Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Poszły i ido!

OOO! JEDZIEMY NA WOODSTOCK!

I nie ma że nie! Kostrzynie, przybywamy:D


szczur 28/07/roku pańskiego 2010 14:16:33 [komentarzy 1] dorzuć coś od siebie

Zepsuło się? to ja naprawię!

Tak. Szczur ostatnio ma wiele okazji do integracji wszelkiego rodzaju. Ten weekend nie stanowił wyjątku, no, chyba że pod względem naprawdę fantastycznej ekipy, z którą poranne i zaziewane przypominanie sobie imprezowych wydarzeń stanowiło powód do niemal rozpoczęcia kitchenafterparty i pojawienia się tekstów odzwierciedlających nasz umysłowy polot ('A z tego drugiego leje się woda?' :D).

A wszystko przez Martę i Sławka, a właściwie to przez ich ślub. Którego nota bene jeszcze nie było, a już widzimy, że będzie to wydarzenie, które przetrwają najsilniejsi. Powodów jest kilka: zebranie ciekawych osób, niemal samonaprawiające się drinki, Narnia czarująca swoim wnętrzem, ba, nawet Rambo!Choć Sławek za swoje różne sugestie i uwagi zarobił sobie na solidne strzelenie między uszy. Pracował na nie od czwartku, ale oberwie dopiero po ślubie, bo jeszcze siniak gotów zostać na 2 tygodnie:P

Fakt, że może ja też zasłużyłam na pstryczka w ucho, bo didżejowanie mi się nie udało, ale to przez złośliwość rzeczy martwych! Za to potańczyłam dużo na przykład z panną, która w przyszłości będzie firedancerką, elektrykiem i weterynarzem. A może jeszcze kimś, kto wie. Chłopcy z Sosnowca znali wszystkie moje kawały (no bo ostatecznie skąd ja je przywożę, jak nie ze Ślunska...), ja natomiast, choć nie znałam jakiejś połowy, nie zapamiętałam żadnego, czyli mój dowcipny standard. Poza tym każdy mógł dowiedzieć się czegoś o sobie, ja podobno mam na przykład ładne dłonie i jestem cicha woda, Marta już wie, że dobrze naprawia, a Mateusz dowiedział się o tym, że robi oczy jak Shrek i o obmacywaniu czy pozach a la filozof. Oczywiście jego obmacywaniu i jego pozach:P Minimum jedna dusza została też nawrócona na Przystanek Woodstock (matko z córką! jeszcze tylko dziś i hajże!), i to dusza niebagatelna, bo slotowa! Ale i tak akcje wieczoru to skok z balkonu i szukanie telefonu.

Nie wiem, jak to się dzieje, ale zawsze, gdy jestem w Jaszczurowej, dzieje się tam coś, co warto potem wspominać, a to wydarzenie integracyjno-towarzyskie na pewno w ten kanon się wpisuje.  I pomyśleć, że był taki moment, że nie chciało mi się jechać, bo się bałam, że będę się nudzić, a Marta planowała oglądanie filmu o północy, gdyby impra się nie rozkręciła... Aleśmy się pięknie pomyliły!:)


szczur 27/07/roku pańskiego 2010 00:22:39 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie

Wielkie Odliczanie.

Co tu dużo mówić. Dni mijają mi teraz bardzo szybko, choć jednocześnie jakoś tak czas dzielący szczura i woodstock nie kurczy się z taką samą prędkością. Co nie przeszkadza w Wielkim Odliczaniu, pod którego sztandarem upływają kolejne godziny.

Ostatnio też Żona Mojego Byłego Męża Którą Obym Za Niedługo Mogła Legalnie Nazywać Żoną (bo nazywanie ją zgodnie z umówioną przez nas wersją wydarzeń jest zbyt długie, zbyt zawikłane i każdy chce znać etymologię -.-') uświadomiła mnie, skąd moje zamiłowanie do czosnku (pomijając mleko z czosnkiem. Fuj!). Otóż naukowcy dowiedli, że czosnek działa dobrze na pamięć gryzoni: szczury karmione tym specyfikiem lepiej zapamiętują drogę w labiryncie niż te, które go nie dostawały. Ot i cała tajemnica szczurzej pamięci i wrodzonego (wjedzonego?)gps.

A żeby było nadal monotematycznie i egocentrycznie, to wspomnę jeszcze, że lektura pani Białołęckiej mile mnie zaskoczyła. Ciekawym doświadczeniem było odkrywanie, na czym polega dające się momentami wyczuć podobieństwo do mojej radosnej blogowej twórczości. Choć najśmieszniejszy motyw był czysto sytuacyjny: dwa dni temu napisałam o słynnej scenie z łyżką, a wczoraj przeczytałam u Białołęckiej: Łyżka nie istnieje. Myślę, że tutaj musiało działać co innego, niż wilgotność powiecza :P

I tak szczur, organizując sobie towarzysko bądź obowiązkowo czas bardzo szczelnie, stara się o odliczaniu nie myśleć, ale jak tu nie myśleć, skoro PW rozpoczyna się za lekko ponad 5 dni!


szczur 24/07/roku pańskiego 2010 11:19:38 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Nowy Początek.

Bogini destruktorka wkroczyła na Ziemię Obiecaną innych bogów, potrzebującą silnej i zdecydowanej ręki. Nie dziw się, z łaski swojej, ani płci bogini (tylko niektóre ograniczone w swej umysłowości istoty płci męskiej uważają, że bogami mogą być tylko ONI), ani temu, że istnieje Ziemia Zaniedbana. Ostatecznie to przecież bardzo powszednie zjawisko. Destruktorka już po pierwszych oględzinach westchnęła ciężko. Czekał ja nie lada wysiłek. Zniszczenie. Rozsiewanie śmierci. Unicestwianie całego mikrokosmosu. Pieprzona apokalipsa.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby koniec świata dało się wywołać pstryknięciem palców albo odpowiednią wizualizacją, jak w popularnej scenie z wykrzywieniem łyżki. Jednak sprawa nie przedstawiała się tak prosto - wszystko, co miało zginąć, zginąć musiało z ręki bogini. Dlatego bez ociągania się destruktorka zakasała rękawy i przysposobiła się w odpowiedni oręż. Stratą czasu i niezbędnej teraz energii byłoby narzekanie na swój niezbyt ciekawy los czy zaniedbania innych bóstw. Armagedon to armagedon.
Zaczęła więc niszczyć po kolei gatunek za gatunkiem, cywilizację za cywilizacją a nawet całe, odkryte przez przypadek mikroświaty. Z zaciętą miną starała się unicestwić wszelkie przejawy życia, choć czasami odczuwała coś na kształt żalu, że musi zamienić w nicość efekty ciężkiej i mozolnej pracy. Niektórzy, widząc nadciągający koniec próbowali uciekać, okazując tym samym, iż natura zaopatrzyła ich jednak w coś na kształt instynktu samozachowawczego. Inni ze spokojem przyjmowali swój los. Reszta, nonszalancko pewna siebie albo po prostu głupia w swojej naiwności, nie robiła sobie nic z obecności szalejącej bogini. Jednak nie zostali ocaleni. Wszyscy ginęli.
Oczywiście destruktorka była w pełni świadoma faktu, iż nie jest w stanie zniszczyć wszystkiego i wszystkich, a śmierć, krocząca za nią krok w krok, nie zapanuje nad gruzami na długo. Aż takiej mocy bogini nie posiadała, była ostatecznie podrzędnym bóstwem. Jednak nie przeszkadzało jej to w wypełnianiu powierzonego jej zadania: świat, który niszczyła, za bardzo rozpanoszył się w Kosmosie. Naruszył równowagę przez nieuwagę bądź zwykłe lenistwo bogów opiekunów. Należało więc zrobić wszystko, by stworzyć warunki do nowego początku. Początku, którego nota bene destruktorka już z całego serca nienawidziła, gdyż widziała tam zaczątek  kolejnej ciężkiej pracy. Bo historia lubi się powtarzać, harmonia zaburzać, a przywracająca ład śmierć tańczyć na zgliszczach.
Efekt pracy był jednak zadowalający. W zasięgu wzroku bogini nie pozostawało nic, co dawało oznaki życia. Praca à la Burzyciel Światów została wypełniona. Destruktorka, choć zmęczona jak rzadko, uśmiechnęła się z satysfakcją. Przez jakiś czas ten skrawek ziemi będzie dzięki niej wolny od wszelkiego plugastwa. Wyparte ze świadomości współczucie dla niektórych przejawów zniszczonej cywilizacji nie mąciło jej zadowolenia.

 

Dziś destruktorką byłam ja.

 


szczur 21/07/roku pańskiego 2010 23:17:01 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Sebastian, przestań się wygłupiać!

Poczułam wyrzuty sumienia i lekkie świerzbienie palców, więc pomyślałam, że najwyższa pora wspomnieć w kilku słowach o inauguracji (w końcu i mi się udało!) wakacji. I od razu na wstępie muszę powiedzieć, że jako licencjonowany inkwizytor Jego Ekscelencji Biskupa Hez-Hezronu..., a nie, czekajcie...  licencjonowany szczur nie widzę objawów, o których pisał kiedyś Siur. Widać w Brudnicy inne (wilgotne) powiecze, a to wpływa na wszystko bardziej niż ryba!

Szczurus wędrownikus wybrał się więc parę dni temu na poszukiwanie krasnali. Wszystko dzięki Siurusowi Licencjusowi, który wcielił się w rolę przewodnika, choć nie umiał zwizualizować sobie swojego cyfrala (ew. swojej cyfral, bo ostatecznie nie wiem, na czym stanęło). Pięknie natomiast pozowała do zdjęć z żubrem i nie zrażała się tym, że automaty nas wcale a wcale nie lubiły. Była też niepokonana w odnajdywaniu krasnali, być może dlatego, że wykorzystywała niecnie moją słabość do robienia zdjęć, i kiedy ja gmerałam w ustawieniach aparatu, ona przeszukiwała wszystkie kąty. Z powodzeniem. Ale tak czy inaczej to ja zostałam vipem, a niewątpliwa większa spostrzegawczość Asiury nie przeszkodziła nam w podziwianiu baletu kotików, goryli tumku, raczenia się piwem miodowym nie gdzie indziej, jak w Spiżu i obserwacji tyle upartego, co pracowitego pająka. W ogóle cały pobyt we Wrocławiu upływał nam (z tym (u)pływaniem nie przesadzam, każda woda była przez nas witana z wielkim entuzjazmem) wśród dobrej muzyki, wchodzenia w swoje głowy i opędzania się przed komarami.

Wchodzenie w czyjąś głowę było kontynuowane w Brudnicy, podczas najazdu Kołków, a potem i jaskółkującego Miszcza i dopingującego ją Łukasza. Jak się później okazało, to wchodzenie to wina wysokiej wilgotności powiecza. Zresztą okazało się także wiele innych rzeczy: że na mundial to najlepiej z śląską gwarą, że Chmura myśli przed zaśnięciem o sobie, bo to egoista, moje stopy śmierdzą najbardziej, bo mam specjalny scyzoryk, jeździ się na  myślącym Dziwadle, Miszczu siedzi na niczym, a w odwiedziny nie należy iść do Siura, bo to oleje. I oczywiście z czym najsmaczniejsze są gofry? Z nadzieją na lepsze jutro. W ogóle cała nasza posiadówa zyskała wiele dzięki didżejowi Siurowi, do którego dołączył też didżej Dziwadło, a chyba roztopilibyśmy się, gdyby nie wiatrak, który próbował przegonić Chmurę. Na próżno. I w sumie dobrze, bo kto krzyczałby co chwilę: O!blaty! O!kulary! O!kleiny! i kto mówiłby do mnie per Marzena, dziwiąc się przy tym jeszcze bardziej, niż ja? Ale z drugiej strony Miszczu sam sobie potrafił opowiedzieć kawał i zrobić jaskółkę, a rozmowy telefoniczne dzięki uprzejmości Łukasza były też niczego sobie. Mimo że hubba bubba latała w te i we w te, Sebastian nie przestał się wygłupiać. Może dlatego Chmur cały czas mówił 'ale gupek!' (na całe szczęście przeważnie o sobie:P), ewentualnie kwalifikował wszystko jako fajowe. A nad całością czuwał tata, który w końcu ośmielił się przyjść, pochwalić cytrynówkę, skosztować tequili i wynieść trochę alkoholu na wąsach dla mamy. A między mniej poważnymi rozmowami na temat ślubu czy ratowania się przed woodstockowym słońcem pojawiały się też górnolotne tematy związane w Oscarami i cukrem wanilinowym.

Niestety wszystko, co dobre, dość szybko się kończy, dlatego Siur, Miszczu i Łukasz ulotnili się bardzo wcześnie, ale na całe szczęście choć raz część Kołków w postaci Dziwadła i Chmury została na dłużej, przez co gitary poszły w ruch, Wadzidełko wbiło się w żółtą koszulkę, podumaliśmy nad dziwnymi brudnickimi obrzędami katolickimi i modliliśmy się nad pizzą, a wszystko po to, by mieć siłę cisnąć żywca.

A dzień później Brudnicę nawiedziła Szajna, bo Szajna jest fajna:) Miałam nie pisać o nocnych eskapadach żelazkowych, więc tego nie napiszę, ale tak czy inaczej wypada wspomnieć o przyjemnym wieczorze filmowym i spełnieniu marzenia pani Ani: Otóż pani Ania chciała wystąpić w Modzie na Sukces. I... odniosła sukces! Bo dziś oto miał miejsce zlot białodunajcowców, których zostałam szefem, wodzem, prowadzącym i pytaniozadającym. I to wcale nie samozwańczym! najpierw obżarliśmy Sawickiego, potem poleniuchowaliśmy na rynku, a wszystko zakończyło się spontanicznie w Brudnicy, gdzie odbył się casting na Ridża. Wygrał bezkompromisowo goryl za wspaniałe odegranie scenki mimicznej. Pozostałym uczestnikom prześlemy nagrody pocieszenia w postaci zdjęcia Stefani i kostki Brukowej.A jak chcecie wiedzieć, co zrobić żeby szczur się uśmiechnął, to przepis jest prosty: Trzeba za pomocą młotka przybyć jakąś deskę gwoździami. A czemu? bo podobno kojarzę się z uśmiechem i dobrymi chęciami:)

I tak oto kończy się tymczasowo towarzyski szczurzy maraton. Bilans: sporo zdjęć, rozbebeszona sofa i zadowolony szczur :D

Wszystkim, absolutnie wszystkim, którzy przyczynili się do uśmiechu szczura w tym tygodniu (niekoniecznie gwoździami), bardzo, bardzo, BARDZO dziękuję :*

Kiedy przyjedziecie znów? :D


szczur 20/07/roku pańskiego 2010 18:31:48 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

No powiedz ładnie: HunteRRRRRRR!

Tak to już bywa, że czas przeznaczony na naukę (tak, tak, i w lipcu ludzie się uczą!), został poświęcony na mnóstwo innych wydarzeń, ale szczur wiedział, co robi. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Zaczęło się od wyjazdu do Czechowic. Bo jak tu nie pożegnać Gohy i pozbawić się szansy kolejnej dawki śmiechu do rozpuku? W ogóle to wiadoo, że ja kiedyś do Czechowic się przeprowadzę, więc trzeba się oswajać z okolicą xD Oprócz Matki Boskiej Agregatowej  pamiętam w sumie tyle, że Gingers jest już prawie przeze mnie nieprzyswajalny (za słodki!), Chmura, pijąc z trzema uroczymi dziewczętami, zaczarował kostkę tak, że ciągle wypadały mu świnie (swój do swego? ;P) i oczywiście baranama! Aaaa, i niekoń. Czyli owca. I mnóstwo odpowiedz na nurtujące nas pytania. Więc jeśli chcecie się dobrze zrelaksować, wynajmijcie Siura,  jak idziecie na wybory, to tylko z jajami, a jak chcecie już woodstock, to wystarczy mieć dwie owce albo dwanaście królików i poddać je wymianie. Ot, co.

Po powrocie z Czecho w Brudnicy odbył się z(s?)lot czarownic, a wszystko po to, by przeżyć dydaktyczne katharsis podczas palenia notatek i dzikich pląsów dokoła ogniska. Żona przywiozła ze sobą Tomasza, który aż dwa razy powiedział do mnie per szczur i który docenił żwir koło domu oraz Waldiego, który bardzo ładnie umiał wytłumaczyć wszystko to, co robiłam czysto intuicyjnie, a potem uroczo zasnął na kosiarce, rozpoczynając zabawę w chowanego, tylko że  o tym, że się chowa, jakoś tak nas nie poinformował^^ I, co ważne, w końcu Szajna odwiedziła me skromne progi, spała ze mną na jednym materacu i zachwycała starym płotem!

A jako że trzeba szanować nowych znajomych i zaproszenia od nich, to szczur prosto z gór udał się na shishę, a dzień później na najprawdziwszy sabat:D Wszystko było powodowane z jednej strony chęcią godnego pożegnania pani Ani, a z drugiej - cieszyńską niespodzianką. Tak więc trzy czarownice karmiły się ogórkami, spotkały wróżkę Wiktorię, Walczak Prostownicotęki męczył Szajnę niemiłosiernie, ale za to co za rozmowy się wtedy odbywały! I co za hiciory leciały! Choć i tak wieczór zdominowała pieśń miłosna o Uli. Nie ma że nie. I zgrzypiąca (tak, ZGRZYPIĄCA) wersalka, udźwięcznione zasypianie i pani Ania, która wykazywała chęć ściągnięcia pewnej części garderoby. Oj, co tam przeżył mój kaloryfer!

A z samego rana trza było pognać do Bielska, żeby przypadkiem spotkać Siura i Dziwadło. Jak już się spotkałyśmy, to dałam się namówić na wycieczkę do Cieszyna, żeby spotkać Matkę Boską Cieszyńską (która na pewno za parę lat będzie przedstawiana z czerwonymi włosami i kolorowym warkoczykiem imitującym dreda), zaopatrzyć się w małe płynne i słodkie co nieco oraz posiedzieć sobie w słońcu, wcinając Studentską. Fenomen małego płynnego zaskoczył też Siura, więc nie będę już nic o tym pisać, ale dobre jest to jest!

I żeby nie było zbyt łatwo i fajnie, w weekend, który miał być już przeznaczony na czytanie, Miszczu wyciągnął mnie na ognisko, a że to była niewątpliwie interesująca oferta, to skorzystałam, choć Miszczu, gdyby wiedział, że trzeba zajść na 'działkę' aż pod Lipkę, pewnie by się nie wybrał:P W sumie fajnie jest zamienić się stronami i być w zdecydowanej mniejszości jeśli chodzi o płeć:D Choć dyskusje na temat czystości dredów czy nocowania na woodstocku ('Ja bym chętnie pojechał, ale gdyby mógł spać w hotelu') brzmiały bardzo babsko. Oprócz tego humanistka poprawiała przyszłego informatyka w prostych rachunkach, poligloci nie przepraszali, tylko mówili 'sorry, no!' a najmłodszy miał latać do sklepu, i co za ulga, że to nie musiałam być ja:D I jaki z tej imprezy wniosek? Siniak na tyłku to bardzo uciążliwe obrażenie :P

No. A Dziś porozmawiałam sobie z dwoma naprawdę miłymi panami (jakież było moje zdziwienie, gdy nie zauważyłam nigdzie obiecanej pani!), porozmawialiśmy o TSA, polityce, Lecu, w ogóle o samych przyjemnych rzeczach, nie pomijając jutrzejszego kaca (tylko ciekawe, czyjego, bo mi żaden alkohol w najbliższej przyszłości nie grozi -.-') i zostałam razem z koleżankami nazwana 'pociechami' :) Teraz, dzięki Hunterowi, mogę kształcić w szkole biedne dzieci albo uczyć je poprawnej wymowy: no powiedz ładnie: HunteRRRRRRR! ^^


szczur 12/07/roku pańskiego 2010 20:24:59 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie