Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Andrzeeeeeejuuuuuuu!

Gdyby ktoś powiedział mi przed wyjazdem do Kobylan, że pogoda będzie kapryśna, deszczowa, że będzie wilgotno, burzowo i chłodno, to pewnie jakoś wykręciłabym się od wyjazdu. Na całe szczęście wiarygodni prorocy od pogody nie istnieją, a ja pojechałam do Doliny. Nie żałuję ani jednej sekundy tam spędzonej! Mimo że w Dolinie oprócz drzew wszystko jeszcze śpi (hmm, budzi się na Kupałę?), to udało mi się tak bardzo naładować akumulatory, jak jeszcze nigdy wcześniej. Dlaczego? Bo grunt nie pada!
Bo były tam Kołki i nie tylko, bo życie z dala od cywilizacji (dobra, Kobylany to takie z dala od cywilizacji, że ja pierdziu!, no ale no) bardzo mi odpowiada, bo odpoczęłam i fizycznie i psychicznie. Oczywiście poniosło nas echo, choć niektórym kleszcze próbowały wstrzyknąć boreliozę a Chmurozaurus Rex, relikt z okresu Jury, straszył turystów, prosząc jednocześnie o niedokarmianie zwierząt. Niektórzy chodzili stopymi nogami, niektórzy zaginęli śmiercią, a jeszcze innym w oczy dym colę. To dzięki temu mieliśmy okazję oglądać szoł rodem z muzułmańskiego redtuba, a niektórzy mieli w namiocie dwie wilgotne kurtyzany tudzież całkiem mokrego Protegowanego, który tym razem nie skakał przez ognisko, tylko do wody. Ale nie byle jaka to była woda, tylko najprawdziwszy Ganges, nad którym żyliśmy my, plemię Nichujanów z okrzykiem aleurwAUUUUUUAUAUAUAUUUUUUUU! Masło, wczuwając się, wymyślił nawet coś na kształt nichujańskiego języka, powtarzając coś w stylu „Amos bamos copa zapateria!” albo „Atos portos si por supuesta!”, ale nasz język wzbogacił się też o słowa takie jak bezer czy blukurwacować. Również tylko i wyłącznie w naszej wiosce można było podziwiać jabłonie pełne winogron, być dalej lamą, dostawać piwa za darmo i obserwować gwiezdny pył, w którym się zakochałam! Tak jak i w jednym nowo odkrytym miejscu, które jest najcudowniejsze w całej Dolinie, a przynajmniej jak na moje subiektywne szczurze oko (albo, jak by to powiedział Masłę, obiektywne oko, które bardzo chce wygrać). Bardzo też miło zrobiło mi się w moim małym, zgniłym serduszku, kiedy usłyszałam, że „bardziej szczuram ufowi niż sobie”, gdy obudziły mnie głosy nie tylko Żandarma, ale i moich Rodziców albo gdy z Pielą moim panem wspominałyśmy wszelkie katowickie przygody. Ale ale! Chmur pamiętał, że tupał w potoku, bo myślał, że jest w kaloszach, choć czego innego auauau, żałował, żałował, auauauau i robił vintage Outlook zeszytu Piki, Protegowany był dalmatyńczykiem albinosem a ja z Protegowanym byliśmy nawet Jezusem i Maryją w kapliczce, Dziwadło odkryło w sobie talent dziennikarski za pomocą ogórka, Masłu w każdej kolejce trzeba było powtarzać, że Metaxa to nie Metaxa, Picza śpiewała mniej niż zwykle, bo my wszyscy śpiewaliśmy więcej, niż zwykle, bo Wiśnia była dobrą ku temu prowodyrką, a pieśnią Nichujanów była zdecydowanie pieśń „Andrzeeeeeeeejuuuuuuuuuu, Andrzeeeeeeejuuuuuuuuu, reeeeetyyyyyy, reeeetyyyyy, jeeeeeejuuuu!”, koniecznie z vibratto ręcznym. Przy ognisku, które mimo deszczu paliło się prawie non stop, toczyły się też ważkie rozmowy o Kazimierzu Auguście Poniatowskim, o tym, czyja waza stoi na placu w Warszawie, o tym, że takie dziewczyny jak ja i Dziwadło na pewno nie srają i zastanawialiśmy się, czy gdybyśmy mogli zmienić swoje życie, to czy byśmy je zmienili.
Ja najchętniej nic bym nie zmieniała i nie wyjeżdżała wtedy z Kobylan, póki ostatnia osoba nie przekroczyłaby Gangesu. Tak więc wszystkim Nichujanom razem i każdemu z osobna dziękuję! A każdemu z osobna, czyli (postaram się zachować kolejność przybyć): Chmurze i Oldze, Piczy, Inez, Pieli, Pawłowi Dziwadłu, Masłu, Wiśni, Żonie, Żandarmowi, Izajaszowi, Sąsiadce i Protegowanemu, dzięki któremu poznaliśmy też przesympatycznych ludzi: Dżeza (Jazza? xD), Grzesia, Samarasa (nie pamiętam, jak miał na imię;p), Pawła i Jurka.

A z poza kobylańskiej beki: u Gośki robiłyśmy melinę, u Żony było pink party, po której niektórzy mają traumę do dziś, u mnie natomiast panowali hipsterzy, a z hipsterstwem Kołkom do twarzy, u Masłę dobrze ogląda się filmy (ha, mogę użyć liczby mnogiej, bo oglądałam aż dwa!) i gra w Magię i Miecz, a moja informatyczna grupa jest tak fajna, że pierwszą wiosenną burzę spędziliśmy razem przy piwie.
Hi, a teraz pora na spełnianie kolejnych marzeń! :D

PS Mała edycja, bo zapomniałam o jeszcze jednej pieśni, która od p!nk party aż po Jurę jest do mnie przyczepiona: Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień NA NA NA NA NA NA!
I jeszcze byłam otoczakiem i lady in red! Bo co ma wiśnieć, nie czereśnie!


szczur 8/05/roku pańskiego 2013 10:48:03 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie