Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Brokuły konserwowe.

Wszystko zaczęło się od tego, że Dziwadło dało Siurowi w nocy. Potem Siur dał Chmurze. Tak przywitały mnie i Dziwadło dwa czechowickie Kołki, zanim na dobre rozpoczął się revange na europejskim poziomie. Choć zanim jeszcze turlające kostki zaczęły decydować o naszych losach, Chmur dostał pikantny prezent urodzinowy i oczywiście trzeba było tradycyjnie w kuchni troszkę pokrztusić się ze śmiechu, tym razem na przykład z brokułów konserwowych. No ale wiadoo, nieprawda. Dlatego otworzyliśmy lodową weselną i pijąc zdrowie Ani i Mateusza zaczęliśmy ostrą rywalizację. I tak zawiązały się różnego rodzaju spółki (Siur był najuczciwszym spółkowiczem jakiego znam! ;p), Dziwadło nabyło przeklętą Szwecję, do której nota bene często wpadałam, a Chmur narzekał, że jest biedny, ale to pewnie dlatego, że nie umył sobie uszu, co rzutowało na cały przebieg wieczoru.
Nawiązując do początku notki - to nie koniec przygód Siura. Mało, że Dziwadło dało jej w nocy, a ona Chmurze w autobusie. Potem pieprzyła, posuwała i ciągnęła z podłogi. A rano sama sobie wsadzała o.O Ale to dlatego, że Siur lovusia. Tak, lovusia. Koniec świata.
Gdzieś tak w połowie gry Chmura poinformował nas zadowolony, że pousuwał z kart pamięci zdjęcia i może teraz robić duuuuuużo zdjęć, więc nie zrobiliśmy żadnego, bo nie wziął aparatu. Między innymi dlatego Siur wydał z siebie śmiech żałości. A potem zrobiła mostek ze stania do przodu. Choć mimo jej wygimnastykowania i pomocy Dziwadła mostek do tyłu nie zaistniał. Gdzieś tam między kJelonkami, tradycyjnym tańcem dwóch miłośniczek Maniusia i piciem w czasie pracy toczyły się też dialogi na najwyższym poziomie, na przykład:
-Plus trzy.
-Pluszczy.
-Szczy.
-Szcza.
-Szczał w dziesiątkę.
Jednak ile by jeszcze nie grać, i tak bezwzględnie wiodłam prym i nawet pokrętne liczenie wartości domków przez Chmurę i udawanie Siura, że bardziej interesuje ją forum BA a nie gra, nie uchroniło ich przed porażką. I gdyby nie atmosferyczny tępy upór, to może nawet pogralibyśmy w remika, ale skończyło się na oglądaniu zawartości szczurzego pudełka z pamiątkami, zabaw ze szczurami i odszukiwaniu swoich ulubionych piosenek. A gdy chusteczki zaczęły latać w powieczu, a nie, w powietrzu, wiedziałam, że choć unikamy niepotrzebnych walek, skończy się to jakąś agresją. I nie pomyliłam się, zwłaszcza że w grę wszedł jeszcze kapsel z Komandosa. I przy okazji zaskoczyłam Chmurę.
Później pękła niestrojona struna, Achaja wpadła w tępe ręce i dowiedziałam się, że Chmura ma inny dizajn szczoteczki do zębów niż moja siostra. Dlatego położyłam się spać z dziouszkami, a później dołączył Chmur, który spadł z materaca ;p
Rano (ale nie że rano, jak się kładliśmy, tylko rano, gdy wstawaliśmy) czekało nas brudnickie śniadanie i trzeba było powoli żegnać się z czechowicką ekipą, choć na szczęście nastąpiło to stopniowo. Chmura nie wziął sobie z tego wszystkiego biletu, a Siur zostawiłby dezodorant, ale dzięki Dziwadłowi tej gafy nie udało się popełnić. Jeszcze tylko potem krótka lekcja walki na kije na przystanku i Kołki opuściły Brudnicę.
Już proponowano kolejny revange, mało tego, shishę i film, więc oczywiście trzeba to będzie wykorzystać, ale kto wie, kiedy to nastąpi... Więc Kołki, zbierajcie siłę i energię, bo nie dam się łatwo! Co nie zmienia faktu, że pięknie dziękuję za przyjazd i zapraszam znowu! :*
Orange!
Nieprawda!
:D

© by szczur 27/03/roku pańskiego 2010 16:06:08 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Jeszcze!

Mam ochotę powiedzieć 'a nie mówiłam!', ale w sumie to nie mówiłam. Bo zakładałam, że Rock Metal Fest będzie jedną wielką towarzysko-muzyczną zabawą, ale że będzie imprezą zajebiście towarzyską i zajebiście muzyczną, tego i szczur się nie spodziewał.
Zaczęło się od radosnego krzyku Beavisa: 'Szczuuuuur!' i oglądania gejlerii z odwrotnej perspektywy, bo jakoś część męska zakładała w sobotę, że szczur chce fruwać. W sumie nie miałam nic przeciwko, tylko ich biedne plecy...xD No i był Siur, za którym zdążyłam się porządnie stęsknić. Całą kwaśną armią przemaszerowaliśmy najpierw na rynek, potem w różnych składach, w różnym tempie i różnymi środkami lokomocji dotarliśmy na miasteczko studenckie, żeby spotkać Alę, Pikę, Adama i zebrać się do kupy. Acidolka podczas jedzenia jogurtu z Cavalierem o mało nie dostała zawału przez Comę, a potem jeszcze raz Coma usiłowała ją zabić, ale to z mojego powodu. Jak Acidolka szczurowi sarenką z przestrzeloną potylicą, tak szczur Acidolce Comą. O! Oczywiście musiał być majstrowy Immmortal, dobre wino i... grochówka. I bynajmniej nie mówię o zupie ;p
Miło było siedzieć z tymi wszystkimi znajomymi mordami, ale zbyt wyraźnie słyszałam Blindead, żeby oprzeć się pokusie, więc weszłam do Studia wcześniej, posłuchać Symmetry i innych wspaniałych kawałków. A później, zamiast odnaleźć całe acidowe stado, odnalazłam drugą część brudnickiej reprezentacji i z tego powodu trzeba było skonsultować koncertowe plany i wypić piwo, choć to nie Masło miał stawiać -.-'
Ale zaczął grać Jelonek, więc wszystko inne przestało się liczyć. Mimo dość sporego tłumu wiedziałam, gdzie mam szukać Siura i nie pomyliłam się. Z naszej miejscówki było idealnie widać Maniusia :) Oczywiście Jelonek i chłopcy dali czadu. Nawet mała awaria chujowego Maniusia nie przeszkodziła w dobrej zabawie. Był mosquito, było tango, nawet namiastka wężyka była, ale jednak ludzie nie załapali idei mJelonki i naszej. Nie przeszkodziło nam to w szalonej zabawie i zdobyciu tak gdzieś z połowy siniaków, które teraz zdobią szczurze ciało, a jest ich naprawdę niesamowita ilość. W ogóle to muszę się poskarżyć, bo myślałam, że skoro nie ma Chmury, to żadne ugryzienie mi nie grozi. O, jak boleśnie się pomyliłam! Widać loty sprzyjają głodowi. Ale teraz wiem, kto ma większą szczękę ;p I gdyby nie to, że osobnik Angol jak zawsze potrzebował troskliwej opieki Siura, nie ominęłaby go serkowa zemsta. A gdyby przez niego Siura nie wpuścili do klubu, to serek wychodziłby mu nie tylko nosem ;p
A międzyczasie Izajaszowi działa się krzywda, bo musiał wejść i stać, ale i tak ładnie sobie potańczyliśmy, nauczył mnie nowego układu choreograficznego, a potem jeszcze zaskoczył poliglotyzmem. I całe szczęście, że nie zgubiłam jego czapki. Przy okazji cały czas musiałam mieć oko na moją koszulkę, bo z niewiadomych przyczyn Żandarm lubi koszulki, które sięgałyby mu ponad pępek. Temperowałam więc Klawisza, a on w zamian oferował swoje usługi jako mobilna biblioteka. Ciekawe, co z tego wyniknie. Oraz co wyniknie z szukania "Nocy i dni" autorstwa Pilipiuka:D No i w różnym składzie graliśmy w namiastkę stópek, do czego glany nadawały się idealnie.
Żeby nie stać cały czas, poszliśmy potem posłuchać Decapitated. Czyli szczur poszedł oglądać kunszt Heniusia, Heinricha czy jak mu tam, z którym potem Izajasz chciał mnie i Siura zaznajomić, ale niestety przerwał nam pilny telefon. Tak jak nie wyszedł jakoś zamysł, żeby się opić i całować ze wszystkimi. Co zrobisz ;p
Później posiedzieliśmy na schodach, porozmawialiśmy, pokrzyczeliśmy, melancholijny nastrój Beavisa udzielił mi się na 5 minut a telefon przestał działać, więc postanowiliśmy iść posłuchać Acid, którzy nie zaczęli od "This land", ale popisali się dość oryginalną setlistą:)
No i proszę sobie wyimaginować, że po Acid nastąpiła chwila, dla której warto żyć. I to nie tylko Maniuś tak czuje:) Najpierw Siur na Mańka wpadł, potem wysępiłyśmy od niego kostki, a potem znaleźliśmy sobie podścienną miejscówę, żeby pogadać. Wprawdzie Maniuś co chwile przepraszał i podkreślał, że jest chujowy (pewnie to temu, że on całe życie jest pokorny!), to jednak całkiem przyjemnie się rozmawiało i dowiadywało różnych rzeczy, na przykład o inwencji twórczej Jelonka i reszty w hotelu ;D I choć nie dał się namówić na wykonanie utworu improwizowanego, to chyba uwierzył, że nie jest tak chujowy, bo na bilecie Siura napisał już 'chujojy'. A potem poszłam popatrzyć na Romusia Kostrzewskiego i jego taniec z odganianiem diabła i przypomnieć sobie stare, lochnessowe czasy. I pocrowdsurfingować dzięki dwóm bardzo fajnym kolegom^^.
I tak minął RMF, więc z Majstrem i Siurem poszliśmy na pierwsze śniadanie, żeby na koniec od pierwszego szczału trafić do Dziwadła i spokojnie pójść spać. W niedzielę nie chciało mi się znikać po szczurzemu, dlatego wstałam razem z resztą, grzecznie zjadłam śniadanko i w nagrodę Dziwadło rozpaliło shishę, bo wiadoo, shisha z rana... :D I tak ranek zamienił się w południe, południe w popołudnie i trza było opuszczać Hutę, wsadzić Siura do pociągu i podążać do Brudnicy.
I choć głową ruszać nadal nie mogę, trochę chrypię (ale wysokie rejestry nie brzmią tak, jak rejestry Siura), znów muszę się czaić i okrywać ręce dość szczelnie, to powiem jedno: JA CHCĘ WIĘCEJ! Bo zabawa zabawą, ale tyle muzyki i przede wszystkim tyle znajomych, szalonych ludzi w jednym miejscu uświadczyć można bardzo rzadko.
Wiem, że się powtórzę, ale słowa Maniusia oddają moje uczucia idealnie: 'Dla takich chwil warto żyć!'

Ludziska, :*

© by szczur 22/03/roku pańskiego 2010 11:05:14 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Dominus vicit mundum.

Za takie dni i tyle pozytywnej energii ładnie dziękuję.
I o więcej takich
ładnie proszę.

© by szczur 20/03/roku pańskiego 2010 00:14:50 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Sanatorium.

Uciekając od konspektów i bibliografii, postanowiłam nadal pracować nad częstotliwością pojawiania się notek. Na szczęście jutro ostatni dzień praktyk, potem czeka mnie tylko mnóstwo papierkowej roboty, ale gimnazjalistów będę miała przynajmniej z głowy. Choć nie powiem, lubię bardzo moich niedosłyszących, jeśli mogę ich w ogóle tak nazywać. Ostatnio z Mirkiem mieliśmy nie lada ubaw, kiedy Mirek bezwiednie z czapki robił czapeczkę, z miasta - miasteczko czy z człowieka - człowieczka. Choć i tak zupełnie ogólnie rzecz ujmując, z dzieciakami idzie się dogadać, gdy nie ma w klasie nauczycielki xD
Aleee. Teraz i tak głowę zaprząta mi fantastycznie zapowiadający się weekend, choć nadal mam jeszcze w pamięci ten poprzedni i małą ewolucję zachowania ludzi na koncercie. Zaczęło się od tego, że jakiś synek bardzo chciał zająć moje miejsce, no ale mojego punktu widokowego nie oddałam. Więc bawił się obok, początkowo trochę uprzykrzając mi życie, potem nawet zaczął zachowywać się uprzejmie, pod koniec śpiewaliśmy coś razem, a gdy Hunter zszedł ze sceny i znudziło się ludziom skandowanie nazwy zespołu, gość zaczął krzyczeć "Ogień...!", więc gdy odkrzyknkęłam "Z dupy!", uraczył mnie szerokim bananem na twarzy. Ale po krótkiej rozmowie okazało się, że wersji z flamą nie zna. Ale się naumiał;D
A z brudnickiego podwórka: niejedzenie słodyczy, ostrych rzeczy i niepicie alkoholu wcale nie wpływa na redukcję całego dziadostwa na twarzy. Ani na samopoczucie. Dlatego z abstynencji alkoholowej zrezygnowałam, z ostrymi potrawami łamię się coraz częściej, tylko jeszcze pozostały słodycze. Zamierzam wytrwać w postanowieniu, mimo tego, że załamał się mój autorytet w tej kwestii.
Dooobhra. Muszę wyrzucić tulipana, bo sukcesywnie gubi listki. Ale długo wytrwał, bestia jedna. Chyba dlatego, że zawsze zapominałam zmienić wodę xD
No. Pora wrócić do konspektów, bo wczoraj jedyne, co udało mi się zrobić, to namówienie Ali na przyjazd do Brudnicy w celu poprawy samopoczucia, więc dziś trza zakasać rękawy. Ale pamiętajcie: sanatorium brudnickie jest do Waszej dyspozycji, polecam, Żanetka Leta:D

© by szczur 18/03/roku pańskiego 2010 11:14:54 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Udokumentowanie opierniczania się. Ciąg dlaszy.

Zanim zabiorę się za tykanie trenów, możliwości ich analizy, interpretacji i sposobów męczenia nimi dzieciaków, będę kontynuować opis szczurzego weekendowego opierniczania się.
Oczywiście wiadoo, że nie ma to jak odpoczynek w takt dobrej muzy, dlatego zaopatrzona w trzy bilety, płytę dla Majstra i torbę dla Bobka podążyłam do Krakowa. Spotkanie z Bobeczkiem zaowocowało żywą dyskusją na temat dobranocek i obejrzeniem ulubionych fragmentów "Akademii Pana Kleksa". A potem były akademiki. I Ala! I Krystian, na którego widok też bardzo się ucieszyłam, no aleee xD Po trzech tygodniach niewidzenia się i dość ograniczonej łączności mailowej nie mogłyśmy się z Alą nagadać. Więc opowiadania, śmiechu i historyjek było co niemiara, a wszystko podczas zaprawiania się do koncertu. Bo było do czego się zaprawiać! Hunter grał dwie godziny z potężnym hakiem, chłopcy genialnie dobrali repertuar a i towarzystwo dokoła dopisało (co nie znaczy, że obeszło się bez siniaków, co to to nie xD). Oczywiście obrałam strategiczny punkt widokowy między Saimonem a Jelonkiem, mając jednocześnie po lewej możliwość oglądania w pełnej krasie Draka. I tak to się szczur może bawić! pal sześć ciut zdarte gardło i bardzo ograniczoną możliwość poruszania głową i rękami. Taka niedyspozycja zdarza mi się naprawdę rzadko, więc o czymś to wybitnie świadczy:)
Wprawdzie po koncercie nie udało mi się dłużej porozmawiać z Drakulą, a już w ogóle z Jelonkiem, ale to akurat przez jego chorobę. Oby szybciutko wrócił do zdrowia, bo przecie za tydzień musi mieć siłę na RMF! Ale za to pogadałam sobie miło z Majstrem i Monix, choć oczywiście prym wiodły pantomimy i kłamstwa Jezusa. Bo jeśli on nie zna Chińczyka i Ciastka, to ja jestem ślimak (czemu akurat ślimak? nie wiem. Może dlatego, że ślimaki prześladują mnie od czasu podróży Kato-Czecho). Ale to, co działo się z Majstrem, podczas tego ściemniania, cieszyło oko:D Oberwał też ciut za nazwanie Brudnicy zadupiem (wiem, że bezpodstawnie, bo Brudnica to jest zadupie, ale nie takie zwyczajne, a tego to już Majster nie raczył dodać), opowiedział historię czerech Cavalierów i obiecał Siurowi wino w przyszłym tygodniu. Zobaczymy ;p
A potem mała wycieczka do nocnego i mały after w akademiku. Na szczęście nie stłukł nam się cybuch ani nikt nie rozwalił cybucha, ale samo wspomnienie imprezy w przedsionku wprawiło nas w bardzo dobry humor. Potem uczyłam się obsługiwać akademikowe kuchenki i razem z Krystianem bawiliśmy się w ratowników zdrowia Ali. I wtedy zauważyłam, że wcale nie irytuje mnie to, że nazywa mnie po imieniu. I to w dodatku zdrobniale! Jak on to zrobił?:D
I tak minęła sobota i częściowo też niedziela. Rano chciałam się zmyć w szczurzym stylu, ale mi nie wyszło. No bywa.
A potem było lenistwo, oglądanie filmu, lenistwo, drzemka i lenistwo. W związku z tym dziś siedzę zagrzebana w konspektach, ale no co tu dużo mówić, warto było! ;)

© by szczur 15/03/roku pańskiego 2010 15:29:09 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Pochwała częstotliwości zobowiązuje.

Pozostając nadal przy temacie jedzenia: Nie zgadniecie, czym teraz pachnie moja kuchnia. Tata raz w życiu stanął na wysokości zadania, przypomniał sobie, że jest mężczyzną i ma w domu cztery kobiety, więc postanowił zrobić nam nieco spóźniony, ale jakże pyszny prezent z okazji 8. marca. Kupił nam karpia. Więc karp pływał w wannie aaaaaaż zdechł!, a dokładniej aż go ukarpiuwili. Na sam zapach, który teraz jest odczuwalny w całym domu, wraca dobry humor:D
A w kwestii suszonych bananów, bo ten temat bardzo Was poruszył. Otóż jeśli w Krakowie nie da się ich kupić, trza po prostu jechać do Sułkowic. Znaczy Słupkowic. Znaczy no, wiadoo. I w miejscu problemu pojawiają się banany!
Poza tym bardzo się od wczorajszego popołudnia łikenduję. Noce i dnie gdzieś leżą, nawet nie wiem, gdzie. Na konspekty patrzeć nie dam rady, a nie chcę wyglądać jak jeden z posągów opisanych przez Kossakowską i nie chcę, żeby jeszcze przez to ucierpiał laptop na przykład. Więc obijam się niemiłosiernie i oglądam mało górnolotne (hymm... czyli po prostu niskolotne) filmy. Taka mała uwaga na przyszłość: proszę nie robić mi smaku na film wieczorową porą poza domem, jeśli jest to w żaden sposób niewykonalne:p W półtora godziny nie da się dojechać z Brudnicy do Czecho ;p Ale kiedyś, gdy już będę mieć teleporter...^^
Doobhra. Ja się idę przysposabiać powoli do dalszego opierniczania się, tym razem bardziej towarzysko-aktywnego, bo koncertowego. Przecież muszę pomachać Jelonkowi! :D

© by szczur 13/03/roku pańskiego 2010 14:44:38 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Dooobhra!

Dooobhra. Musze podzielić się z Wami moim zbulwersowaniem, bo to przechodzi ludzkie i szczurze pojęcie. Wstałam wczoraj rano i poczułam, że muszę zjeść suszonego banana. Nic nie byłoby w tym może dziwnego, gdyby nie fakt, że raczej za suszonymi bananami nie przepadam (wyjątek nastąpił dwa tygodnie temu podczas ogólnoeuropejskiego zebrania i turlania. Turlania kostką, nie się, żeby nie było) i że w ogóle o godzinie 4.50 pojawiła się w mojej głowie jakakolwiek myśl poza niezbyt kulturalnym witaniem nadgorliwie szybkiego poranka. No cóż, skoro mi się pomyślało i wybić się z głowy nie chciało, postanowiłam myśli ulec. Ale ani Kerfur, ani delikatesy Podwawelskie, ani Żabka, ani zwykły sklep z warzywami i owocami nie posiadały suszonych bananów. Moja pielgrzymka po sklepach napotykanych w Krakowie wydłużyła się o jeszcze kilka, ale na marne. Nie tylko sklepy w Brudnicy są do dupy ;p
Pozostało mi więc natrętne nucenie. Bo od jakiegoś czasu, a dokładnie od slotowego piątku mam manie nucenia hitów, które biorą się nie wiadomo skąd. Męczą mnie parę godzin, po czym ni stąd ni zowąd zostają zamienione na inny hicior. I tak cały dzień. Jak zobaczycie kiedyś osobę, idącą po chodniku i nucącą coś nieudolnie pod nosem, to prawdopodobnie będę ja ;p
Dobhra. Jeszcze tylko jutro i gimnazjalny półmetek za mną. Skończy się ten niedorzeczny tydzień, który jest dość irytujący, bo ludzie, zlitujcie się, pytania o film, jaki ostatnio oglądałam, ciekawą książkę, którą przeczytałam w ostatnich dniach, wypowiedzi o lenistwie, czasie wolnym... No abstrakcje jakieś! Aleee! Tylko jutro. I łikend. I Hunter. I Ala z Krystianem:D I może krótki pobyt w Empiku razem z Dżibrilem, Daimonem, Razjelem i resztą. Taaaak, to dobry plan:D

© by szczur 11/03/roku pańskiego 2010 21:08:47 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Bo facet się musi ruszać!

Dawno nie snuła się tu żadna nitka, znaczy notka. Tak dawno, że aż musiałam się logować, żeby móc coś napisać. Pora to zmienić.
Oczywiście były ku temu ważkie powody, to, choćby Slot Fest o Wschodzie. Tym razem podążyliśmy w kierunku Syberii. Znów mnóstwo interesujących ludzi, gotowych podzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami, znów odgłosy djembe, latające dookoła pojki, kije i szarfy i snujący się wszędzie Portfel. I identyfikatory oczywiście. Do dopełnienia całości brakło tylko gry w stópki i toitojów xD Aleee, to za pół roku. A tymczasem tak czy inaczej były owocne warsztaty. Najpierw zrobiłam sobie torbę, której na pewno nie ma nikt inny na caaaaałym świecie. Później zrobiłam też świeczkę. Wprawdzie nie jest ona tak ładna jak świeczka Dziwadła, ale i tak jako debiutujące szczurze coś z knotem wypadło całkiem całkiem. W piątek towarzyszył nam Bobek i potkałyśmy Toffika i Pawła. W piątek też miałam niesamowitego farta, dlatego nie musiałam ostatecznie tłumaczyć, która kurtka jest moja i co mam w kieszeniach na przykład. Bo po co komu wiedzieć, że mam choćby bezpiecznik 32V ?
Wieczorem zaskoczyła nas Ania, nuciłyśmy nałogowo Tabu, ziewałyśmy okrutnie i obejrzałyśmy polecany film, którego jednaj nie polecamy. A potem poszłyśmy spać, żeby nabrać sił na dzień drugi - język migowy, parzenie czaju, machanie pojkami i taniec rosyjski. Wypiłyśmy przy okazji zieloną herbatę pu - erh z mlekiem i solą i herbatę roboczo nazwaną przez nas czarną wędzoną, która w rzeczywistości okazała się miksem jakiejś czerwonej, czerwonej suszonej w dymie sosnowym i czarnej. W Czajowni obejrzałyśmy też Wilka i Zająca i spotkałam jedną z twórczyń Muszki Plujki i Żuczka Gnojarka. I na koniec oczywiście ciut animacji poklatkowej, obowiązkowo SLOT TV i pokaz fireshow. Międzyczasie narysowałyśmy jeszcze brudnicko - walcownikowy wagon łuctokowy i dowiedziałyśmy się różnych rzeczy, np. że facet się musi ruszać a dywizją niektórych jest liczenie. Bo liczenie jest złotem;p No i nastała sytuacja przedziwna, bo ktoś mnie pamiętał (bez wzajemności), ale po interwencji szybko go sobie przypomniałam xD
Ale Slot minął jak zawsze za szybko i musiałam wrócić do gimnazjalnej rzeczywistości, choć nie powiem, wzbogacona o dużą dawkę optymizmu i slotową energię. Którą teraz niecnie wysysają uczniowie i dydaktyczka, która nie mogła wybrać sobie lepszego momentu na hospitację, niż lekcja z grupą niedosłyszących. No ale no. Nalot nietoperzowej Lady Gagi 20 lat później mamy przynajmniej za sobą. Tak jak i nawiązanie kontaktu z najgroźniejszym uczniem w szkole, który nas (znaczy mnie i Walczaka) polubił i chciał sprawdzić, jak cierpliwą mamy dydaktyczkę. Na szczęście wyperswadowałyśmy mu ten pomysł, choć w sumie jestem ciekawa, jak długo wytrzymałaby. Bo podobno rekord nauczycielki to 6 minut xD Nie trudno się więc domyślić, że ulubionym zajęciem naszego nowego kolegi, oprócz lekcji wuefu, jest denerwowanie nauczycieli. Bo lubi. I weź się tu dogadaj z młodzieżą, która w dodatku ma fascynujące, nowe gry koedukacyjne. Ot, takie nasze zgaden sie bitte czy nawet stara, poczciwa butelka nie umywają się zupełnie do gier w '7 minut' albo w 'pękam'.
Na koniec ogłoszenie parafialne: jeśli jest ktoś chętny do napisania kilku konspektów, to chętnie skorzystam, bo chciałabym się w końcu wyspać -.-'

© by szczur 9/03/roku pańskiego 2010 21:33:04 [komentarzy 8] dorzuć coś od siebie

Teraz, zawsze i...

Pora zdać pierwszą relację z placu boju. Gimnazjum w sumie jak gimnazjum - przerost pryszczy nad rozumem (w końcu nie czuję się osamotniona!), pyskate i dożarte ni to dzieci, ni to młodzież, którzy chcą być traktowani jak dorośli, a na lekcji jedyne, co jest w stanie zmotywować ich do odrobiny współpracy, to rozdawane cukierki. Oczywiście szczur pełen zapału i chęci do nauki w każdej chwili pilnie uczy się od trzeciogimnazjalistów, że czasownik odmienia się przez miejsca, zakazy, które obowiązują w szkole to na przykład zakaz rozwalania szkoły oraz że Słowacki napisał "Pieśń o Roladzie". Dziś też jeden z uczniów pokusił się o prywatne wynurzenia i stwierdził, że palić nie zamierza, ale pić owszem. Ale nie piwo czy wódkę, bo to szkodzi wątrobie. Co najwyżej będzie pił wino lub szampan.
Ale mając możliwość oglądu sytuacji także z drugiej strony - nie zazdroszczę tym dzieciakom. Słysząc, jakie podejście mają do nich nauczyciele i jakich używają wyrażeń w pokoju nauczycielskim (matoł czy szuja to jedne z delikatniejszych) zastanawiam się, co tacy ludzie robią w placówkach oświatowych. I to w dodatku integracyjnych.
Ale ale, nie samymi praktykami żyje szczur! żyje też odwiedzaniem Empiku, bo ma po drodze (ach, nowa Kossakowska! ach, znów Daimon, Dżibril i reszta! i ten cięty język, który wywołuje u mnie pokaźny uśmiech, muszę naprawdę głupio wyglądać w Empiku, gdy czytam), biletami, które dziś zakupił, drzemkami w autobusie i czytaniem Nocy i Dni na przemian z Jungiem.
Już na samo zakończenie wspomnę tylko, że śnieg stopniał, a pod śniegiem, zamiast szelek, jest błoto, trawa, zbutwiałe liście i błoto. Czyli kolejna zagadka rodem z Brudnicy pozostaje nierozstrzygnięta, tym razem chyba na wieki wieków.
Amen.

© by szczur 2/03/roku pańskiego 2010 21:53:17 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie