Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Trzeba zgona na lachona.

Spotkanie z Piką to więcej niż dobra rzecz. Mało, że odkrywamy fantastyczne sklepy spożywcze, legalnie mamy  bardzo fajnie odpały, to jeszcze razem niszczymy mienie Krakowa. A to wszystko przez plakat, który wisiał  obok naszego stolika i szpecił Lochness. To już nawet plakaty parku wodnego były lepsze. Ale cóż to, kiedy można było wznosić toast za toastem mlekiem karmelowym, pomstowało się na lachona i omawiało bożą kolejność. Najpierw studniówka!!! I przyszła jeszcze pani Ania, za którą się też bardzo stęskniłam i która miała dziś wyjątkowo gołębiowego pecha. Na całe szczęście miała góralską chustkę:) I choć chemiczna reszta nas olała i nie było okazji, żeby nakręcić kolejny odcinek Mody na Sukces, to jednak spotkanie było dosko, centralnie, bez kitu!

I mam kolejny ulubiony cytat z Mistrza i Małgorzaty:
'Każdy wchodzący zapoznawał się(...) ze zdjęciami członków Massolitu, którymi (zdjęciami, nie członkami) obwieszone były ściany.'

A dodatkowo mam nowego idola, a jest nim Koń Rafał.

Dobra, jeszcze na koniec to napiszę: hie, hie, hie, w niedzielę zobaczymy Maniusia! <3

 

PS z dnia 24.02. Jeśli kiedykolwiek będę psioczyć na mój wolontariat, to zdzielcie mnie przez łeb (nie żałujcie sobie) i każcie mi pomyśleć o tym, jak dobrze czuję się po zajęciach z dzieciakami (o zmęczeniu wspominać nie musicie:P). Z góry dziękuję!


szczur 24/02/roku pańskiego 2011 00:31:17 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Jakże miło śpi się zagrzebanym w kurtkach.

Kultowy to był weekend, całkiem mięsny koncert, Katowice jak zawsze dają radę. Może zamiast hasła, które najbardziej zapadło mi w pamięć, uwiecznię kawał Dziwadła:
-Jak się nazywa duży walczyk?
-Walczak.
Nie chce mi się relacjonować koncertu, ale to chyba przez wzmagający się literowstręt. Mam nadzieję, że Siur się bardziej wykaże.
Chociaż jedno muszę napisać. Naprawdę dużym szokiem było dla mnie to, że naprawdę, NAPRAWDĘ nie ma już w Żabce Komandosów. Nie wierzyłam, że może do tego dojść. I żeby to wińsko, które my kiedyś w Sopocie...? Wiedziałam, że to będzie gwóźdź do mojej sobotnio-niedzielnej trumny.

Mogę jeszcze zacytować jeden z moich ulubionych fragmentów z Mistrza i Małgorzaty, żebyście nie czuli się pokrzywdzeni:
"To się nie da zrobić(...). Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała."


szczur 21/02/roku pańskiego 2011 22:32:03 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

Koń, ryba, koń.

Przyszło mi do głowy, że skoro poświęciłam dzisiejszy wieczór na obijanie się, to:
1. napiszę coś na blogu. Jeszcze nie wiem co, ale myślę, że to wyjdzie w praniu. Bo w sumie nie ma zajęć, więc szczur siedzi w domu. Nie ma jazdy do Krakowa -> nie ma kasy -> nie ma funduszy na dzianie się. Logiczne, nie?
2. obejrzę sobie Gotowe na wszystko. Tak, Żono. oglądam dalej.
3. zrobię sobie pyszną herbatę. W największym kubku, jaki mam.
4. zapalę zapachowe świeczki, o ile nie zostały jeszcze zjedzone przez Złotego albo Bączka. Muszę chyba oświecić profa Skowronka, że nie tylko niedźwiedź, świnia i człowiek jedzą wszystko. Szczury zdecydowanie też.

Kurde, trochę chyba jednak nagięłam fakty. Nie siedzę tak cały czas w domu. Ostatecznie odkąd zaczęły się ferie, spotkałam się z Miszczem a Paletki doprowadziły mnie do ruiny, a właściwie to do trzech ruin, bo do czwartych nie trafiliśmy. Ale już wiemy, co zrobiliśmy źle i gdy już otworzą jaskinię, to zahaczymy też o zamek. A może złamiemy jeszcze raz prawo, ale wtedy nie będzie już rusztowań i widok będzie lepszy? :D W ogóle nasza wycieczka szlakiem zamkowym była tak niespodziewana, że do dziś się dziwię. Mieliśmy iść na Leskowiec, ale chyba nie jest nam dane. A przynajmniej nie bez Żony i Dziwadła i kto się nam jeszcze tam nawinie (jacyś chętni?). Sławek jako bohater minionej imprezy zaproponował lżejszy wariant wycieczkowy, pojechaliśmy więc na zamek w Lipowcu. Zauroczeni ruinami dyskutowaliśmy o celach, krętych schodach, prądzie i białych damach, a gdy z Martą zobaczyłyśmy, jak w sumie niedaleko jesteśmy od innych ruin, Sławek nie miał nic do gadania. I tak odwiedziliśmy jeszcze Tęczynek (<3) i Korzkiew. A potem jeszcze jaskinię, nazwy nie pamiętam a po aparat nie chce mi się sięgać. I dowiedzieliśmy się, że jest zakaz wyrzucania śmieci, odpadów i tp.
Byłam też jeszcze w Krakowie, i to na uczelni, bo co to za ferie bez odwiedzania alma mater. Oczywiście i tu dowiedziałam się czegoś o życiu: student powinien być głodny i czytać książki! Olałyśmy z Alą tę wiedzę, kupując piwo i jakieś coś z serem do jedzenia i uraczyłyśmy się kolejnym filmem z cyklu hunterowe inspiracje.
I jeszcze dziś jeszcze na wolontariacie okazało się, że jestem czopem.

Tak mijają mi ferie, gdy odrywam się od sprawdzania mojej ulubionej aplikacji na fejsbuku, czyli co mi powie Stachursky, od czytania lektur, opracowań oraz opracowań opracowań i od pisania różnych prac. Ostatnio pisałam nawet przemówienie do rodaków! Mam bardzo szeroki wachlarz możliwości, okazuje się.

A Marka kiedyś rąbnę za przypomnienie mi o porykiwaniu z pidła. Ile można chodzić i śpiewać: koń, ryba, koń! Koń ryba koń! ?


szczur 17/02/roku pańskiego 2011 22:35:38 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Z Najomi.

Uczmy się kochać ferie, mogą tak szybko odejść... Ale mam je legalnie przynajmniej od wczorajszego praktycznie-przed-południa do minimum jutrzejszego wieczoru, więc jest dobrze! W ramach ferii oczywiście trochę już sobie pospałam, wyposażyłam klatkę ogonom, obejrzałam parę odcinków różnych głupich i jeszcze ciekawszych seriali i nawet, uwaga uwaga, ugotowałam obiad. Ogólnie słodkie nicnierobienie:D W ogóle dla ferii jestem w stanie nawet wyjść przed czasem z egzaminu, żeby mieć więcej wolnego. Czego się nie robi... :P

Ale. Był koncert. Nie powiem, żebym pamiętała w chwili obecnej każdy szczegół i każde słowo godne zapisania, ale na pewno pamiętam, że lubię jeździć do Bielska z Żywca, choć wymaga to wczesnego wstawania i zużycia znacznej części życiowej energii z powodów wszelkiej maści pogromów i owocuje w późniejsze zasypianie przy piwie na przykład, ale co z tego, kiedy dzielne Dławidło czuwa obok, a nawet proponuje nocleg, żeby ostatecznie wylądować w nie swoim łóżku, ba, nawet w nie swoim domu. A wcześniej bawi się na koncercie! Bo zabawa była dosko, a nawet przed koncertem była chłosta:P I choć ktoś skosił wino, które posadziłam przed Rudym z Szymkiem parę tygodni wcześniej, to jednak mieliśmy co ejejejejejejej! konsumować. Przed koncertem już w Rudym też było zacnie, choć chyba muszę powiedzieć Kubie, że nie ma takiego przyjacielskiego klepania po nogach. A potem grali Plagiaci i doszłam wtedy do wniosku, że chyba tradycją już będzie moje oglądanie rudeboyowego sufitu z pozycji horyzontalnej i bynajmniej nie mówię tu o crowd surfingu. Ale tak się wybawiłam! To było baaardzo, baaaardzo dobre. I po koncercie długo wspominałam tą zabawę przy każdym ruchu. Kocham ten stan:)

Ogólnie rzecz biorąc było przyjemnie, choć mnie i Dziwadło widzieli z Najomi. A już dnia następnego jadłam u Chmury najlepsze jak dotąd pierogi radzieckie! Dobrze jednak, że nie mieszałam ogórków i powideł węgierkowych. Powiem więcej: Wy też tak nie róbcie, chyba że chcecie jechać następnym autobusem. No, chyba że macie w planach podróż do przyjaciółki, która i tak Was wpuści, pozwoli pić alkohol i zajmować cenny czas, mimo egzaminu dnia następnego. Tak, tak, tu ukłon w stronę Siura. I Jockera w sumie. W końcu się poznaliśmy, choć nie mogę powiedzieć, że to ja rozgryzłam tego psiaka. Prędzej to on mnie próbował rozgryźć ;)

Podsumowując: ja miałam godną rozrywkę pozaliczeniową a przedegzaminową, a Chmura miał japaczkę :D

A jak już mi się wspomniało, był też egzamin, nawet niejeden. Ale nie mogę o nich w sumie powiedzieć nic złego. Prof. Stachurski nie dał nam chłosty, choć wcale  nie miał dosko humoru, nawet gdy zobaczył, że na karcie egzaminacyjnej z całego korytarzowego pośpiechu napisałam prof. E. Stachursky. Natomiast prof. Słowik czy tam inny Skowronek powiedział, że mamy zdać w pierwszym terminie, bo on też chce mieć ferie. Mógłby więc zaliczyć nam wszystkim te wypociny, bo, wierzcie lub nie, ale w końcu mieliśmy egzamin pisemny.

No i nie byłabym sobą, gdybym jeszcze nie napisała o Złotym i Bączku. Złoty jest troszkę głupiutki, bo nie mogę wszystkiego zwalać na karb jego strachliwości, ostatecznie jest już u mnie dość długo i miał czas na oswojenie.  Ale Bączek nauczył się już przybiegać na cmokanie (chyba że akuratnie siedzi za segregatorami i wcina moje notatki, ale nie mogę go ganić za to, że pochłania wiedzę!) i wie, że nie trzeba się mnie bać (no, co do dłoni to jeszcze tego nie umie, ale mądry jest, ogarnie). Lubi włazić pod bluzę, do kapcia albo w nogawkę spodni. Słodziak jeden. A o Ugryziu pisać nie będę, bo ostatnio głupek jeden chciał popełnić hakariri, tylko nie wiedział, że to się robi w brzuch.

A na koniec mam prośbę: jako że znudziła mi się muzyka, której do tej pory słuchałam i chętnie poznałabym coś nowego albo ewentualnie przypomniała sobie coś, czego dawno, ale to dawno nie słuchałam, może macie coś godnego polecenia? ;>

Kończę puentą, bo, jak to puenta, dobra jest ona jest: Ryby i głosy dzieci nie mają!


szczur 10/02/roku pańskiego 2011 19:41:46 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie