Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Ostatni krzyk mody.

Dam kolejny dowód na to, jak pilnie się uczę. Przecież nadal mam dużo czasu, zacznę w poniedziałek, bo piątek to zły początek, prawda? Zresztą znaki na niebii i ziemie wskazują, że zbliża się coś złego - jest Scott Walker, lewa dolna ósemka znów się wyżyna a herbata znika coraz szybciej. Już od dawna chcę się zabrać za coś konstruktywnego, ale wypadają mi różne mniej lub bardziej ważne rzeczy. Na przykład? - zapytacie. Ano choćby powiększyła mi się szczurza gromada o dwa przepiękne maluchy. Tak oto zostałam posiadaczką Złotego (i) Bączka, czyli czuję się zobligowana do tego, żeby koniecznie, obowiązkowo, bezżadnegoale jechać na Woodstock 2011. A ogonki są kochane: Złoty jest spokojny, ostrożny, ciut wystraszony jeszcze sytuacją, co nie przeszkadza mu jednak próbować ząbkami wszystkiego, co napotka na swojej drodze, bo a nuż będzie dało się to schrupać! Moja ręka, choć nie chrupie, też jest często podszczypywana, ale to jest podszczypywanie z serii urocze i przyjacielskie. Tak jak pierwsze rytualne obsikanie. A Bączek, jak na Bączka przystało, lata po całej klatce jak oparzony i słowo 'lata' nie jest tu nadużyciem, bo Bączek był chyba w poprzednim wcieleniu jakimś pasikonikiem. Jego wyjście z klatki oznacza bieg na czas po wszelkich zakamarkach i niemożność złapania go do rąk. Jak się zmęczy, sam wraca. Ugryź, wielki, troszkę napuchnięty po ostatnich zdrowotnych problemach, z futerkiem napuszonym od inhalacji, wygląda przy nich jak Godzilla. Ale krew się nie leje, jest dobrze :D

Poza tym, jadąc po szczurki, czytałam sobie notatki z podstaw teorii kultury i  podczas lektury doszłam do wniosku, że nie jestem człowiekiem. I jeszcze ten kciuk... Ostatnio pomyślałam, że jest już z nim dobrze, bo bez akrobacji cyrkowych trzeciego stopnia jestem w stanie się ubrać, ale nie, nie potrafię nadal wykonać czegoś tak prozaicznego, jak pstryknięcie palcami. Ciekawe, jak się ręka spisze na jutrzejszym koncercie, poprzedzonym wyprawą Niestrudzonych Nosicielek Porządku i Ładu do Nieledwii. To będzie doskonałe uwieńczenie meganiewyspanego tygodnia, które zaczęło się przyjazdem wnuczki do Jaszczurowej, przyzwyczajonego orgazmu, emo Lucyfera, pana i konkluzją, że nasze ostatnie preferencje muzyczne są nieco... roz(pos-?)strzelone.

A tak na koniec: czy nie uważacie, że wyrażenie: ostatni krzyk mody może kojarzyć się ze śmiercią?

PS. Właśnie się dowiedziałam, że dostałam czwórkę z plusem za pracę u dr Pluty. Podobno nawet chwalił za staranność. Ależ jestem z siebie dumna! :D


szczur 28/01/roku pańskiego 2011 16:48:48 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Nie proście o trzymanie kciuków.

Cały czas wmawiam sobie, że do sesji jeszcze daleko. W kalendarzu (tak, tak, kupiłam sobie wreszcie kalendarz, żeby wszystko skrupulatnie zapisywać i planować) zanim nastanie to straszne coś, jest jeszcze sporo przyjemniejszych rzeczy. A wypadałoby wpisać sobie jeszcze na przykład wypad do Ciszy lub Spokoju. Wiecie, że mają tam 20 różnych syropów do piwa?
Poza tym: kciuk powoli (z naciskiem na powoli) zaczyna być zdatny do użytku, choć dziś w sklepie przyczynił się chociażby do wturlikania się trzech pomidorów pod chłodnię. Taki z niego niezdara. Choć swoją drogą ciekawie jest funkcjonować i uczyć się codziennych czynności, nie używając lewego kciuka i jego przedłużenia w wewnętrznej części dłoni. Przykładowo: pisanie na klawiaturze nie poruszając nim z rozpędu i przyzwyczajenia to sporo, zapięcie stanika albo spodni to duży wyczyn, obranie pieczarek – mistrzostwo. Niestety trzymanie kciuków nie wchodzi w grę. Co najwyżej mogę trzymać kciuk. Jeden. No, chyba że ktoś użyczy mi swojego, to mogę potrzymać dwa.
A tak na koniec coś, co przyczyniło się do mojego świętego oburzenia: vibovit kosztuje ponad 14 zł! Rozbój w biały dzień! A najgorsze jest to, że jak kupić trza, to trzeba ;P


szczur 22/01/roku pańskiego 2011 11:36:50 [komentarzy 5] dorzuć coś od siebie

Happy rider.

Chyba zaległości pozostaną ze mną przez cały Anno Dominik 2011, ale co tu dużo mówić – szczur jest zabiegany, zaaferowany dzieciakami w ilości hurtowej i zaoglądany w całej gotowonawszystkości, a to przez swoją Żonę i jej ojca, a pani Ania też nie jest w tej kwestii bez winy. Tak czy inaczej: Cały czas sądzę, że ten rok jest dosko ;D
I znów zacznę od tylca strony, czyli od tego, co pamiętam najlepiej – niespodziewanka dla Walczaka. Planowana z Kubą Kubeczkiem już od 2. stycznia nie mogła się nie udać, a wzbogacona o Dziwadło była wręcz fantastyczna. Ale najpierw były Komandiry, próba lokalizacji samych siebie w przestrzeni miejskiej i plany na Woodstockowi półmetek. Gorzej było z orientacją na rynku i stanem naszych pęcherzy, ale dzielnie daliśmy radę. I tak dotarliśmy do Żony z małym szampańskim zapasem i zaczęliśmy imprezę. I znów Dziwadło pokazało swoje talenty didżejowskie a Żona – kulinarne. Zastanawiam się, od czego zaczęła się faza na picie z moją siostrą, ale chyba głównie od Kuby i jego chęci wkręcenia się na przyszłoroczną imprezę. Ale pewna nie jestem. W ogóle wielu rzeczy po tym wydarzeniu małżeńskim, podczas którego adoptowaliśmy Dziwadło, po prostu nie wiem. Czemu spałam w skarpetkach? Kiedy poszło Dziwadło? Czemu Kuba spał od strony ściany? SKĄD W MOJEJ KIESZENI TE KLUCZE I CZYJE ONE SĄ?! Na pewno nie pomoże tu spacer, piękny szczurzy orzeł na chodniku, kolejna porcja szampana, kradzież niezidentyfikowanych znaków drogowych i kilka rzeczy tego pokroju. Ważne, że przeżyliśmy, ja osiągnęłam stan bezgranicznej afirmacji świata, a rano Walczak mimo kaca wypuścił mnie i Kubeczka z mieszkania. Chyba wszyscy mieliśmy tego dnia wyjebane na kwitnięcie, ale to ja wsysnęłam pierwsza jajecznicę bez dodatków :D Wnioski? Głównie dwa:
1. Nowe zasady baflo to zło w najczystszej postaci.
2. Jeśli chcecie robić dobre pomoce logopedyczne, nie wybijajcie sobie palca, nawet u lewej ręki :P
A potem było spotkanie z panią Anią, nieprzyjemna obserwacja, że lody truflowe już mi nie smakują tak, jak kiedyś i podrożały okrutnie i powrót do domu w stanie półśpiącym.
A wcześniej… Wcześniej był czwartek i Maczeta po raz drugi. Wiedziałam, że muszę ją obejrzeć z Dziwadłem i się nie zawiodłam :D Piotr miał wyczucie i przychodził do nas zawsze, gdy akurat były sceny z gołymi kobietami, choć najlepszą akurat opuścił. A potem shisha, spóźnienie na tramwaj, Dominik aus Dojcz, śpikający po angielsku i pilnie uczący się polskiego (wypierrrrrrrdalaj, kurrrrrrrwa!, Fszczebrzsznie chszoncz bszmiftczinie), budowanie samolotów i ich wersji beta, które się rozbiły i stanęły w płomieniach niczym tupolew (czy on też się zapalił? Jeśli nie, to my mieliśmy lepsze samoloty). Podsumowując: happy driver, easy rider i tomorrow kac.
Natomiast cofając się jeszcze bardziej, przyjdzie mi w zaszczycie opisanie wyprawy żeńskiej części mojego małżeństwa do Jaszczurowej. Już sama droga była nie lada przygodą, ale na szczęście zakończoną pomyślnie i bez szwanku. Więc trzeba to było uczcić. Jak? Choćby kolacją przy świecach(na wzór kolacji ze świecami roboty mojej Żony!), taką prawdziwą, z płatkami róż i samymi różami, zmrożonym szampanem i wykwintnym, bogatym menu ;D Po kolacji zrobiło się mniej oficjalnie, Paletki zaadoptowały nawet moją Żonę, która molestowała Lucyfera i kaszlała w jego dupę. Wszystko to działo się oczywiście podczas gorącej, ciepłej letniej nocy, kiedy to odbył się nasz pierwszy raz z bananem. Mąż też miał macać dokładniej, dziecko miało nie brać narkotyków, tylko pić wódkę (choć mama też miała nie pierdolić, tylko pić:P) i iść na konika. My powoli osiągaliśmy patalogiczny stan, Lucyfer się wkurwiał i gryzł, Walczak się ściemniał, naprawdę, a Marta układała poezję w stylu:
‘Jeszcze jeden i wściekły pies – jes, jes jes!’
Po turlikaniu się pod choinką, obrusach na głowie (znowu!) i tańcach na łóżku poszlim spać, żeby od rana (czyt. Południa) robić sobie z Martą Kitchen After Party i czekać na obudzenie się Walczaka vel godzilli. A jak się z taką pijaną godzillą dosko jedzie samochodem! xD
No. Tak to było. A dziś jeszcze było spotkanie z Alą, nowe plany, odrodzenie naszych fascynacji muzycznych i picie burżujskiego piwa. To wszystko jest takie dobre, ale niech Was nic nie zmyli- szczur się uczy, szczur pracuje, czasem zarwie jakąś noc dla dobra sprawy.
Więc żegnam, bo już zerka na mnie Klemensiewicz, a spojrzenie ma złe i ironiczne. Do sesji jeszcze dużo czasu, nie?


szczur 19/01/roku pańskiego 2011 00:12:35 [komentarzy 9] dorzuć coś od siebie

Dosko się czuję!

Czas najwyższy poczynić raport z remontu, żeby żaden BeHaPowiec ani tym bardziej kierownik budowy się nie przyczepili. Wprawdzie miał powstać stadion na euro 2012 a tylko pomalowaliśmy ścianę i opędzlowaliśmy Dziwadło, ale cóż począć, widać siurokręt był za mały, a Zbyszka, kurwa, nie było. Ale ważne, że krzyż był za choinką, a ja miałam nawet dwa prywatne krzyże za dwoma prywatnymi sałatami.
Ekipa remontowa była dosko. Chmur przytaszczył ze sobą laptoka, co miało swoje plusy i minusy, ale koniec końców to na jego lapku Dziwadło założyło sobie konto na fejsbuku. Oczywiście złożyły się też na to inne czynniki, jak choćby zjedzenie trzech krokietów z mięsem, ale to mniej ważne:P Sąsiadka (vel Sąsiadka Pi!) też miała w remoncie niemały udział nie tylko laptokowo-karaokowy, który ujawnił w Ewie talenty didżejowskie, ale też podwójnie foliowy. I choć jedna z folii nie uchroniła podłogi przed zachlapaniem, to druga skutecznie powodowała wypinanie się na to. W ogóle, jak to już było stwierdzone, podłoga nie kleiła się bez powodu – wszystko dla Chmurusa, żeby miał lepszą przyczepność :P
Siurowi nie udało się ani osiągnięcie trzeciego levelu ani zgarnięcie tytułu Losera roku 2010 (buhahaaa, mistrzowsko sprzątnęłam go jej sprzed nosa!), ba, nawet jej ręka została uwięziona a czapka zagubiona (i do tej pory nie odnaleziona. Obawiam się, że będzie musiała zostać zaliczona do rzeczy wchłoniętych przez Trójkąt Brudnicki), ale przynajmniej Angol nie ma na co narzekać, zostało to udowodnione, zmierzone i udokumentowane. Udokumentowano też nowy porządek świata ustalony przed Kołki, tym razem: ja ci dam czipsa, ty mi dasz pasek, ona go zje i niezidentyfikowane wytrzepywanie bubutów. Szkoda, że nikt nie nagrał opinii szpeca od ogórków i w ogóle od wszystkiego, czyli Izajasza. Jako człowiek z wielotysięcznym doświadczeniem ogłosił, że ogórki były kiszone i basta.
O północy oprócz szampana, życzeń i sztucznych ogni były też aniołki / orzełki, a potem było tylko lepiej. Bo wiadoo, lewa dziura na picie! Szymek (albo jak kto woli: Szynek!) jako pierwszy uświetnił imprezę, a biedna Ela musiała przez to nocować na sofie, ale za to później dowiedzieli się, że półmetek mają, jak sama nazwa wskazuje, w piątek. Ale zanim to nastąpiło, działo się wiele: były rozmowy typowo kołkowe: (hasać z chałką pod pachą), było studio tatuażu (wybór wzorów olbrzymi, można nawet było zrobić sobie tatuaż trwały), była gra w karteczki, ale nie z pożytkiem dla wszystkich, skoro Chmura dowiedział się, że ma krawat z piwnicy, a na drugi dzień o tym w ogóle nie pamiętał, były też przeróżne przyśpiewki: od kolęd (-…że panna czysta…  -a tak a propos czystej!; Gdy czysta panna) po luźne interpretacje Bakczysaraju (No chodź załóż konto na fejsbuku, No chodź ze mną na wódkę, No jedź z nami do Czecho, No jedź się z nami alkoholizować). Nie myśląc wiele uległyśmy z Dziwadłem namowom i kiedy już krokiety, śmieter i siepod były zjedzone, impreza uświetniona przez 4 (słownie: cztery!) osoby a utwardzacz do herbaty nie robił już na nikim wrażenia, pojechaliśmy do Czecho, mijając kurwa durni, żeby kontynuować zabawę. Kuba Kubeczek spojrzał na dolną półkę lodówki i postanowił się dołączyć, później przyszedł też Szymek i tak mieliśmy ekipę niemal remontową. Oczywiście bez Izajarasza to nie byłoby to samo, więc zadzwoniliśmy (ale najpierw Dziwadło musiało połknąć), żeby został udzielony słowną naganną, powiedzieć, że chcemy colę i żeby usłyszeć proroctwo na 2011, które nota bene jest bardzo dobre, choć też wieloznaczne. Zastanawiam się, czy może to wpłynąć na otrzymanie Oscara przez niektórych :P I jak jesteśmy przy proroctwach, to mam nadzieje, że Izajasz nie bez kozery odbił na ścianie prawą a nie lewą stopę i oznacza to, że będę wstawać tylko prawą nogą:D Były też ładne prośby typu: Kubo Kubeczku, odłóż mój kubeczek na stoliczek, co po słowach w stylu 'wydupiaj!'; robiło niemało wrażenie. Dziwadło zaczęło już wtedy udowadniać, że jest najlepszym didżejem, a potem, kiedy się okazało, że nie było dla nas miejsca w żadnej gospodzie, bardzo dobrym kompanem do sikania i kreatorem snów. I to się złożyło prawie tak dobrze jak Chmur w samochodzie Sąsiadki ;D  Siur, tu apel do Ciebie: nie przejmuj się, że nie zrobiłaś przewrotu. Chmur też nie zrobił, nawet w kasku na głowie:P A wracając do snu: mogłam ubrać na głowę kask z piwami w środku, poza tym spadały z nieba gwiazdy, myliliśmy trop i zastanawialiśmy się nad uprawianiu seksu, latając. Mało tego, wilgotność powiecza była tak duża, jak duże powinno być stężenie alkoholu podczas nirwany.
Poranek natomiast zaowocował w potężną dawkę techno i tosty z resztek chleba, a potem trzeba było wracać, w piździec! Na zawołanie! Dobrze, że sen Dziwadła się nie skończył i wszystko dalej działo się po jej myśli, dlatego zdążyłam nawet na zajęcia. Dobrze też, że przez cały ten czas tylko Stachursky potrzebował nervosolu.
I tak, kończąc raport z remontu, chciałam Wam przepięknie podziękować za fajowe rozpoczęcie Nowego Roku i życzyć Wam na ten Rok najlepszego! :*


szczur 5/01/roku pańskiego 2011 19:31:40 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie