Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
nie-mam-nazwy *szczurza norka - blog4u.pl

szczurza norka

Jak najlepiej zrobić herbatę?

Aaaaaaa, jaram się!

Ten typowo szesnastkowy wstęp zawdzięczacie zakończeniem pewnego szczurzomagisterskiego etapu. Wczoraj skończyłam liczyć, segregować, klasyfikować, łączyć, dodawać i określać czasowniki. Tak więc stustronnicowa tabela z czasownikami osobowymi plus dwie dwudziestostronnicowe tabele - alfabetyczna i frekwencyjna - zrobione. Można zabierać się za teorię. A z tym przewiduję problemy różnych natur. Natury leniwej i nieogarowej zwłaszcza. Siur, czy mogę ułożyć trochę puzzli? :)

Poza tym niespodziewanka goniła niespodziewankę. Na dzień szczura Kołki najechały Brudnicę, czego ani trochę i ani ciut ciut się nie spodziewałam. Płakaliśmy wtedy ze śmiechu, ale z czego dokładnie? Nie pamiętam. Potem był wielkoczwartkowy najazd na Chmurę i spotkanie w tak pięknym gronie, że aż miło! Nie pamiętam już też za bardzo, co chciałam napisać o Alicji, oprócz tego że Kołki jak zwykle się postarały i naprawdę przeniosły się w magiczną krainę. Tylu zająców na raz dawno nie widziałam! A był nawet zając-kot, który odkrył w trakcie imprezy, że świecą mu się uszy, czym dopasował się do swojej Księżniczki Ze Świecącym Berłem, a mojego Pana. Myśląc o tym wydarzeniu, do głowy przychodzą mi też od razu: śmiech Siura, Masło próbujące śpiewać tak jak Pika, Olga z mnóstwem ciasteczek, na które nie chciała mi podać przepisu (to zasługuje na opowiedzenie. Szczur do Olgi:
- Olga, jak upiekłaś te ciastka?
- Nie powiem ci, nie myśl, że jestem najebana.
Pół godziny później Olga:
- Szczur, chcesz znać przepis na ciasteczka? :D),
biały szczur wybierający, kto ma się napić i Izajasz, który miał rzygać, ale poszedł za wcześnie spać. W dodatku Sąsiadka wyglądała megaśmiesznie w kostiumie Bliźniaka, Izajasz był ewidentnie króliczkiem playboya a najfajniej ubraną parą byli Żandarm i Dziwadło. Ale nic by z tego nie wyszło, gdyby nie pomoc mojej Żony, która dostarczała serotoniny potrzebującym, choć nie umyła po sobie lustra :P

Co ja to jeszcze chciałam... Koncert w Alchemii opisywałam? Chyba nie. Ale no, byłam. Wystarczy :P Grunt, że przy okazji odkryłam, gdzie pracuje Wtrobek (a wiedza ta już owocowała, a nawet lemoniadowała!), poznałam kazimierzowe miejscówy do picia piwa i po pięciu latach studiów umiejscowiłam Plac Nowy w swojej mentalnej mapie Krakowa.

Poza tym praca, uczelnia, konferencje, szkolenia i... prażone :) Gdzieś tam jeszcze pociągi wczesną porą, balkonowe zamknięcia, Lecznica Stałych Doznań i Las Zaginionego Mitu w tle i już macie obraz tego, co dzieje się u szczura. Nu, to do następnego!

Aaa. I jeszcze odpowiedź na pytanie z tytułu:
To wszystko zależy od mąki i chochli.

Voila!


szczur 24/04/roku pańskiego 2012 15:24:51 [komentarzy 4] dorzuć coś od siebie

Jestem retro, jem oreo...

Niewyobrażalnie mi głupio, że narobiłam sobie aż tylu zaległości, ale czułam taką niemoc pisania, że nic nie potrafiło jej przełamać. Dodatkowo narastająca ilość rzeczy do opisania działała, o dziwo, odwrotnie proporcjonalnie do wzrostu twórczej mobilizacji. I teraz tyle rzeczy nie zostanie uwiecznionych, bo przepadły już w czeluściach niepamięci! Więc póki pamiętam, w skrócie naprawdę telegraficznym piszę, co jeszcze w mojej głowie zostało i co pamiętać KONIECZNIE TRZEBA, niekoniecznie w kolejności chronologicznej.
- Double Covan, czyli Covan Wake The Fuck Up w Zabrzu i Krakowie. Zabrze minęło pod znakiem sweterka i pelerynki i grzania się przy kozie. W Krakowie ekipa była większa, bo bogatsza o Karolinę, Izajasza, Elwooda i Grochowego Sławka, a także przyplątał się Jakubu. I o ile dupy zmarzły nam wtedy niemiłosiernie, to jednak zaoszczędziliśmy na taksówce, ja mogłam poznać szczury Majstra i w sumie dzięki Covanowi dowiedziałam się, co trzeba zrobić, żeby pozostać w bezpiecznym kontakcie i jak bardzo przydatna jest taśma izolacyjna. Szkoda tylko, że Masło nie dojechał, bo chciałabym zobaczyć Dziuba bijącego przed Masłem pokłony.
- Był też koncert reggae (!) w Suchej Be. Jako że warunki pogodowe były zaczepiście niesprzyjające, postanowiłyśmy z Kamilą i Dominiką na koncert pojechać i być jednymi z pięciu osób lubiących reggae. Wyjazd z mojej strony w 100% trzeźwy, a i tak okupiony bólem kaloryfera i powiększeniem zmarszczek mimicznych. A czemu? Bo jestem retro, jem oreo, lubię to! You know! (i mówię to koniecznie w geście kamilowym)
- Przy okazji przygotowań do koncertu Jelonka zapoznałam się z ekipą Wiś i muszę przyznać, że warto było na jeden wieczór zamienić się w żula i za parę startowych groszy wypić ostatecznie tyle wina i piwa, a nawet szampana! A mówię to otwarcie i szczerze :P
- Po przygotowaniach Jelonkowych nastał czas Jelonkowy i stanikowa niespodzianka. Z moich obserwacji wynika, że jeśli przyjdzie się na koncert z reklamówką biustonoszy, to można sobie pozwolić na o wiele więcej niż bez takowej reklamówki. I wynika też, że Maniuś jest tak prostolinijny i skromny… :D A staniki na scenie prezentują się bardzo ładnie, a na Jelonku, Mańku, Krzysiu, Pawełku i Jebiku jeszcze ładniej^^. Po Jelonku był brudnicki after z przerwą na kolejny dowód Majstrowej niewybredności w stosunku do kebabów. Była świnia Wa i pies Ryan, a nawet tomacie, czyli takie małe pomidorki oraz rareczki, czyli krótkie żaróweczki. I jeszcze chyba ZaJajka i ZaJączki. Tak się dzieje, kiedy lewom ci polewom, względnie inaczej podzielcie sobie lewomcipolewom. A polewałam Siurowi, Dławidłu, Żandarmowi, Jakubowi, Majstrowi, Izajaszowi i Sąsiadce. W zamian mogliśmy posłuchać fragmentów Księgi Izajasza czytanej przez samego… Izajasza. Niezapomniane przeżycie!
- Szczur wyjechał też do Ali w celach spędzenia goretynek w babskim towarzystwie. Było zaskakująco integracyjnie pod względem muzycznym, a prawdziwych emocji dostarczył nam chińczyk xD
- Ala była też u mnie, na małej krajoznawczej wycieczce. Trasa była malownicza, a niespodziewanka w postaci pana z Domu Rozsądku i Zadumy dość… dziwna. Ale z przechadzki wróciłyśmy zadowolone, ze zdjęciami i planami na kolejne, dłuższe trasy. Ktoś chętny? : )
- W ogóle to gdzieś tam międzyczasie był u mnie Siur i poczułam się wtedy jak za starych, dobrych czasów. A jaki mindfuck mi Siur zaserwował, pokazując ogłoszenie o sprzedaży sukienki i puszczając różnie teledyski! Już nigdy świat nie będzie wyglądał tak samo.
- Do tej pory dwa razy było mi też dane usłyszenie Plagiatów. Raz nawet supportował ich mój Mąż! Miło było odwiedzić Czechowice, wieczór koronować pobytem w Primusie, rozmawiać z Olgą o kubeczkowych tatuażach i wcinać poranne tosty. Ale przedwczorajszy koncert Plagatorów był o wiele lepszy! Miałyśmy zaszczycić ich skromną ekipą w składzie ja + Dziwadło + Żona, a tymczasem… pojawił się Masło ze znajomymi, Chmura z Olgą, a nawet Majstrowa Karolina. Ekipa była więc duża i bardzo dobrze bawiąca się, a ja oczywiście musiałam parę razy leżeć na parkiecie, strzelać szelkami (tak, tak, były szelki!) i opieprzyć Masło, bo głupek nie szanuje swojego kręgosłupa. A Żona była zadowolona, bo otaczali ją faceci z dołeczkami w policzkach :D
- Jak już tak o koncertach w ogóle, to wspomnieć jeszcze warto o Hunterze – to też był piękny koncert, z kilkoma nowymi znajomymi i śmiesznym powrocie do domu. Ale oczywiście miałam bardzo ekskluzywne miejsce, zarezerwowane dla mnie specjalnie przez Masło. Bo Maślanka jest dobra na wszystko! I ostatni koncert, o którym nadmienię, był koncert Kethy. W sumie wiązał się on z bramowymi piwami, straszeniem ludzi i dobijaniem pieczątek. Bardzo mi się podobało, jako że muzyka Kethy to zupełnie inne doświadczenia dźwiękowe niż ‘standardowe’ i chętnie posłuchałam na żywo tej muzyki popieprzonej.
- Wiedzieć też Wam trzeba, że z Joanną nie ma czegoś takiego, jak jedno piwo i kończy się to różnie, nawet… szczurem tańczącym. Choć chyba już lepszy szczur tańczący niż znikająca kurtka, ale to już w sumie może Walczak powinien się wypowiedzieć. W każdym razie ja już nabrać się nie dam, bo potem jakieś JazzRocki, żurki w chlebie albo nie wiadomo co. Czyli po prostu nigdy więcej nie powiem: no dobra, ale tylko jedno piwo! xD
- 10 marca Kajka świętowała swoją osiemnastkę. Impreza była bardzo dobra (Kajuśka wzięła ze mnie przykład! :D) a nawet udana, choć zaowocowała kilk(unast)oma nowymi rysami i plamami na moich ścianach, niedziałającym głośnikiem i stłuczoną szybą. Ale dowiedziałam się na przykład, że mój tata jest studentem i studiuje na chujocie, każdemu może się zdarzyć rozwalenie tortu a w modzie są firanki.
- Zainaugurowałam też, a potem parę razy korzystałam z dobrodziejstw zielonej miasteczkowej trawki (ot, choćby z Dławidłem niedawno). Inauguracja była wyjątkowa, bo miała zakończyć się na jednym piwie, ale skoro nowo poznani ludzie częstowali mnie i Jakubu wódką, to jak można było pogardzić? a potem łatwiej jest przecież w piątkę zrzucić się na wino, bo to tanio wychodzi. I tak poznałam Diobła z Jastrzębia, kolegę od okularów i kolegę od znikania, nie tylko piwa ze sklepu, ale i ludzi z miasteczka.
- Niedawno miała też miejsce inauguracja sezonu ogniskowego w skromnym, trzyosobowym, babskim gronie. Było strasznie (fajnie), zwłaszcza gdy w trakcie poszukiwania płynów zorientowałyśmy się, że jest przymrozek :P
- W ramach budowania relacji z niektórymi ludźmi w grupie, odwiedziłam też razem z Żoną i Joanną pannę Maciuszek w Starym Sączu – mieście pięknych drzwi i tajemniczego miejsca z huśtawkami. Już sama podróż była zaskakująca i obfitująca w przygody, a potem było tylko lepiej ;) Wyjazd upłynął pod hasłami KRRRRA! i Hallo Koty, pojawił się także jamochłon i przerażające rybki. A wiecie, dlaczego? Bo to jest Kossak! Zwłaszcza, że Delfina Potocka cały czas się na mnie (NA MNIE!) patrzyła a Joanna pięknie imitowała podstawkę pod piwo. A że nie udało nam się poznać wtedy Maciuszkowego chłopa, nadrobiłyśmy to z Martą, udając się do MOCAKu na nową wystawę. O ile ostatnio trudno mi było przyjąć do świadomości penisy z żyletką, o tyle Eva i Adele po prostu przepędziły  nas z muzeum.  Nie rozumiem tego i tyle < bezradny > Za to Adrian zawiózł nas na różne osiedla, obejrzeliśmy sporo wozów policyjnych, a na końcu nawet fajne jeziorko i cmentarz żydowski.
- Joanna zadbała też o podtrzymywanie Maciuskowo-Adrianowych znajomości na imprezie Casino. Moja Żona wyglądała na niej najpiękniej! I, co dziwne, kiedy jechałyśmy do Joanny w pełnym rynsztunku przebraniowym, wzbudziłyśmy więcej sensacji niż jadąc na imprezę wampirzą. Ogólnie impreza była świetna i posądzam Joannę o robienie mi konkurencji w tej kwestii! Z Casina płynie też nauka życiowa: jeśli nie chcesz się upić, to… nie przynoś ze sobą wina xD A już na pewno nie pij wódki od nieznajomych, bo wtedy łatwo jest robić primaaprilisowe i wazonowe żarty.
- Grzebiąc w mojej zaśmieconej pamięci przypomina mi się też przyjazd Mojego Pana do Krakowa. Z Alą postanowiłyśmy sprostać wyzwaniu i dotrzymać Pieli i Pawłowi towarzystwa przez całą noc. Był więc najpierw Still, żeby móc sobie spokojnie pogadać, spotkać niespodziewanie Pikę i wypić piwo za piątkę (jedno, góra osiem!). Potem natomiast było szukanie knajpy, w której oprócz dobrej, rockowej muzyki byłoby też miejsce siedzące. I tak w poszukiwaniach natknęłam się na… Młodego. Nasze zdziwienie było ogromne, bo jak, Młody? i to akurat przechodzący koło wejścia, kiedy pojawiamy się tam z Alą? Takie spotkanie nie mogło się skończyć na prostym: cześć, co u Ciebie?, więc posiedzieliśmy w Rock’n’Rolli aż do pociągu Pieli i Pawła. Tak się cieszę, że mogłam ich wtedy zobaczyć!
- Były też dwa filmy u Skowronka, w tym jeden z masowym noclegiem u Żony. Dobrze, że nie zginął nam wtedy szpinak!
- Cieszę się też ogromnie, że na nowo udało mi się nawiązać kontakt z Doktorem Wilczurem. Aż się oko w łezce kręci na wspomnienie o starych, dobrych, mocno-nocnych czasach!

I to chyba tyle. Naprawdę dużo się działo i aż dziw, że w tak krótkim, bądź co bądź, czasie mogłam poznać aż tyle fajnych miejsc w Krakowie!   Ktoś chętny na dalsze poznawanie? ;>


szczur 3/04/roku pańskiego 2012 12:25:51 [komentarzy 2] dorzuć coś od siebie