Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Trzeba być twardym!

Wczorajszy przyjazd Ali zasługuje na uznanie i gromkie oklaski - Ala wykazała się spontanicznością a i poprawiła mi pogarszający niepokojąco humor. Jak zwykle: babskie rozmowy zabarwione szczyptą wspomnień, kawałami i przejęzyczeniami, troszkę tabaki, troszkę Tytusa i Strasburgera, oto przepis na bardzo udany wieczór. A rano okazało się, że w czworokącie bermudzkim (bo tak chyba trzeba zacząć nazywać moje 'wyżyny') zginęła chusteczka. I że mamy dość wygórowane oczekiwania co do koncertu Świetlików. Zobaczymy, co to będzie xD
Tymczasem, muszę przyznać to z bólem i delikatnym zawstydzeniem, balansuję na granicy zepsucia sobie ostatniego dnia wakacji jakimś histerycznym wybuchem. Póki co staram się funkcjonować w myśl sztaudyngerowczowej fraszki 'Przeciw Kasprowiczowi':
Ja "beznadziejność nadchodzących dni"
Witam odważnym i rycerskim: "phi!"
ale czuję, że już za parę dni mogę nie mieć na to siły. Oby przyszłość lekką mi była, a przynajmniej lżejszą, niż teraz się zapowiada. Wiadoo, że w życiu trzeba być twardym a nie miętkim i zamierzam o tym pamiętać, się nie martwcie. Ale i tak pewnie kilka osób będzie musiało od czasu do czasu ucierpieć, słuchając moich narzekań.
Póki co jednak od narzekania wolę robienie eksperymentalnej nieco imbirówki i, szczerze mówiąc, błogie nic nierobienie, bo następne takie będzie musiało poczekać do lipca.
Na koniec (ponieważ, tak tak, trzeba już kończyć, bo palce świerzbią, żeby napisać coś niekoniecznie przyjemnego) jeszcze pan Jan, z którym poniekąd się zgadzam:
"Świat jest piękny"
Do końca będę pięknie kłamać,
Obyż się tylko nie załamać!

© by szczur 30/09/roku pańskiego 2009 16:06:23 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Atom!

Nie ma to jak uwieńczenie wakacji wycieczką do Śródziemia. I to za darmo w jedną stronę!:)
Wszystko dzięki Auchan i przemyślnemu planowi. I dzięki Kołkom wszelkiej maści oczywiście. Ale najpierw były (w końcu!) stawy, rozmowy zoologiczne i raczenie się zacnymi trunkami z zacnie zaopatrzonej Żabki. I rozmowom zoologicznym proszę się nie dziwić, bo poruszały ważkie życiowe sprawy! Dowiedziałam się, jak toną ryby, że pszczoły wyginają i że żyrafy może boleć kark. Ale jak one rzygają (jeśli rzygają, to po ptokach ale w sumie nie wiadoo, czy w ogóle), nie zostało rozstrzygnięte. Jednak stało się jasne, jak pewien kolega może się odpłacić Siurowi (może sikać przez rzytko!) i że Siur zna się na fizyce (atom!). Siur zna się też na polski język łatwa język, co udowodniła już na dzień następny, mówiąc o cudzoziemcy. I w sumie rozmowa była jakoby zapowiedzią naszego maratonu filmowego, dzięki któremu przenieśliśmy się do Śródziemia na dwanaście godzin, a w sumie rok, a dokładnie to cztery lata. My, czyli Siur, Goha, Chmura, Kuba i ja. A „Władcę Pierścieni” umilały nam czipsy, wszelkiej maści wypieki i nie do końca połknięty, a już na pewno nie pogryziony makaron. Chmura też wykazał się gościnnością, której się po nim nie spodziewałam: miał dla nas piwo. I kilka komentarzy do filmu z serii: ‘A co z pierścieniem? Wypierdol.’ Dzięki szczurzej wspaniałomyślności wszystko to zasnuliśmy dymem jabłkowym i tak oglądaliśmy sobie Władcę, licząc dodatkowo Nazgule, snując domysły na temat fryzjera Elronda i rumaków Aragona.
A w nocy tylko machała do nas tajna policja, a delfin się schował.

A że coraz bliżej nasza szara, uczelniana rzeczywistość, to pozwolę sobie wyżalić i napisać, że chyba przeprowadzę się na UP albo rozbiję namiot na Błoniach, bo jak nasza uczelnia walnie rozkład zajęć to nie ma chuja. Inaczej ująć tego nie mogę.

© by szczur 29/09/roku pańskiego 2009 18:51:08 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Nie ma już kakao?

Ostatnio mój blog zrobił to, z czego słynie onet - połknął moją notkę w całości. I nawet sobie nie beknął. Może to w sumie dobrze, bo to, co tam pisałam, było na wskroś pesymistyczne i wcale a wcale nie muszę do tego wracać.
Choć na uwagę zasługuje fakt, iż pobyt w Nieledwii pozwolił pokonać moje kolejne lęki i znaleźć 2 złote, czyli ogólnie jestem na plus. Z tym, że jeśli pająki mają silnie zakorzeniony instynkt samozachowawczy, objawiający się w chęci zemsty za współrodaków, to dodatkowo mam przesrane.
Pobyt na uczelni (tak, tak, nie patrzcie krzywo, kiedy przyjaciele są w potrzebie, nawet wakacje trza sobie trochę zaświnić!) zaowocował za to konkluzją, że choć panie w dziekanacie są złe, to pan na recepcji miły i empatyczny. A reszta po staremu: kolejki, nieuprzejmości, głupie wymysły. Coś czuję, że pobyłabym tam dłużej, a zaczęłabym tęsknić;p

A tak z zupełnie innej beczki, bo z beczki językowej, sprawdziłam, co jest grane z tym kakaem. I nie prychać, że kakao jest nieodmienne, bo nie jest;p Wprawdzie w mowie starannej 'wyraz kakao ma tzw. odmianę syntetyczną, to znaczy we wszystkich przypadkach pojawia się ta sama forma, np.
- Nie ma już (kogo?,czego? - dopełniacz) kakao.
- Pomyślmy (o kim?, o czym? - miejscownik) o kakao.
Czasem mówi się też, że kakao jest wyrazem nieodmiennym (ale powyższe przykłady pokazują, że nie jest to ścisłe).' Tak wypowiada się Poradnia Językowa Uniwersytetu Wrocławskiego. Ale formy odmienione Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN skłonny jest uznać za dopuszczalne „w bardzo swobodnej polszczyźnie, np. w języku rodzinnym”. Ich pisownia: D. kakaa, C. kakau, N. kakaem, lm M. kakaa. Czyli wiadoo, u szczura panuje bardzo swobodna polszczyzna, więc bez przeszkód mogę napić się kakaa:)
Przy okazji wygrzebywała tych wiadomości trafiłam na kilka innych ciekawostek, na przykład o piernikach, ale to może kiedy indziej. Bo teraz trzeba pokurodomowić trochę, a potem poświęcić trochę uwagi Bimberowi, Ugryziowi i Kossakowskiej, o!

© by szczur 25/09/roku pańskiego 2009 13:03:03 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Ale Draka!

Mimo że moją wiochę i Czechowice dzieli odległość większa niż trzy kroki (w przybliżeniu 1,99 s), szczur postanowił pobawić się w doktora i zrobić to, co uwielbia: niespodziankę^^. A wszystko dzięki urodzinom Gohy! Więc po tym, jak Siur zaniemówił już z wrażenia, shisha się wypaliła, wygrane piwo się wypiło i kawał się wymyślił (przychodzi Siur do lekarza a tam szczur), udaliśmy się na b.party ze specjalnie wydrukowanym przez Chmurę voucherem. A jak się Kołki zbiorą w jednym miejscu, to wiadoo: śmiechy, tekściki, gofry... xD Usłyszeliśmy więc opowieść o lodzie tortowym, zobaczyliśmy wegetariańską kaszankę a Siur miał omamy słuchowe ('jestem szprejem wymarzonym ze snów!'). Mało tego- Chmurze nie trzeba było nawet czipsa milczenia, żeby przestał mówić 'no jasne, Dominik!'. Niestety party skończyło się szybko, więc trzeba było udać się na spoczynek, który nastąpił dopiero po obejrzeniu Kapitana Bomby, wypiciu tego, co kto tam miał i kilku partyjkach remika (a nie, jak najpierw planowaliśmy, w tysiąca do miliona). A w nocy, Chmuro, sorry, zasłałam łóżko!;p
I planowo nastała niedziela i szczur miał wracać do domu, ale gdzie tam!, z osobistym szoferem, który pokazał mi nieznaną część Czechowic, pojechałam do Siura, żeby znów najeść się gofrów, zobaczyć przypinany warkocz Sąsiadki, poznać Ewę, Natalię i zmierzyć się z własnym lękiem, który okazał się najpieszczotliwszym lękiem pod słońcem. Odszczekuję tym samym wszystko, co mówiłam i myślałam o Drace- siurowym psie. U Siura też właśnie miałyśmy atak niekontrolowanego śmiechu podczas mycia zębów i oczekiwałam na to, kiedy ciasto zrobi 'bulg'. I nie spodziewałam się tego, że po niedzielnym pożegnaniu z Chmurą jeszcze go w niedziele usłyszę, a już w ogóle i w żadnym wypadku, że w poniedziałek go jeszcze zobaczę! a tu siurpryza: mało, że Chmur, to jeszcze z shishą :) Siur na tą cześć znalazł nawet karty, więc zajadając się babką i orzechami, przystąpiliśmy do leniwego grania w remika i fazy brudnicko-czechowickiej. I potem trzeba było się zbierać! Oczywiście bez przygód się nie obeszło, i to raczej nie palec boży, jak niektórzy sugerowali, a po prostu szczurzy pech, co by trochę zrównoważyć cały piękny weekend. Bo tu jakiś wypadek na torach, tu stłuczka autobusu... ale szczur ostatecznie do Brudnicy wrócił, na szczęście z kolejnymi oddalonymi o trzy kilometry od Śląska planami:) Ciekawe, czy kolejne nasze spotkanie będzie równie spokojne, bezzębne (i nie chodzi mi bynajmniej o Drakę!) i pełne mhm!

A specjalne podziękowania kieruję do:
Chmury, bo bezsprzecznie mu się należą. Za pomoc w przygotowaniu niespodzianki, niewygadanie się, dach nad głową i odstąpienie łóżka pięknie dziękuję!:*

Siura, za genialne zaniemówienie (o, jak ja to kocham!), gofry, szampon do włosów, mleko i za całokształt. Zresztą Siur, Ty wiesz! Dziękuję!:*

Eh, uzależniłam się od Kołków jak nic! I wprawdzie pożegnanie: 'do jutra!' podoba mi się najbardziej, to perspektywa odliczania od siedmiu też nie jest zła:D

© by szczur 22/09/roku pańskiego 2009 11:20:33 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Człowiek witruwiański.

Kolejny weekend zbliża się nieuchronnie. Resztka wakacji przecieka między palcami. A tu nie ma z kim jechać na koncert do Suchej, a tu nie ma jak założyć Gośce życzeń urodzinowych.
Trochę ratuje mnie przed tym złym i okrutnym światem pani Kossakowska i pan Sztaudynger. Wygrzebałam stare sztaudyngerowe fraszki, które przepisywałam w zeszłym roku w Gdyni i znalazłam kilka, które ubóstwiam. W ogóle obok Leca Sztaudynger jest moim idolem krótkich form. Bo jak tu, na przykład, nie przypomnieć sobie lewatyw czy proroczego schodzenia po schodach, kiedy czyta się:
I jak się chodzić ten spodziewa,
Kto tylko krzyczy: "lewa, lewa!"
Na tym polega cała zabawa,
Że raz lewa a raz prawa!
Jest też fraszka, której nie mogę przeczytać, nie pomyślawszy o Siurze:
Gołębiami brukowany Kraków,
Gówno ma z tych ptaków.
I jest fracha, która bardzo mnie rozwesela i jest nawet w stylu Leca:
Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
Nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.
Poza tym wszystkim spędzam czas troszkę popłakując ze śmiechu przy oglądaniu familiady, łażąc po rusztowaniach i wypatrując tabliczki, które staną się moim łupem, gdy tylko nadarzy się okazja. Z braku czegoś lepszego do roboty obmyślam nowy plan (Kamila dośpiewałaby tutaj fajną resztę:D), niecny i szpetny, w którym ja będę grała tą szpetną rolę. O ile wypali. I, buhahaha, przypomniała mi się jeszcze scenka rodzajowa z imprezy: Chmura wyciąga puzzle, na których jest człowiek witruwiański i mówi: to jest Zbigniew Wodecki! Ach, ta atmosferyczna erudycja i umiejętność wiązania faktów!
Skarpetki jak nie było, tak nie ma (choć niektórzy twierdzą, że jest na pomorzu!), butelka po Tymbarku jak leżała pod sofą, tak leży, a ja powtarzam sobie Sztaudyngera:
Na szczęście nikt mi nie każe
Przyznać się, o czym marzę.
:)

© by szczur 18/09/roku pańskiego 2009 12:53:35 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie

Szyk postpozycyjny.

Pokój przeraża mnie pustką, wieje nudą, działa demobilizująco. Bo przez ostatnie siedem, osiem dni ciągle, dniem i nocą ktoś tam oprócz mnie był, a teraz? trochę paluszków i ciastek, niedokończone wino, śpiące, wymęczone szczurki i poniedziałkowa setlista na głośnikach (i piosenka 47 na przykład!). Tyle jest. Nic więcej.
Na szczęście wczoraj uratowali mnie Miszczowie, robiąc coś, czego bym się po nich nie spodziewała: przyjeżdżają i wyciągają mnie z domu nie pozwalając nawet się przejrzeć w lustrze. I chwała im za to! Polowaliśmy więc na muchy, obserwowaliśmy ważkę i próbowaliśmy swoich sił w robieniu miksów z nestea. Okazało się też, że żaba szerokoustna zakorzeniła się u nich bardzo bardzo:D A potem posiedzieliśmy u mnie (znów się choć trochę zaludniło pod brudnicką flagą!) i powspominaliśmy imprezę. Tak w ogóle to jeszcze odnośnie poniedziałku: jestem dumna z moich Gości, że zastosowali się grzecznie do ogłoszeń parafialnych! Podobają mi się też różne nowe style schodzenia po schodach, które muszę szybko wykorzystać:) No i wydaje mi się, że draże kokosowe korsarz trzeba będzie wpisać na stałe do kołkowego asortymentu żywieniowego, zaraz obok złotokłosych.
Teraz pozostaje obserwować, jak poniedziałkowo-wtorkowa noc obrasta w legendę i jak rozwinie się akcja 'łapczymy kaczki';D
A żeby było choć trochę erudycyjnie, to wyjaśnię Wam, jaki zabieg językowy stosujecie, nie mówiąc 'moja mama', a 'mama moja'. Wydaje mi się to ważne, trzeba być tego świadomym i zapamiętać. Boż jest to rozerwanie przyległości wyrazów określającego i określanego z jednoczesnym postpozycyjnym szykiem zaimka dzierżawczego! I kropka!

© by szczur 16/09/roku pańskiego 2009 13:23:18 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

'Tak leżał, jak ja teraz leżę'

Historia na szczęście lubi się powtarzać, dlatego Ala i Lasia znów pokonały Białotę w pięknym stylu i mogły świętować zwycięstwo w Brudnicy. Przy okazji zjechało się trochę Kołków i Niekołków i znów szczurzy pokój wyglądał tak pięknie, jak powinien.
A impreziło się zacnie i niecnie, nawet dzięki shishy, która wyłamała się z konwencji powtarzającej się historii i trzymała pion, posiedziała z nami moja siostra. Siur przywiózł ze sobą Izajasza (Mojżesza, Jonasza, Judasza, Jezusa, do wyboru, do koloru, ale na pewno twoja stara Tadeusz!), który chciał zahipnotyzować Bimbera, żeby zasnął i nawet zaczęło działać, bo Bimber sobie ziewnął. I w końcu mój namiot jest podpisany! Dlatego warsztaty kulinarne mogły się odbyć, gumka mogła pęknąć i takie tam ;p Kamilę dopadła wena twórcza, więc zrobiła sobie hasiok z puszki po piwie, a my łapczyliśmy kaczki, podśpiewywaliśmy ‘Gdzie moje spodnie, koledzy, gdzie moje spodnie?’ a szczur to nawet nie podśpiewywał a, uwaga!, śpiewał sobie z Siurem o słoniach. W tym czasie Miszczu przyswajał sobie zachowanie żaby szerokoustnej i pouczenie na temat kaloryfera, a Maciek instruował mnie, jak robić zdjęcia. Oprócz tego ponosiłam sobie szelki tyle czasu, że odbiłam sobie wszystkie wcześniejsze przegapione szanse, choć oczywiście nie obeszło się bez bitew, rzucania różnymi rzeczami w różne miejsca i używania swojego uzębienia. I zaczął Chmur, żeby nie było. Ja się tylko broniłam! A potem było już tylko lepiej, choć Cumulus trochę abstynencił, to i tak towarzyszył nam o 5.00 przy kończeniu niedokończonego. A i tak nic nie pobije mojej miejscówy do spania, która najlepsza była ona była! Ja sobie życzę taką jeszcze raz! I pal sześć, że gubi się przy niej spodnie (które nosi się w portfelu, wiadoo!), koszulki, a nawet skarpetki. Te ostatnie to nawet bezpowrotnie. Wierzcie lub nie, ale drugiej starotestamentowej skarpetki nie ma i chuj! Nie mam pojęcia, gdzie może się podziewać, ale druga wisi sobie malowniczo na balustradzie. Ciekawe, czy rozwiązanie tej zagadki okaże się równie olśniewające, jak rozwiązanie sylwestrowej tajemnicy znikniętego kapcia. A rano było już tylko wspólne mycie zębów, opowieści o Marianie, który ‘tak leżał, jak ja teraz leżĘ’ i wyjaśnienie, dlaczego chujowa gumka jest chujowa. Żyć, nie umierać! Tylko nie wiem, pojęcia nie mam, a trochę mnie to dręczy, skąd mam ja dziś zadrapania na łokciu? Ktoś coś wie na ten temat?
Wszystkim Gościom pięknie dziękuję za przybycie, przemierzenie kilkunastu, kilkudziesięciu, a w niektórych przypadkach nawet kilkuset kilometrów, żeby uświetnić imprezę swoją obecnością! Lepszej ekipy wymarzyć sobie nie mogłam, więc dzięęękiii!:*
To kiedy znów przyjeżdżacie do Brudnicy?;>

© by szczur 15/09/roku pańskiego 2009 15:43:37 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Śpiewająco!

Matko z córką. Przyjechała Ala i na zmianę to się uczy, to myśli o egzaminie. Coraz trudniej przychodzi mi odciąganie jej od ponurych myśli, z sesji na sesję maleje moja siła oddziaływania na ludzi. A Ala się widać uodparnia, co w sumie dobrze świadczy o jej systemie odpornościowym xD
Na szczęście są poi, jest możliwość spacerowania, jest muzyka, jest miejscówka na coś procentowego pod gołym niebem... To jeszcze działa. Tak jak i kameleon! Bo na pewno wiecie, że jeśli nie chcecie o czymś myśleć, to tym bardziej o tym myślicie. Dlatego jeśli bardzo chcę odciągnąć Alę od myśli o egzaminie, mówię do niej: usiądź i przez dwie minuty nie myśl o różowym kameleonie. I choć na dwie minuty Ala jest wolna od egzaminów^^
Mam nadzieję, że wczorajszy koncert też tak na nią zadział^^ Najpierw zaserwowałam jej wysoką dawkę adrenaliny (musiała na koncert dojechać jako pasażer, kiedy ja kierowałam!), potem spotkanie z Misią i Markiem, a potem była już tylko muzyka i muzyka. Tides From Nebula brzmią na żywo wspaniale, Caspian też niczego sobie, bardzo przyjemny choć krótki koncert zagrali, natomiast God Is An Astronaut bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, za co im chwała. I improwizacje perkusyjne wszystkich muzyków, przenośne talerze i hi-haty, mnóstwo latających pałeczek, to było coś, co szczurowi bardzo się podobało! Oi, koncerty post rockowe to chyba rzecz, którą bardziej muszę się zainteresować, choć wyglądają zupełnie inaczej od tych, do których się przyzwyczaiłam. Po koncercie było już tylko najbardziej dotychczas brawurowe oderwanie plakatu i można było wracać.
Mam nadzieję, że Ala, pisząca właśnie egzamin, zda śpiewająco. Ostatecznie skoro potrafiła przyjechać z chrypką z koncertu post rockowego, gdzie wokalu nie uświadczysz, to czemu również nie dziś?

Jeszcze scenka rodzajowa, świadcząca o tym, że każdy ma wybór:
Szczur, erudycyjnie trochę, rzucił cytatem z pana Świetlickiego (choć akurat Świetlicki nie lubi, kiedy cytuje się właśnie te słowa): Spierdalaj, gnoju.
Na to Ala: Dobrze, że nie 'spieprzaj, dziadu'.
o!

© by szczur 11/09/roku pańskiego 2009 09:11:29 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Żyć, nie umierać.

Po nocnej z Siurem rozmowie już nic nie jest takie samo. Nic mnie nie zaskoczy. Nic tak nie rozśmieszy. Treść przerosła formę, a forma treść jednocześnie. Powiem tylko tyle:
Hahahahahahahahhaahahahhahahahahahahahaha!
Poza tym szczurowi trochę upitolili włosy (jedyny sposób, żeby z wagi ubyło parę gramów), ale za to pozwolono przehandlować jakieś sklepowe półwytrawne wino na cztery żywce. Cudowne rozmnożenie!
Bo wiecie, żyć nie umierać. To motto wczorajszej nocy, kiedy to gdzieś w oparach dymu shishy (to był mój pierwszy raz, a właściwie pięć pierwszych razów, kiedy shisha z całym swoim ceremoniałem rozpalania należała wyłącznie do mnie!) i z O-zonem, Mezzem i Peją w tle rozmawiałyśmy z Kasią na metafizyczne tematy (studnie, Bekstrit bojs, Bobas xD). Na szczęście nie było czasu, żeby spać, więc nie przyśnił mi się kolejny stek bzdur: że aparat się naprawił, tylko nie robi zdjęć na największym zoomie, że moja młodsza siostra prosi mnie, żebym otworzyła jej absynt albo że Siur jest nauczycielką w moim liceum. Zdecydowanie wolę planować podróże autostopem i dowiadywać się, że jestem ekspertem w Modzie na Sukces. I odpisywać niczym robot na chemiczne smsy-epopeje o 2.00 nad ranem.
A teraz zagadka, której nie umiem rozwiązać. Kto mi powie, co się stało tydzień temu z moją ozoną miętową? nie ma w pudełku ani krztyny. Ani tyci tyci. Nic. Tylko taka plama, jakby ktoś na nią coś wylał i trochę rozpuścił. Czy ktoś wie coś na ten temat?
A we wtorek przyjeżdża Ala!:D

© by szczur 5/09/roku pańskiego 2009 16:48:24 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Zachcianki.

Dziś jest dobry dzień.
Dowiedziałam się, że nie jestem chora na kiłę, wzw typu B ani C i nie jestem zarażona AIDS. Moja hemoglobina ma ładny poziom. Wszystko gra:D
I dostanę dziś zdjęcia ze Slipknota! Cieszmy się i radujmy!
Poza tym żyję ze świadomością, że jednak naprawdę mam w sobie coś z artysty. A świadomość tą obudził we mnie opis chmurnych siniaków. Ileż kolorów, co za inwencja! Jestem pod wrażeniem samej siebie xD
A poza tym wszystkim spędzam upojne chwile z panem Grzędowiczem, który zapewnia mi atrakcje po drugiej stronie galaktyki (hmmm, tak jak Kapitan Bomba, dzięki któremu wiem, gdzie sikorka mówi: ja pierdolę). Mogłam wczoraj urozmaicić to spotkaniem, tym razem oko w oko, z najprawdziwszym panem Pilipiukiem, ale nie było mi dane dotrzeć do Krakowa i posłuchać o "Homo Bimbrownikusie". Oj, aż mnie łapy świerzbią. Chcę nowego Jakuba! I to kolejna szczurza zachcianka, która dołącza do puli marzeń, obok domu z ogrodem, prywatnej autostrady, żyrafy, podróży dookoła świata czy częstszego bujania w obłokach. A tak z bardziej przyziemnych rzeczy, to mogłyby się naprawić samoistnie aparat, gitara i rower. Matko, ileż ja wymagam od życia!
Na szczęście dziś jest dobry dzień.

© by szczur 3/09/roku pańskiego 2009 14:00:38 [komentarzy 6] dorzuć coś od siebie