
Ale coby nie wyprzedzać faktów, trzeba wspomnieć, że znów karteczki poszły w ruch, padały pytania o kobiety z brodą, solistów, którzy grają w zespołach rockowych i o odmianę kupy, choć niekoniecznie przez odmieniacze, których nie zna Al Capone z podbitym okiem, który z karteczką na czole wygląda nie jak duża kupa, znaczy kupisko, yyy, znaczy Kupicha, tylko jak Egipcjanin. Chwile później z powodu owej dużej kupy musiałam z Chylińską schować się tradycyjnie pod stół, ale później poprawiłam sobie humor, psując humor Zbycha, terenowego wysłannika RMF FM, i czyniąc największe zło: przełączając Katatonię.
Czas do północy minął tak szybko, że mało brakowało, a przegapilibyśmy przyjście Nowego Roku. Na szczęście o wyznaczonym przez samych siebie czasie odliczyliśmy, złożyliśmy sobie życzenia i podzieliliśmy się zimnymi ogniami. Siur życzył mi nawet, żebym częściej zajeżdżała do Brudnicy, albo nie, pffff!, żeby to ona częściej przyjeżdżała do Czechowic, a potem w różnych miejscach i w różnych pozycjach pisała smsy metodą sylabową. Właśnie wtedy oswajałam się z psem Aneka, którego na szczęście pilnowało Dziwadło. Efekt został osiągnięty: pies polizał mnie dupą i wcale nie dostałam gangreny. Azjatyckie grzyby munk dały jednak o sobie znać, przez co trzeba było poszukać odpowiedniego wiaderka, ale że było niedziurawe i pod kolor sukienki Siura, to nie trzeba obawiać się zemsty w postaci sikania przez rzytko na przykład. Po wypaleniu cygara, skakaniu w rytm muzyki, trzymając się za szelki i ogólnie krótkich tańcach oraz wyczynach mistrzów kierownicy, do Siura dołączył Piotr, o czym żadne jednak nie pamięta. Tak tak, dobrze widzicie. Jeździliśmy samochodem. Z fajnym pilotem w postaci Dziwadła, po specjalnie wytyczonej trasie, za strzałkami, co i rusz wpadając w jakiś poślizg. Ale co to była za zabawa! Co za pęd! Pocieszam się faktem, że poszło (a właściwie to pojechało) mi się lepiej, niż Piotrowi, ale do Chmury dużo mi brakuje. Jeśli jeszcze to powtórzymy (choć jest chyba kilka powodów, dla których to chyba nie jest dobry pomysł;p), to postaram się poprawić.
Wspomnieć jeszcze należy o konkursie na Losera roku 2009. Ów nie do końca zaszczytny tytuł przypadł Dziwadłowi, które jednak ucieszyło się bardzo z nagrody, ale żeby nie było jej tak wesoło, to Chmura poduszką stłukł jej kieliszek z szampanem.
I tak minął nam Sylwester, zakończony gdzieś koło szóstej rano.
Nowy Rok zaczęliśmy od kina ambitnego (Happy Tree Friends) i mniej ambitnego ('Drżące ciało' Almodovara), albo na odwrót, nieważne. Ważne, że poznaliśmy maksymę 'Życie to impreza, na którą wszyscy są zaproszeni' i drugą, która zostaje moją maksymą na ten rok: 'Nowy Rok, nowe życie' ;-) Później PKS postanowił, że jednak nie wrócę do domu pierwszego stycznia, więc Siur przyjął mnie pod swój dach i poczęstował karpiami, jako że Chmura nie chciał iść z nieznajomym do Primusa;p Za karę czuć mu było nami łóżko (tak, wiem, to zdanie jest niepoprawnie zbudowane, co zrobisz).
A dziś z Siurem na dobry początek dnia usłyszałyśmy wiadomość o polskich kurczakach tamujących drogi w Niemczech i Siur powiedział największą ściemę roku 2010, po czym w końcu udałam się w stronę Brudnicy. Na szczęście nie jechałam sama - jechał ze mną kucyk pony, potem znalazł się Piotr, a na koniec okazało się, że siedzę obok miłego chłopaka, który poczęstował mnie gumą do żucia.
I tak to właśnie wygląda! Witamy w 2010 roku!

Kołki, wiecie :*

© by szczur 2/01/roku pańskiego 2010 15:44:14 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie