Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Babka, bo jak cię laską zdzielę...!

szczurza norka

Babka, bo jak cię laską zdzielę...!

No normalnie padnę. Kiedy już chęci napisania tu czegokolwiek (no dobra, chęci oderwania się od robienia fiszek, czyli takich małych ryb, choćby to miało być… słuchanie zza ściany Dżoany Krupy albo właśnie aktualizacja bloga) wzięła górę nad poczuciem obowiązku, to administrator portalu blog4u informuje mnie, że bloga jeszcze nie posiadam. Masz ci los. Na szczęście jest jeszcze Word, z którego postanawiam niniejszym skorzystać w celu wykorzystania jednej z nielicznych chwil, kiedy MI SIĘ CHCE. Tadau.

W sumie wypadałoby napisać o senior party. Kiedy w pobliżu nie było Dziwadła, powinnam nastawić się na sejwowanie co trafniejszych tekstów, no ale szanujmy się, są wakacje i pamięć podręczna powinna odpocząć. Zwłaszcza, że wspieranie jej telefonem byłoby trudnym zajęciem z kilku względów: roz, ze mojo sukienka nie miała kieśni, kaj mógby se telefon lyzeć, dwa – nie wziełach se jo łokulorów, co by widzieć takie malutkie literki, czy – tymi starymi, zgrobiałymi paluchami to jo bych pryndzej zgniotła tyn telefon, a nie cosik napisoła. Co innego dzwonić do Siura – ta procedura się udała, więc mogłam na przykład skonsultować prognozy Angola dotyczące Siurkowej pupy. Poza tym Majster nie powiedział swojemu Nowemu Plecaczkowi, że trzeba się przebrać, ale Karolina obiecała na pirat party przybyć w pełnym rynsztunku. I okazała się być dobrym konsultantem didżeja. A było w czym wybierać! Krzysztof Krawczyk! Śląskie Biesiady! Ryszard Rynkowski! Poza tym było więcej lasek niż moherowych beretów, ale były też wałki we włosach, szlafroki i szelki. I przebranie Izajasza, które według mnie było najlepsze. Nie to, co Olgi, która pomyliła imprezy, bo była przebrana za gotkę. Oczywiście szisza (kurde, zapomniałam, że pisanie w wordzie  ma swoje minusy i trzeba uważać, żeby żadne słowo się magicznie nie zamieniło w inne – właśnie zamiast sziszy wyskoczyła mi Szusza i to z wielkiej litery) musiała się przewrócić, alkohol wylać itp., a najdziwniejsze jest to, że bałagan w pokoju ograniczył się głównie do stołu. Dlaczego w Brudnicy tak nie ma, pytam?:P

Ale nic nie byłoby takie, jak było, gdyby nie to, że przybyłyśmy do Bielska z Żoną stopem. Najpierw z panem mobilem z kosiarką na tylnym siedzeniu a potem z panem doktorantem biologii prowadziłyśmy bardzo ciekawe rozmowy filologiczne i nie tylko. Znamy nowe fajne słowo (pokładełko!), wiemy, że dla samic wielkość zdecydowanie ma znaczenie i stwierdzamy, że hatifnaty na pewno miały nibynóżki. A ponadto Żona chyba się cieszy, że pojechała na imprezę ze mną, bo odkryła, że są ludzie, którzy mają taki fetysz, jak ona.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że w sobotę wczesnym rankiem trzeba było się zwijać do Katowic w celach… edukacyjnych. Bo wybrałyśmy się z Martą na szkolenie logopedyczne, dzięki czemu mogłam się trochę powłóczyć po Katowicach, poznać prawdę o ale (nie o Ali!), posłuchać o jąkaniu i przywieźć nowy papierek do kolekcji.

Bardzo przyjemnym elementem tygodnia było też popołudnie bezkarnie wisienkowe. Wiś wyciągnęła mnie do Krakowa na piwo, góra osiem i tak spacerowałyśmy od Empiku do Carpe na Fauście skończywszy (żeby była jasność – w Empiku nie piłyśmy piwa). A ile śmiechu, opowieści i planów nawinęło się przy okazji, to nasze. O, takiego popołudnia bez zobowiązań było mi trzeba. Wisienko, dziękuję! :)

Bo teraz w końcu wzięłam się za obowiązki (oczywiście dużo za późno), głównie dlatego, że doszła do mnie z kilkudniowym opóźnieniem Siurowa gadugadowa wiadomość motywująca do pisania pracy, a jak dowiedziałam się, o ile jestem do tyłu za Martą, to w końcu podziałało. Znaczy do samego pisania jeszcze mi w pierony daleko, bo najpierw trzeba przejść przez fiszki i wiem już na pewno, że przed październikiem skończyć mi się nie uda, no ale taki żywot szczura, że nie dość że się wpakuje w bagno jakich mało, to jeszcze zawsze budzi się za późno. Więc chyba jeszcze sobie pofiszkuję, bo jutro chcę upiec bułki – tym razem nie maślane, ale razowe może? na życzenie taty – a to zajmie mi pewnie nieprzyzwoicie dużo czasu i inna robota pójdzie w odstawkę. Jeśli komuś źle, polecam upiec chleb albo bułeczki, najlepiej właśnie takie maślane i od razu człowiekowi lepiej. Nie wiem, co w tym jest, ale pieczenie to jakby takie pierwotne zajęcie i odkrywając je, odkrywa się też coś na kształt łączności z tym, co podstawowe, pierwotne właśnie, z radością ludzi, którzy lata przed nami wypiekali i bardzo cenili sobie chleb. Naprawdę to coś wspaniałego.

No, to jak już narobiłam Wam smaku, to pora się pożegnać i zagrzebać w karteczkach.

PS Siur, masz rację, coraz więcej wtrąceń. Ale tak jakoś wychodzi samo z siebie, jestem wobec tego zjawiska zupełnie bezradna.


szczur 14/09/roku pańskiego 2011 23:43:29 [Powrót] dorzuć coś od siebie


|| ja ||
Ano, Siur, ominęła, ominęła...
A co do piekarni, to ja bardzo chętnie! W przyszłości mam założyć przedszkole, gabinet logopedyczny, pub (sieć pubów) i jeszcze do tego piekarnia. Dobre! Przynajmniej bezrobocie mi nie grozi :D
|| brak www || data: 15/09/roku pańskiego 2011 22:10:41
brak hosta || IP: 80.50.131.150
|| siur ||
Z tego co czytam wnioskuję, że ominęła mnie impreza w dechę z wapniakami ^^

Ja piekę muffinki, Ty bułeczki - zakładamy piekarnię? :D
|| brak www || data: 15/09/roku pańskiego 2011 11:40:44
85-211-2-37.dynamic.dsl.as9105.com || IP: 85.211.2.37