Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

...

... a Bimbera będę nadal kochać miłością bezbrzeżną i wieczną.

 


szczur 21/12/roku pańskiego 2010 20:22:31 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie

Z kuchnią w roli głównej.

Trzy scenki rodzajowe rodem z brudnickiej kuchni:

1. Scenka z morałem: robienie krokietów. Mamuśka mieli mięso, szczur smaży naleśniki i odwraca je, podrzucając do góry. Mama z pretensją:
- Nie rób tak, bo połamiesz naleśniki!
- Mamo, ja inaczej nie umiem, bo się rozwalą.
- Ale nie rób tak!
- Mamo, daj spokój, wszystko jest w porządku.
- ALE NIE PODRZUCAJ ICH, BO SIĘ ROZWALĄ!
Szczur posłuchał mamy, zamiast podrzucania zastosował to coś do odwracania i... rozwalił naleśnika. Od tamtej pory zgoda i słuchanie piosenki o Barbrze Strejsend zawitały w kuchni. Jak tak sobie myślę, to dochodzę do wniosku, że ta historyjka ma nawet więcej niż jedno przesłanie. Będę ją opowiadać dzieciom.

2. Rozmowa przy śniadaniu. W dialogu udział biorą szczur i mama szczura:
- Mamo, przed Świętami wpadną do Brudnicy Siur z Angolem.
- A co Angol będzie tu robił? przecież nie mamy kur!

3. Powrót do krokietów. Ale musiałam zostawić to na koniec, bo to istna wisienka (pozdrowienia dla Wisienki tak przy okazji:D) na torcie. Jak wyżej: szczur smaży naleśniki, mamuśka mieli mięso. Tata wchodzi do kuchni, przeciągle beka i wychodzi.

To się nazywa życie. Wolności świąteczna, witaj! :D


szczur 16/12/roku pańskiego 2010 11:54:17 [komentarzy 3] dorzuć coś od siebie

...niech ci zdechnie krowa!

Wiem, popełniłam wobec bloga i Was wszystkich grzech zaniedbania i pewnie już nie wrócę do szerszego opisywania Bieszczad, wesela, Żywiołaka, śnieżnych przygód i tym podobnych. Wspomnę tylko o tym w kilku słowach. Ale zacznijmy od tego, co pamiętam najlepiej, czyli od czegoś strasznego. Chociaż, jak się okazało, Strachy nie takie straszne, jak Grabaż prześmiewczy. Jeszcze takiego tłumu w Studiu nie widziałam nawet na rmfie, dlatego pewnie ochroniarze chcieli wywalać z klubu nawet za pomylenie toalet, ale to już inna historia. Ważne, że koncert był zacny, a setlistę zmieniłabym tylko w dwóch, trzech punktach. I za możliwość usłyszenia SnL i to za darmochę oraz za towarzystwo Chmurze jstem bardzo wdzięczna :*
Ale trzeba przyznać, że zabawa wcale nie skończyła się razem z koncertem, po którym dotarliśmy do Kołka Honorowego, czyli do Dziwadła. Razem z Alą chyba wcześniej poprawiały sobie humor, bo powitały nas tak radośnie, że aż glany spadały. I tak z Żywcem wśród Tatr, śmietankową shishą i różnorodnymi rytmami (od reggae po Stachurskiego) było nam dane grać w skojarzenia (disco – polo – market – media – rodzina, drzewo – liść – plaskacz – samoobrona – Andrzej Lepper) i prowadzić rozmowy na poziomie, choć padały niewybredne przekleństwa (o ty stara kurwo, niech ci zdechnie krowa!). A ile pojawiło się woodstocków, miłości, muzyki, wódy, dziwek i seksu, to tylko my wiemy. Okazało się też, że samo zadawanie się z Chmurą może komuś zszargać opinię i nawet kiedy mówi się prawdę, to nikt już w nią nie wierzy, choć jest prawdą najszczerszą. Nawet jak powiedziałam, że go nie znam (bo to jest moje prawdziwe, pobożne życzenie), to Dziwadło nie uwierzyło. Dziwadełko jest też o dwa kroki bliżej od założenia konta na fejsbuku, bo może Andrzej zje jakieś mięso, a może Magdalena się złamie i będzie chciała wiedzieć, co zrobiliśmy z jej włosami na weselu. No, po tamtym weekendzie pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie zarażę się anginą ropną (ani Ala, która ma nakichane) i że nie wda się gangrena.
A wracając do wydarzeń zamierzchłych, oto one w wersji instant:
Bieszczady. Wycieczka turystyczno-objazdowa, a właściwie to obiadowa, bo oczywiście babcia Ani znów dała popis kulinarnych umiejętności równie wielki, jak szczur popis stuprocentowej sprawności jej gps. Było dużo rond i rund wokół rond (łiiiii!), były Jaszczew, Potok, Trzetrzewina (stamtąd na pewno pochodzi YouJózef) i cała masa innych fantastycznych miejscowości, były też loty na miotle, chadzanie po wszelkiej maści ruinach, magia na szczycie, gdzie ciemno jak… ciemno i piwo z darmowym sokiem imbirowym.
Wesele party. Panie z Usa jako druhny, fantastyczny Rysiu i romantyk deklamujący wiersze. Czego więcej trzeba? Zwłaszcza, gdy jechało się na party pociągiem interredżio ze zmodernizowanymi drzwiami. To lepiej, niż jedną nogą w samochodzie, a drugą w aucie! Były też zabawy z kompotem truskawkowym, paląca (się) Chmura, niezatańczony Sokół ani Pono, śmierdzące wiersze, pałaszowanie ogórków i wszelkie zabawy weselne. Czyli to było zdecydowanie dobre, ostatnie katowickie party Anno Dominik 2010, choć zginęły nam piwa!
Żywiołak. Piękne pogańskie andrzejki, mimo że dość chłodno okupione;p Koncert świetny, kontakt z muzykami nawiązany (chyba ty!), pytanie o ich słowiańskie Mazowsze zadane. A potem ktoś za nami jechał, a Siur dostał prezent urodzinowy. Wiśniówka była wtedy bardzo dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza że Chmur miał chujową ślinę, a wszyscy jak jeden kołek próbowaliśmy robić bańki ze śliny. Nie wyszło nikomu, ale wyglądaliśmy epicko :D Było też minimum jedno potorcie, zaginięcie czapki i cała masa śmiechu, mimo że bez kulek. Następnego dnia natomiast przedacidzie też było niczego sobie, Król bił mi pokłony, siostra Siura, która być może jest też moją siostrą doczekała się spełnienia cytrynowej obietnicy a Żandarm zgolił wąsy. Tak bawić mogę się co tydzień:)
Żyć nie umierać!

Ps. Witamy Siura w Polsce! :D


szczur 13/12/roku pańskiego 2010 13:05:44 [komentarzy 7] dorzuć coś od siebie