Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Przerwa technologiczna.

Jakkolwiek ochota na pisanie wcale mi nie wróciła, nie godzi się tak zaniedbywać bloga i znów  opisać koncert jednym słowem. W sumie teraz blog zamieni się powoli w pasmo relacji z ciągu przyczynowo-koncertowego, bo oto wielkimi krokami zbliża się maj!

Ale. Póki co był Titus. Było Bielsko, Rudy, reprezentacja Barmy Army, winiacze i motór. Nawet teraz czuję jeszcze naprawdę potężną niedyspozycję karku, a to wybitnie świadczy o jakości koncertu. I nie ważne, że co chwilę na nim ziewałam, to wina Lemmy'ego! A poza tym była kontemplacja napisów wucetowych, spłukiwanie biletów, ciągnięcie Majstra za brodę, zdjęcia, setlisty, wychciewanie kostek w szczytnym celu spełniania marzeń Siura i kocie okrzyki. Żeby nie było zbyt nudno odwiedziliśmy Zaścianek, z którego nie udało mi się wynieść fajnego napisu ani nawet radia, ale obejrzałam sobie projekt samochodu dla niepełnosprawnych marki Gacek. A potem były próby dostania się na dworzec podczas przerwy technologicznej, mało smaczny, ale ciepły kebab i hiciory radiowe. Na szczęście przerwa technologiczna się zakończyła, co umożliwiło nam podziwianie sufitu i mały pojkowy trening. I matrymonialne propozycje. I obserwowanie pań z Sudanu. I podziwianie automatu z napojami. Sporo się ogólnie działo, więc Siur postanowił zostać ze mną do 5.14, za co jej chwała. A potem musiałam się bardzo pilnować, żeby nie przespać Biertowic oraz nie zasnąć, idąc do domu i słuchając szurania własnych glanów.

A żeby też coś innego Wam przekazać, to mogę Wam powiedzieć, że szczur jest lewouszny na przykład. Oraz że jest na dobrej drodze. I w ogóle miał wystosować kilka maili, ale nie znalazł siły, bo ogólnie szczurza energia życiowa zagubiła się gdzieś po drodze do Bielska albo została zaabsorbowana przez drzewa i spożytkowana na rozkwit pąków. Na szczęście efekty pracy nie idą na marne, przynajmniej Rozmi, czytając moje wypociny licencjackopodobne, zaczyna w pewnym momencie ryczeć: NO FUTURE! NO FUTURE FOR YOU! i uśmiecha się szeroko. A Lady Gaga nazywa mnie panią Marzenką. Świat staje na głowie!

A teraz już wracam do filpologijnych przyjemności i nadal będę próbowała ogarnąć śnieżycę swoich zwichrowanych nart, która zasypała obieg.

Więc narta!


Głosuj (0)
szczur 28/04/roku pańskiego 2010 00:07:23 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Koniec Świata!

Napisałabym coś, ale mi się nie chce. Daję więc znak, że żyję, nie urywam i nie mogę doczekać się jutra. To chyba tyle.

A, i wczorajszy końcowoświatowy koncert świetny był on był! mało, że zagrali wszystkie kawałki, które w pobożnej liście szczurzych marzeń wymieniłam wczoraj Ali, ba, zagrali nawet to, o czym zapomniałam pomyśleć, a co uwielbiam, to jeszcze średnia wieku jak na Kraków była dość wysoka, co zaowocowało prawdziwie kulturalną, choć nie wolną od pogo zabawą:)

Warto było przełamywać początki fobii ;)


Głosuj (0)
szczur 24/04/roku pańskiego 2010 16:26:44 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

No to co?

Poległam z kretesem. Nie wiem, czemu to powiedziałam. Źle mi z tym. Choć odkryłam sposób na dzieci. Oto mała scenka rodzajowa:

Rozmowa szczura z pięciolatką:

pięciolatka: - Jajco.

szczur: - No to co?

pięciolatka: - Jajco.

szczur: - No to co?

pięciolatka: - Jajco.

szczur: - No to co?

pięciolatka: - Jajco.

szczur: - Ale urwał!

pięciolatka: - (cisza. cisza. po namyśle) Idę zbierać kwiatki.

Morał? Źle stanął i go tłuką -.-'

 


Głosuj (0)
szczur 19/04/roku pańskiego 2010 21:19:44 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Mniej bardziej.

Postanowiłam oderwać się od Leśmiana, bo ludzie kochani, jak gościa lubię, tak nie mogę przetrawić trzydziestu stron opracowania. Bo do BNki jeszcze nie dotarłam, coś mi podpowiada, że to też może być hardkor. Ogólnie to zwątpiłam przy słowach: "Prowadzi ono (przesunięcie strukturalno - semantycznej dominanty, przyp. aut. :P) od konstrukcji metaforycznych opartych na symbolicznym przeniesieniu form dążących do znalezienia lub ustanowienia tożsamości lub przynajmniej podobieństwa w tym, co różnorodne - do konstrukcji synekdochicznych, opartych na ostrej i odległej jukstapozycji elementów, których niezależność i niezgodność skłania do poszukiwania nieuchwytnej empirycznie jedności czy choćby zasad współmierności." Pfff, aż się zmęczyłam przepisywaniem. I zrób tu człowiecze z tego referat -.-'

Ale ale. Jest niedziela, trza się nieco zrelaksować, na przykład przypominając sobie środowy wypad do Jaszczurowej ;D Marta i Sławek są od tamtej pory wysoko w rankingu ludzi chcących spowodować śmierć szczura z przejedzenia, choć nie powiem, pomysł prażonych vel duszonek był fantastyczny:D Nauka wydobywania odpowiedniej ilości lodu z lodówki, namawianie na założenie wioski indiańskiej czy poznawanie talentu opowiadania kawałów przez Sławka odbywały się przy akompaniamencie Jelonka, w którym Marta się zakochała, a przez to, że nie mogła przestać oglądać filmu z woodstocku, musiała słuchać szczurzych kostrzyńskich wspomnień i westchnień w stylu: "Ja chcę na woodstock!". Ale wszystko przeżyliśmy, zasnęliśmy gdzieś w Indiach i gdy się obudziliśmy, trzeba było Jaszczurową opuszczać.

A potem nastała sobota. Miała być spędzona w siurowo-dziwadłowym towarzystwie, jednak po pewnych przetasowaniach planowych i personalnych ostatecznie Dziwadło, Ala i szczur znalazły się w Krainie Czarów, gdzie jeden z dubbingowców miał wadę wzroku. Ale i tak najważniejsze - sztuciec! I mniej bardziej oczywiście. Po wydostaniu się z króliczej nory porwałyśmy Alę, żeby poczuć się jak prawdziwe fanki KSU, odkryć gest odpędzający złe samopoczucie i dowiedzieć się, że w JazzRocku barman ma podobne poczucie humoru do barmana w Zabrzu. Ale bądź co bądź, do JazzRocka trzeba będzie zaglądać częściej (ach! tych dziewięciu facetów!,po trzech na łebka^^), choć popełniłyśmy tam obecnie największą narodową gafę. Oczywiście szczur ograniczany czasowo a i tym razem żałobnie musiał wrócić do Brudnicy, wcześniej odprowadzając Alę nie tylko na autobus, ale nawet na tramwaj.

Wczoraj też wyklarowały się szczurzo-dziwadłowe plany, choć, jak się okazało, niektórzy również chcieliby widzieć szczura na przykład 1. maja, ale się spóźnili z ofertą, bo to, co z Dziwadłem wymyśliłyśmy, bije wszystko na głowę. Więc żegnaj, weekendzie w Myślenicach, żegnaj, spotkanie z gejaszkami! Witaj Rajdzie Politechniki!:D (pod skrzydłami szczura jeszcze są wolne miejsca, więc chętni - pisać :P)

I tak, w zamyśleniu nad majem, który zapowiada się niebywale kulturalnie, żegnam i życzę udanego tygodnia :)

 


Głosuj (0)
szczur 18/04/roku pańskiego 2010 16:18:11 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Nie lubię rewolucji.

O matko z córką. Zachciało się administratorom zrobić rewolucję w naszych blogach a mi się to wcale nie podoba. Nawet żeby tytuł wyrównać do prawej strony trzeba się namęczyć -.-' Gupki nadmorskie, ot co.
Ale ja nie o tym chciałam. Chciałam o wiosennym Krakowie, któremu wystarczyło parę kropel deszczu, żeby się zrobiło przyjemnie zielono i kwitnąco :)
Mało tego - szczęście sprzyja czosnkożercom: Drak w końcu postanowił się odezwać, Rozmi pewnie teraz czyta sobie kilka ston szczurzych wypocin a sam szczur przysposabia się do kolejnej wojaży. W jej kontekście muszę stwierdzić, że proroczy był ten czwartkowy Jaszczur.
O, a jeszcze o moich wypocinach. Przy okazji korzystania ze słownika slangu i mowy potocznej dowiedziałam się, że na tanie wino można oprócz siarkofrutów, mózgojebów i takich tam wołać jogobela! Coś w tym jest, bo przecież Acidolka wpieprzała ostatnio jogurt z winem. Znaczy z kawalerem.
Ale nic to, bo urywanie jest wszędzie! gdzie nie spojrzę, czego nie usłyszę, z kimkolwiek nie rozmawiam. Wszędzie urwał! I co? i szczur też urywa. A nie ma takiego utywania! Szymek!
No. A na koniec informuję, że zakładam w Brudnicy Candy Cave biuro rzeczy zostawionych :D Lista przedmiotów rośnie, w sumie zajęłyby już spore pudełko, a skarpetki to niektórych się chyba wyrzekną :P Pod tym względzem przebija wszystkich Żandarm, który miało, że niczego nie zapomniał, to jeszcze dokładnie po sobie posprzątał nawet kulki.
Nie wiem, czy radzić Wam, żebyście brali z niego przykład :P

Głosuj (0)
© by szczur 14/04/roku pańskiego 2010 13:36:58 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

No chyba ty!

Ale to było dobre!
Wystarczyłoby powiedzieć tyle, ale trzeba uwiecznić 8. kwietnia. Nie ma że nie.
Zaczęło się od biegu mojej mamy na przywitanie Siura. A potem było tylko lepiej - lody, topienie się w słońcu, picie tarczynu i rozgrzewka kaloryfera na spotkaniu z najsłodszym żulem pod słońcem, czyli panem Świetlickim. Elekcja, silva rerum, wiadoo. I 'Poczytaj na głos, bo ładnie czytasz, Marcin'. I rozkrok nad wartościami. I upatrywanie cech batmana.
A wszystko po to, żeby później czekać trzy godziny na Placu Inwalidów na dwa Głupki Leśne i pojechać wspólnie autobushalterem do Brudnicy z biletem zbiorowym. Ala chyba się za nas wstydziła, Dziwadło łamało szyfry, Chmura zwiastował Siurowi przyjście na świat jej dziecka a sam Siur został mianowany Madonną Leżącą Krzyżem, choć koniec końców krzyżem sobie nie poleżała. Chyba.
A gdy byliśmy już w komplecie, czyli gdy pojawili się jeszcze Izajasz i Żandarm (jak na prawdziwych mężczyzn przystało - z kwiatami i winem:D), wszystko zaczęło się na dobre. Ludzie zajęli się muzyką, Żandarm wybrał odpowiednie szklanki do Jacka, a Siur widział kwadraty. Za to nie widział swoich dzieci, które gdzieś się plątały. Bo tak w ogóle to porodziła bliźniaki, Stasia i Nel. A nie, stop. Stasia i Andżeja. Coś tam jeszcze było mówione o moim Dominiku, ale nie wiem, o co chodziło. Pewnie dlatego, że zostałam przemianowana na Jaszczura, pojawił się też Asiur i Olol, a na zdjęciach uwieczniliśmy dziewczynę, której nikt nie zna. I tak w rytm hitów: Maryjo, witaj nam! albo: Pacz, wydoję mleko, 800 deko! (zaśpiewany nawet przez tych, którzy śpiewać nie chcieli ;p) odbywały się kursy samoobrony (tylko bez noży mi tu!), tańce towarzyskie, striptiz Izajasza, mianowanie Chmury moim słownikiem synonimów, podduszanie paskiem, Żandarmowe 'reszty tortku' czy filmowanie niezdrowej reakcji Siura. I dobrze, że ludzie skrzętnie chowali kapsle od piw ;D Okazało się też, że Ala woli kaktusówkę a Siur ma długi klucz, który wchodzi cały. I chwała Panu, że to klucz uniwersalny, można nim otworzyć na przykład moją łazienkę, tak więc uczyniliśmy, bo nie ma tak, że tylko Siur ma monopol do obejmowania deski klozetowej! A potem, uła! faceci zaatakowali jedynego mężczyznę, który uśmiecha się do mnie, nawet gdy jest trzeźwy i graliśmy w eurobiznes. A kiedy jakoś się rozlokowaliśmy, Dziwadło poczuło się wygonione, Izajasz znalazł kaczkę dla siebie a ja specjalnie włączyłam Kata, poszliśmy spać. Bo nie ma takiego urywania a materac nie ma kół!
Ala rano opuściła nas niepotrzebnie tak wczas, dlatego nie zna ale gorycznego orła i nie wie, jak trzeba pochować Chmurę jakby co, ale pewnie też dzięki temu jej włosy nie są rozpięcieżone tudzież rozdziwadłowane na 5. Chmur łapał rytm z kaloryferem, później odśpiewaliśmy Wódeckiego na dobry początek dnia i po tradycyjnym lenistwie zjedliśmy tradycyjne brudnickie śniadanie z Alzheimerem i Parkinsonem.
Gdy Żandarm zapisał Brudnicę w swoim dżipiesie i z Izajaszem opuścili skromne szczurze progi, poszliśmy poleżeć na łące, popatrzyć na c(C?)hmury i posłuchać gry na flecie. Bo stoję u drzwi i kołacze!
Ale i reszta Kołków musiała się ulotnić, na szczęście stopniowo, a mnie czekało małe sprzątanie. Najlepsze były wróżby, które przykleiły się na trwałe do stolika:D Teraz pozostaje mi odcyfrowywanie wiadomości od Siura, tysięczne oglądanie przepięknej kartki i zadowolenie z minionych wydarzeń:)
Dziękuję Wam wszystkim bardzo bardzo bardzo!:*

EDIT
PS Przyznam się, że naprawdę naprawdę chciałam dostać ręcznie robioną kartkę:D czasem to, że umiecie czytać mi w myślach, jest fantastyczne:D

© by szczur 9/04/roku pańskiego 2010 18:49:06 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

Nocna schadzka.

W telegraficznym skrócie, bo jednak wypadałby iść już spać, ale jednak chęć napisania tu czegoś jest zbyt silna.
W sumie niby nic się nie wydarzyło, ale choćby fakt, że Nergal w telewizji publicznej rzuca hasełkiem 'Oj tam, oj tam' wart jest uwiecznienia ;p
Poza tym:
Jeśli zgubicie zatyczkę od pendrajwa, mogę pożyczyć Wam Bimbera. Dacie mu 20 minut i wygrzebie ją niechybnie zza biurka czy regału.
Jeśli znudziło się Wam baflo, mam do zaproponowania nowe reguły.
I jeśli dopadnie Was codzienna rutyna, utnijcie sobie pogawędkę z rodzeństwem. Coś w stylu:
-Nie będę tego jeść, to wygląda jak kupa.
-Nieprawda, to wygląda jak rzygi i jest bardzo smaczne.
Choć Agnieszka teraz nie je prawie nic, więc w sumie musi obrzydzać sobie to, co smaczne ;p
A na koniec Wam powiem, że z moją weną umówić się nietrudno. Przychodzi koło 1.00 w nocy i siedzi ze mną jakieś pół godziny. Jeśli do tej nocnej schadzki przygotuję wcześniej teksty, cytaty i książki, to plus dla mnie - wtedy 15 minut spędzamy na korygowaniu tego, co mam (a mam naprawdę niewiele), a kolejne 15 na parciu w ślimaczym tempie do przodu. Ciąży mi to, ile napisali już inni, ale do września daleko:D Tylko jak ja będę umawiać się z weną, kiedy znów trzeba będzie wstawać o 5.00? -.-'

PS Naszła mnie dziś przeogromna ochota na przeczytanie raz jeszcze Wiedźmina i zrobię to podczas wakacji, choćby nie wiem co! (czyli lista książek wydłuża się dość pokaźnie, ale co zrobisz? < śnieg > ;p)

© by szczur 7/04/roku pańskiego 2010 02:24:27 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

Małe co nieco o pomidorach.

Szczur jest wyspany. Już zapomniałam, jakie to wspaniałe uczucie :D Wyspany i dość suchy mimo lanego poniedziałku. Siostra skapitulowała bardzo szybko, w sumie tylko jednej osobie udało się dziś hlusnąć (!) na mnie z wiadra. I wystarczy, pogoda nie pozwala na więcej ;p A tak myśląc po studencku, najtrudniejsze egzaminy powinny się odbywać właśnie w świąteczny poniedziałek. Zupełnie dozwolone byłoby wtedy, a wręcz wymagane w ramach podtrzymywania staropolskiej tradycji, poczciwe lanie wody.
Fajnie też było wczoraj uraczyć się kawałkiem ciasta. Po czterdziestu dniach bez słodyczy smakowało fantastycznie:D
Ale żeby nie było, że tylko się opierniczam, wreszcie wystosowałam maila do Drakuli z zapytaniami początkowymi i stworzyłam pół strony pracy. Zawsze to jakiś postęp xD Z boku spogląda na mnie Przyboś, ale chyba jednak się dziś nie przemogę. Przecież jutro też jest dzień.
A mając na uwadze niewątpliwie edukacyjny charakter tego bloga, przekazuję Wam do rozważenia mądrość życiową z 'Mody na sukces na wakacjach', która (owa mądrość, nie MnS) może śmiało pretendować do miana starego, rumuńskiego przysłowia:
Nie zostawiaj roweru w lesie, bo ci pomidor wyrośnie. :D

© by szczur 5/04/roku pańskiego 2010 19:26:17 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

Buka w wersji green.

Mimo że wszystko kręci się teraz wokół świąt, ja jakoś niespecjalnie je czuję. Postanowiłam nawet, że w tym roku nie robię pisanek, zrobię za to z jednego jajka Bukę. Dlatego mama kupiła dziś barwniki do jajek, w których - zgodnie z obietnicą pani ekspedientki - powinien być też barwnik fioletowy. Oczywiście pani nie była jeszcze do spowiedzi albo pomyślała, że dziś też może sobie z ludzi pożartować, więc fioletowego barwnika nie ma. Mama skwitowała: zrobisz Bukę zieloną a wszyscy będziemy udawać, że jest fioletowa. Nie ma, to jak wsparcie rodziny ;D
Choć z drugiej strony mam ochotę wynieść się z domu, bo wszędzie są słodycze: ciasta, ciastka, czekolady... Nawet doszło dziś do tego, że musiałam kroić chałwę i myć garnek po polewie czekoladowej. Mam nadzieję, że to było ostatnie kuszenie ;p
Przeżyliśmy dziś też rodzinne chwile grozy, a wszystko dzięki mamie, która narobiła ogromnego rabanu tak, że pół familii zleciało się do garażu. Mama z przerażeniem w oczach dźgała stertę śmieci łopatą, a sterta... kwakała. Okazało się, że Agnieszka wydłubała z pluszaka kwaczącą maszynerię, bo włączała się czasem sama, a mama myślała, że to chomik / mysz / duch / nie wiadomo co. Bo na pewno prezydent nie nawiedza Polaków w celu złożenia życzeń.
Choć dobrze, że Paranormal Activity obejrzałam po tym całym zajściu, bo inaczej nie wiem, co bym sobie pomyślała. Tak, w końcu obejrzałam ten film, bo skoro już trzecia osoba mnie o to pytała... ;p
Ok, pora coś poczytać i udać się do spania. Bo jutro kolejny ciężki dzień, i w dodatku z podróżami. Więc bywajcie, wesołego jajka czy czego się tam życzy na Wielkanoc ;p

© by szczur 2/04/roku pańskiego 2010 23:08:45 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

Dobra myśl.

Miałam iść spać, a umyłam okna. Nie wiem, jak się do tego zmusiłam, biorąc pod uwagę wyczerpujący, ale jak obfity w przeróżne wydarzenia tydzień.
Tak na dobrą sprawę wszystko zaczęło się o 5.30 we wtorek, kiedy mimo kondensacji przeróżnych uczelnianych przykrości szczur brnął przez dzień z bananem na twarzy, bo w perspektywie miał wyjazd do Czecho. A w Czecho... A w Czecho ja zwykle - tosty, shisha z elementami franka, udoskonalona skurowlańska i dobry film. I oczywiście rozmowy na wysokim poziomie, z których wyniknął projekt Jelonek + Maniek = WM czy filologijne konkluzje:
(szczur)-Skąd ci się wzięła ta gospodzina?
(Siur)-Przecież wiesz, że zawsze lubiłam Kochanowskiego.
Miło było też usłyszeć śmiech Gohy:) Dobrze, że za bardzo nie przeszkodziliśmy jej w spotkaniu i że za bardzo nie śmierdzieliśmy czosnkiem:D Później był nocny spacer, jeszcze później Chmura doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu, złamał sobie... paznokieć, a jeszcze jeszcze później rozdziewiczaliśmy karty i okazałam się pełnowartościowym zwycięzcą. I trzeba było iść spać. Dobrze, że zrobiliśmy to dość wcześnie, bo inaczej Chmurę trzeba byłoby naprawdę zrzucać z łóżka;p
Ale trza było szybko opuszczać Czechowice, żeby się ogarnąć i popędzić do Krakowa. Bo oto szczur mógł dzięki wspaniałomyślności Izajasza posłuchać sobie swallowthesunów i katatoniów na żywo. I zgodnie z obietnicą zepsuć pierwszy koncert Zbycha. I w ogóle spędzić bardzo miły wieczór;D A zaczęło się tradycyjnie pod kerfurem, potem równie tradycyjnie odwiedziliśmy miasteczko studenckie i przyszła do nas Ala, a po piwie góra ośmiu poszliśmy do Rotundy, żeby się dowiedzieć, że nie ma nas na liście. Ale przecie to żaden problem, i tak weszliśmy, i mój pęcherz pobił swój życiowy rekord - 3 piwa bez toalety. Gdzieś tam szlajał się pijany Novy i naburmuszone dresy, ale nic to. Ważne, że Rotunda jest dobrze zaopatrzona na spotkanie AA :D
Sam koncert natomiast był bardzo, bardzo dobry. Katatonia brzmi na żywo dużo lepiej niż z odtwarzacza i to im się chwali, a niczego sobie setlista tylko dopełniała dzieła. Tylko Zbych za cicho krzyczał, ale głośniej nie umie ;p
Ale chłopcy grali dość krótko jak na szczurzy gust, więc zajęliśmy się robieniem zdjęć, Izajasz zaskakiwał Polaków swoim poliglotyzmem a ja postanowiłam kupić sobie spodnie, do których śmiało będę mogła zmieścić 8 komandosów. Jeszcze po drodze na dworzec poczytaliśmy o cudach w McDonaldzie i nie dysponowaliśmy papierosem, ale i tak pan żul życzył nam wesołych Świąt. Skończyło się na tym, że szczur, który odprowadzał Izajasza, został przez Izajasza odprowadzony na przystanek i pojechał do Ali, żeby przekimać troszkę i wrócić o świcie do Brudnicy. Potem tylko małe spotkanie na szczycie w Myślenicach i tak oto wróciłam na dłużej do domu, żeby w sumie móc nabrać primaaprilisowo już sporo osób, a przecie jeszcze druga połowa dnia przed nami:D
Choć chyba nikogo już nie nabiorę, bo idę spać.
To jest dobra myśl^^

Dziękuję pięknie Kołkom, Ali i Kasi, a jeszcze piękniej Izajaszowi :) Si ju sun!

© by szczur 1/04/roku pańskiego 2010 15:20:01 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie